Podsumowanie sezonu T-mobile Ekstraklasy

14.04.2014
Po ostatniej już kolejce T-mobile Ekstraklasy, zespoły zostały podzielone na dwie grupy - mistrzowską i spadkową. W każdej z grup zagrają po dwa zespoły z naszego regionu.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Dziennikarze slask.sport.pl oceniają dotychczasową postawę zawodników śląskich klubów.

GRUPA MISTRZOWSKA:

RUCH CHORZÓW
3. MIEJSCE  I 25 PKT.


Przed sezonem trudno byłoby znaleźć eksperta, który widziałby niebieskich w mistrzowskiej ósemce. Przecież niebiescy utrzymali się rok temu w lidze tylko dzięki licencyjnej wpadce Polonii Warszawa.

Trener Jan Kocian nie przejął się tym, że większość położyła na Ruchu krzyżyk. Nie pogodził się z myślą, że niebiescy mają słabych piłkarzy, ale - przejąwszy drużynę po Jacku Zielińskim - zabrał się do pracy. Jego przekaz był prosty - gramy to, co potrafimy, może bez fajerwerków, ale z pomysłem i skutecznie.

Zaczęło się od poprawy gry w obronie, którą scalił Marcin Malinowski (dotąd defensywny pomocnik). To jedyny piłkarz, którego chcemy wymienić z nazwiska. Bo jaki jest sens chwalenia kolejnych? Siłą Ruchu okazał się przede wszystkim dobrze rozumiejący się zespół. Seria sześciu kolejnych zwycięstw była jak sen. Potem co prawda przyszły trzy porażki z rzędu, ale końcówka rundy znowu była udana.

GÓRNIK ZABRZE
7. MIEJSCE I 21 PKT.

Gdy przed sezonem w Zabrzu ogłoszono, że Górnik ma walczyć o czołową "ósemkę" ligi, przyjęto to raczej ze zdziwieniem. Co prawda, zespół miał za sobą słabą wiosnę, ale poprzednie rozgrywki skończył przecież na 5. miejscu, czyli najlepszym od ponad dekady. Górnik grał jesienią tak dobrze, że postawiony cel można było wręcz uznać za szczyt minimalizmu. Zimą powrócił nawet nieśmiertelny - zdaje się - temat 15. mistrzowskiej gwiazdki...

Ostatnie tygodnie kazały inaczej spojrzeć na tę sprawę. Zmiany trenerów, liczne kontuzje i załamanie formy piłkarzy sprawiły, że zabrzanie do ostatnich minut sezonu zasadniczego drżeli o miejsce w grupie mistrzowskiej. Ostatecznie się udało, ale aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby mecze rywali nie potoczyły się w sposób korzystny dla Górnika.

Podział punktów sprawił, że zabrzanie mają teraz tylko kilka punktów straty do podium. Teoretycznie powinni mierzyć więc bardzo wysoko. W praktyce celem na ostatnie kolejki sezonu pozostanie wygranie pierwszego meczu w tym roku i budowanie zespołu, który w kolejnych rozgrywkach może czekać ciężka walka o utrzymanie.

GRUPA SPADKOWA

PIAST GLIWICE
13. MIEJSCE I 17 PKT

Powiedzenie mówi, że dla beniaminka najtrudniejszy jest drugi rok pobytu w ekstraklasie. W Gliwicach boleśnie przekonują się, że rzeczywiście coś jest w tym powiedzeniu na rzeczy. Pierwszy pobyt Piasta w ekstraklasie trwał tylko dwa lata. Teraz może dojść do powtórki.

Na Okrzei nikt nie oczekiwał, że Piast - podobnie jak w poprzednich rozgrywkach - wywalczy awans do europejskich pucharów. To był wynik znacznie na wyrost. Miejsce w czołowej "ósemce" wydawało się jednak w zasięgu piastunek. O tym, że gliwiczanom przyjdzie tylko bronić się przed spadkiem, zadecydowała głównie fatalna wiosna w ich wykonaniu. Zupełnie nietrafione transfery sprawiły, że siła ofensywna drużyny jest w rozsypce. Efekt jest taki, że Piast - obok Widzewa Łódź - to na dziś główny kandydat do spadku. Wygląda na to, że obrona przed degradacją będzie o wiele trudniejszym zadaniem niż zajęcie czwartego miejsca rok temu.

PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA
14. MIEJSCE I 16 PKT


"Górale" drugi rok z rzędu zawzięcie walczą o utrzymanie w elicie. Tym razem nie dokonują tego w tak spektakularnym stylu, jak na finiszu minionych rozgrywek, ale ich ostatnie wyniki i tak budzą szacunek.

Wygrane z Ruchem i Wisłą Kraków oraz bardzo dobre spotkanie ze Śląskiem pozwoliły Podbeskidziu wyprzedzić na finiszu zasadniczej części rozgrywek znacznie bogatsze i o większym potencjale Zagłębie Lubin. Stawiamy, że gdyby w składzie Podbeskidzia nadal znajdował się snajper Robert Demjan albo piłkarz o podobnym talencie do strzelania bramek, to za plecami "Górali" byłoby dziś zdecydowanie więcej drużyn. Gra ofensywna to największa słabość zespołu. Najlepszym strzelcem zespołu pozostaje obrońca Marek Sokołowski. Aż cztery z sześciu zdobytych przez niego goli padły jednak po rzutach karnych.

Walka o utrzymanie wciąż jest otwarta, ale zaprawione w takich bojach Podbeskidzie powinno przystąpić do niej bez strachu.
źródło: SportSlaski.pl / slask.sport.pl

Przeczytaj również