Polonia Warszawa - Polonia Bytom 2-2. Zabójczy pierwszy kwadrans!

25.09.2010
- Po strzelonym golu było pięknie, łatwo i przyjemnie - zauważył Daniel Gołębiewski. Na szczęście dla gości, piłkarze z Bytomia szybko się przebudzili i ze stolicy wracają z jednym punktem.
Kibice przy Konwiktorskiej nie zdążyli wygodnie zasiąść na swoich miejscach, a już cieszyli się z prowadzenia swoich ulubieńców! Akcję rozprowadził Janusz Gancarczyk, a bytomską defensywę ośmieszył Artur Sobiech. Po jego próbach piłka odbijała się od Szymona Gąsińskiego i od poprzeczki. Trzecia szansa byłego snajpera Ruchu okazała się skuteczna.

Tym, którym wydawało się, że "Czarne Koszule" pójdą za ciosem, dane było przełknąć gorzką pigułkę. Goście w swoim pierwszym ataku na bramkę rywala zdołali wyrównać. Dokładne dogranie Dariusza Jareckiego uderzeniem głową wykończył Mariusz Ujek. To, co najgorsze dla miejscowych miało dopiero nadejść... Po kwadransie gry Ślązacy byli już bowiem na prowadzeniu! Dośrodkowanie z rzutu wolnego Dawida Kobylika spowodowało ogromne problemy bramkarzowi ze stolicy. Futbolówka trafiła Michała Hanka... w rękę i wpadła do siatki. Mimo usilnych protestów gospodarzy, arbiter zdecydował się kontrowersyjnego gola uznać.

Chwilę przed końcem pierwszej odsłony pojedynku na indywidualną akcję zdecydował się Gancarczyk. Pomocnik z łatwością wbiegł w pole karne ogrywając dwóch zawodników bytomian. Pewnym strzałem lewą nogą nie dał szans Gąsińskiemu i ustalił wynik meczu.

Po zmianie stron tempo zawodów wyraźnie siadło. Celnych strzałów było jak na lekarstwo, a najlepszej okazji na zmianę rezultatu nie wykorzystał Dariusz Pietrasiak, który po centrze z rzutu rożnego główkował w poprzeczkę. - Po strzelonym golu było pięknie, łatwo i przyjemnie. Niestety, później zrobiło się nieciekawie. Za bardzo się chyba dziś nie popisaliśmy - podsumował Daniel Gołębiewski, napastnik gospodarzy.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również