Polska - Bośnia 2-2. W karnych 0-2

26.09.2015
Niestety. Nie udało się. Nie byliśmy dzisiaj na pewno słabszym od Bośni zespołem. Ba! Można śmiało postawić tezę, że w przekroju całego meczu byliśmy lepsi. Niestety coś nie do końca zagrało w biało-czerwonym teamie i polska kadra kończy swą chorwacką przygodę w ćwierćfinale Mistrzostw Europy.
playarena.pl/Bart Bajerski
Polska była faworytem konfrontacji z Bośniakami. Jesteśmy wyżej notowani w rankingu EMF, a na dodatek nasz bałkański rywal jest debiutantem w rywalizacji na tak wysokim poziomie sześcioosobowej odmiany futbolu.

Zaczęliśmy mecz w ustawieniu z Jendruczkiem w bramce, na boisku pojawili się także Fryszka, Kotlarz, M.Gliński, Tomyk oraz kapitan Dębicki. W szerokiej kadrze zabrakło tylko Mateusza Marciszko, który wczoraj doznał kontuzji mięśnia i nie był w stanie się w pełni wykurować w tak krótkim okresie czasu. Zespół uhonorował jego osobę koszulką z numerem 15, która pojawiła się na murawie w trakcie odgrywania hymnów drużyn.

Początek meczu to przewaga Polaków, sytuacyjne uderzenie Bartłomieja Dębickiego oraz groźny strzał Christiana Tomyka. Spotkanie nieco przypominało partię piłkarskich szachów, jednakże zdecydowanie ze wskazaniem na zawodników z białym orłem na piersiach.

Naszą przewagę w końcu udało się udokumentować bramką, którą zaaplikowaliśmy rywalom w ostatniej minucie pierwszej połowy. Krzysztof Elsner odebrał piłkę jednemu z przeciwników, zagrał do popularnego „Triweta”, a Tomyk zdobył dla nas upragnionego gola. Typowa „bramka do szatni”.

Druga połowa ponownie zaczęła się od przewagi naszych reprezentantów, po kilku minutach jednakże Bośnia zaczęła przejmować inicjatywę i po raz pierwszy w tym turnieju Polacy musieli oddać na dłużej piłkę rywalom.

Kiedy jednak wydawało się, że możemy wkrótce stracić bramkę, na szalony pomysł zdecydował się Norbert Jendruczek. Polski golkiper zauważył zbyt daleko wysuniętego, bałkańskiego bramkarza i precyzyjnym lobem pokonał swojego vis a vis. Jest niemal pewne, że bramka ta będzie mogła z powodzeniem kandydować do roli najlepszego trafienia całego turnieju.

Bośniacy nie załamali się wszakże utratą drugiego gola. Z coraz większym impetem nacierali na Polaków, a my zupełnie niepotrzebnie daliśmy się spychać zbyt głęboko pod nasze pole karne. Jeszcze w 32 minucie Elsner mógł podwyższyć rezultat na 3-0, nie trafił jednak w bramkę i to się zemściło. Kilkadziesiąt sekund później było już tylko 2-1 dla nas, a dokładnie 20 sekund przed upływem regulaminowego czasu gry „dostaliśmy” drugiego gola.

Szok. Remis. 2-2 i rzuty karne, po trzech graczy z każdego zespołu. Niestety rozpędzeni oraz zdopingowani skutecznym nadgonieniem wyniku przeciwnicy bezbłędnie wykonywali swoje uderzenia z sześciu metrów. W przeciwieństwie do nas. Zarówno Przemysław Kotlarz, jak i Kamil Fryszka przegrali pojedynki z bośniackim golkiperem i marzenia o medalu miniEuro uleciały z wiatrem.

Szkoda, gdyż podium tego turnieju było w zasięgu piłkarzy Klaudiusza Hirscha. Graliśmy ładny dla oka, ciekawy futbol kombinacyjny i to na pewno należy docenić. Zabrało chyba jedynie nieco szczęścia w decydujących momentach. Na szczęście już za rok będzie możliwość reprezentacyjnego rewanżu na identycznym poziomie rywalizacji.
źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również