Polonia - Bełchatów 1-1. "Jakbyśmy czekali, aż ktoś nas palnie w łeb"

26.02.2011
Pierwsza połowa wołała o pomstę do nieba, ale po kilkunastu minutach drugiej Polonia była już blisko trzech punktów. - I wtedy z zespołem stało się coś złego - przyznał trener Robert Góralczyk.
Była 64. minuta, kiedy większość kibiców dopisywała już pewnie Polonii trzy punkty. Wtedy to bowiem - przy stanie 1-0, po bardzo ładnej bramce Łukasza Tymińskiego - czerwoną kartkę za bezmyślny faul obejrzał Łukasz Bocian. - Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze - potwierdził Robert Góralczyk. Gorzej, że od razu musiał też dodać: - Po tym wykluczeniu z zespołem stało się coś złego. Jakieś samouspokojenie...

Bo jak nazwać inaczej sytuację, w której kompletnie niepilnowany Paweł Buzała (168 cm wzrostu) zgrywa piłkę głową do wcale nie najwyższego też Dawida Nowaka, a ten - również głową - posyła ją do siatki? Zachowanie defensywy gospodarzy naprawdę trudno wytłumaczyć.

Podobnie jak to, co działo się z drużynami w pierwszej połowie. - Źle weszliśmy w ten mecz. Musiało minąć trochę czasu zanim przyzwyczailiśmy się do płyty - tłumaczył Grzegorz Podstawek. A że goście nie byli lepsi, to w efekcie do przerwy nie oglądaliśmy ani jednej dobrej sytuacji do zdobycia gola... - To nie było to, czego byśmy sobie życzyli - westchnął Marcin Dziewulski, debiutant w barwach jedenastki z Olimpijskiej.

Co na to w szeregach rywali? - Zawsze powtarzam, ze wychodzi się na mecz po to, żeby wygrać, ale biorąc pod uwagę okoliczności, uważam, że pokazaliśmy duży charakter - pochwalił swoich piłkarzy trener Maciej Bartoszek. Zaraz jednak zmienił ton. - Po przerwie wyszliśmy tak, jakbyśmy czekali, aż ktoś nas palnie w łeb, żebyśmy się obudzili... - stwierdził.

- Sytuacje były. Myślę, że należało się nam zwycięstwo - zaznaczył z kolei Podstawek.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również