Prezes Polonii Bytom ma "obiekcje natury etycznej". Dlaczego?

27.09.2012
- Mam obiekcje natury etycznej, czy należą się premie z sezonu, w którym drużyna spadła z ligi, czyli nie wykonała zadania - mówi Radosław Nowakowski, prezes Polonii Bytom.
W rozmowie z dziennikiem "Sport", Mirosław Dreszer, były trener bramkarzy Polonii, wylicza zaległości, jakie ma względem niego klub. - W sumie nazbierało się dziewięć niewypłaconych pensji. Nie liczę nawet zaległych premii, jeszcze z okresu gry w ekstraklasie. Gdyby dobrze policzyć, klub nie wypłacił jeszcze części należnych premii za sezon, w którym zajęliśmy siódme miejsce w najwyższej lidze! - przyznaje. Od tego czasu zrzekał się już zresztą części środków.

- Kiedy w czerwcu 2011 podpisywałem nowy kontrakt, zrobiłem to na warunkach klubu, bez targowania się. Za dobrą monetę brałem słowa prezesa, który mówił, że wypłaci 100 procent zaległych pieniędzy. Wypłacił 35 procent, a potem i pensje się urwały. Liczyliśmy, że na przełomie 2011 i 2012 roku dostaniemy resztę zaległych pieniędzy, bo klub sprzedał przecież Jakuba Świerczoka za około 400 tysięcy euro. Tymczasem, zapłacono nam... jedną pensję - mówi z goryczą Dreszer. Kiedy wyliczył, że z 12 pensji w roku, nie dostał dziewięciu, poszedł do sądu pracy. Czeka na wyrok, albo na pieniądze...

- Wiele rzeczy rozumiem, nie pierwszy rok funkcjonuję w piłce, ale szkoda, że od końca mojego kontraktu nikt z klubu ze mną o tych zaległościach nie rozmawiał - przyznaje Dreszer. Co na to prezes Nowakowski? - Zaległości z ekstraklasy są naszym największym problemem. Przyznaję, że jesteśmy winni pieniądze byłemu trenerowi bramkarzy, choć z pamięci nie powiem, czy jest to 9 czy np. 6 pensji. Zaś co do premii... Miałem i mam obiekcje natury etycznej, czy należą się premie za sezon, w którym drużyna spadła z ekstraklasy, czyli - krótko mówiąc - nie wykonała zadania - mówi Nowakowski.

- Nie zamierzam uchylać się od konieczności regulowania należności, ale kiedy tylko w Polonii pojawią się jakieś pieniądze, natychmiast aktywizują się komornicy i dłużnicy z czasów ekstraklasy. Na przykład ci, którzy nie mają skrupułów, by upominać się o premie za sezon spadku z ekstraklasy - rozkłada ręce. Jego zdaniem klub spłacił już 80 procent starego zadłużenia. Inna sprawa, że panowie Nowakowski i Dreszer ponoć za sobą nie przepadają. W grudniu 2011 roku Dreszer był przesunięty do treningów z drużyną rezerw, choć na zajęciach nie było ani jednego bramkarza. - Bo za głośno artykułowałem postulaty w imieniu drużyny i sztabu szkoleniowego - twierdzi. - Pan Dreszer zawsze najgłośniej upominał się o pieniądze - potwierdza Nowakowski...
źródło: Sport

Przeczytaj również