Polonia nie zagrała va banque

25.10.2009
Bytomianie przegrywali, kiedy Michał Zieliński wszedł za Grzegorza Podstawka. Kibice liczyli, że trener postawi na dwóch napastników. Jurij Szatałow trzyma się jednak taktyki 4-5-1.
- Czy się gra 4-4-2, 4-3-3, czy 4-5-1 to i tak najwięcej zależy od tego, jak po boisku poruszają się sami zawodnicy - wskazuje Marcin Radzewicz z Polonii. Lewonożny pomocnik był najgroźniejszym ogniwem zespołu z Olimpijskiej. Szczególnie w pierwszej połowie kilka razy uciekł obronie Ruchu. - Mieliśmy z nim problem - przyznał Wojciech Grzyb. - Uczulałem Krzysia Nykiela, że trzeba podejść bliżej do Marcina, bo inaczej może się rozpędzić i trudno będzie go powstrzymać. Na dobre udało się wyeliminować Radzewicza w drugiej połowie. Wtedy już nie był tak groźny, jak przed przerwą - wskazał Wojciech Grzyb.

Winą za stratę gola obarczono Tomasza Nowaka. Pewnie zaważył fakt, że piłkarz ten przez ostatnie lata występował w pomocy i ratując piłkę przed wyjściem na aut, zachował się jak gracz środkowej linii. - To normalne w piłce, że bramka padła po tym, jak ktoś popełnił błąd. Tomek próbował ratować sytuację. Winę za utratę bramki ponosi jednak Szymon Sawala - przekonywał Jurij Szatałow.

Faktem jest, że wskazany pomocnik niecelnie podawał do Nowaka, a potem nie zdążył powstrzymać Wojciecha Grzyba. Zawiódł również pod drugą bramką...
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również