Pokerowa zagrywka w Bytomiu. Skaba asem w talii Szatałowa

02.08.2009
Bardzo pochlebne noty zebrał za swój debiut w meczu z Bełchatowem bramkarz Polonii, Wojciech Skaba. Po spotkaniu musiał sobie jednak co nieco wyjaśniać z kolegą z zespołu, Peterem Hricko.
Po jednym spotkaniu na 100 procent wyrokować tego nie sposób, ale wygląda na to, że serial pt. "Polonia szuka bramkarza" zakończył się happy endem. - Wojtek Skaba zaliczył w piątek bardzo udany debiut. Wykazał się zwłaszcza w pojedynku z Mariuszem Ujkiem - zauważa obrońca Adrian Klepczyński. A występ rywala z ławki oglądał inny golkiper, Słowak Juraj Balaż.

- Nie wiem, dlaczego trener to na mnie postawił - mówi Skaba. Z wyborem sztab szkoleniowy Polonii nie czekał na ostatnią chwilę. - Mieliśmy tego asa w naszej talii już wcześniej - śmieje się Mirosław Dreszer, trener bramkarzy bytomian. - Zresztą dopiero w dniu meczu otrzymaliśmy certyfikat Balaża. Jeszcze na krótko przed rozpoczęciem gry nie było żadnej pewności, czy będzie do naszej dyspozycji - wyjaśnia Dreszer. Jak się okazało - był. Żadna to jednak dla niego pociecha, skoro teraz zapewne na dłużej "zaprzyjaźni się" z rolą rezerwowego.

Trudno bowiem przypuszczać, by w Bytomiu chcieli "majstrować" przy czymś, co już raz zdało egzamin. - Po to ściągnęliśmy dobrego golkipera, aby ratował zespół, a nie mu przeszkadzał - zaznacza Jurij Szatałow, opiekun Polonii. - Skaba nasze zaufanie ma i będzie je miał - dodaje Dreszer. Ale rozpływać się nad nowym nr 1 w bramce bytomian zdecydowanie za wcześnie.

Konfrontacja z Bełchatowem pokazała, że wychowankowi Naprzodu Rydułtowy brakuje zgrania z kolegami. - W którymś momencie krzyknąłem do Petera Hricko: "Moja!", a on i tak zwinął mi piłkę sprzed nosa. Potem wyjaśniliśmy sobie to niedomówienie - podkreśla Skaba.
autor: Stanisław Hajda, Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również