Pomocnik Ruchu przeżył szok
02.03.2009
Wielkie Derby Śląska zostały poprzedzone minutą ciszy na cześć zmarłej mamy Tomasza Brzyskiego. Ponadto każdy piłkarz chorzowian zagrał z opaską na ramieniu. Sam piłkarz zaliczył niezły występ. Jego gra nie przełożyła się na końcowy sukces "Niebieskich". Na twarzy pomocnika po spotkaniu z Górnikiem można było zauważyć smutek i przygnębienie. Nie tylko z powodu wyniku.
- W trakcie derbów starałem się skoncentrować tylko na swojej grze, nie myśląc o tragedii, która dotknęła mnie ponad dwa tygodnie temu. Przeciwnik niczym specjalnym nas nie zaskoczył. Zabrakło trochę szczęścia przy wykańczaniu sytuacji podbramkowych - mówił zasmucony Brzyski.
Zawodnik twierdził, że z meczu na mecz jego forma będzie ona jeszcze wyższa. - Skupiam się wyłącznie na występach ligowych. Nie rozpamiętuję tego, co wydarzyło się na początku lutego, mimo, że był to dla mnie szok. Mam nadzieję, że mama patrzy z góry na moją grę i jest ze mnie zadowolona - dodał drżącym głosem 27-latek.
- W trakcie derbów starałem się skoncentrować tylko na swojej grze, nie myśląc o tragedii, która dotknęła mnie ponad dwa tygodnie temu. Przeciwnik niczym specjalnym nas nie zaskoczył. Zabrakło trochę szczęścia przy wykańczaniu sytuacji podbramkowych - mówił zasmucony Brzyski.
Zawodnik twierdził, że z meczu na mecz jego forma będzie ona jeszcze wyższa. - Skupiam się wyłącznie na występach ligowych. Nie rozpamiętuję tego, co wydarzyło się na początku lutego, mimo, że był to dla mnie szok. Mam nadzieję, że mama patrzy z góry na moją grę i jest ze mnie zadowolona - dodał drżącym głosem 27-latek.
Polecane
Ekstraklasa