Podbeskidzie - GKS 2-3. Katowiczanie zdecydowanie lepiej weszli w rok
12.01.2013
A zaczęło się zgoła odwrotnie. Bielszczanie już w pierwszej akcji objęli prowadzenie. W 2. minucie Damian Chmiel przymierzył z rzutu wolnego z około 18 metrów, piłka odbiła się od jednego z GieKSiarzy i wpadła do siatki obok zdezorientowanego Łukasza Budziłka, testowanego bramkarza katowiczan. Sprawdzany golkiper bielszczan - Krzysztof Baran - chwilę później podzielił jednak los swojego kolegi po fachu, kiedy Grzegorz Fonfara zabawił się z obrońcami "Górali" i huknął zza pola karnego w okienko. Już chwilę wcześniej Baran mógł puścić gola, ale dobrze sparował uderzenie Przemysława Pitrego z rzutu wolnego.
W pierwszej połowie Podbeskidzie stwarzało jakiekolwiek zagrożenie wyłącznie po stałych fragmentach gry Damiana Chmiela. Zresztą tylko Chmiela można w bielskich szeregach wyróżnić. Od 1. minuty w zespole "Górali" był testowany Baran - niezmiennie niepewny - i Tomasz Górkiewicz. Tego akurat w Bielsku-Białej wszyscy dobrze znają i zaprezentował to, co wszyscy o nim wiemy, czyli głównie waleczność.
Po przerwie trener Dariusz Kubicki wpuścił na boisko więcej młodzieży, jednak to nie ona jest przyczyną, że Podbeskidzie zaczęło grać jeszcze gorzej. Ba, to wychowankowie "Górali" - Mateusz Janeczko, Dawid Nagi, Daniel Gołuch - prezentowali się najżwawiej. Fatalnie grał za to Jakub Zieliński, testowany przez "Górali". To po jego stracie w środku pola Deniss Rakels popędził na bramkę i ładnym strzałem w górny róg pokonał kolejnego testowanego bramkarza - Libora Hrdliczkę. Łotysz mógł strzelić gola już kilka chwil wcześniej, gdy w sytuacji sam na sam dobrze przelobował Słowackiego golkipera. Minimalnie jednak chybił.
Gospodarzy trzecią bramką dobił chwilę później Adrian Napierała, strzelając gola głową. Podbeskidzie miało problemy z wymienieniem kilku podań, nie potrafiło dojść do sytuacji bramkowej. Udało się to dopiero w końcówce meczu, gdy po wrzutce Sebastiana Ziajki - oczywiście z rzutu wolnego - Fabian Pawela wepchnął piłkę do siatki.
Gdyby nie było wiadomo, która drużyna gra w wyższej lidze, po dzisiejszym meczu wskazalibyśmy GKS Katowice. Można mówić, że to tylko pierwszy sparing, że mecz nie ma znaczenia, ale po tym, co bielszczanie zaprezentowali naprawdę warto się zastanowić czy jest sens mówić, że ta drużyna może wiosną w ekstraklasie zdobyć 25 punktów i utrzymać się w najwyższej lidze. W Podbeskidziu póki co widać bardzo mało jasnych punktów, w których można by pokładać jakąś nadzieję na wiosnę.
W pierwszej połowie Podbeskidzie stwarzało jakiekolwiek zagrożenie wyłącznie po stałych fragmentach gry Damiana Chmiela. Zresztą tylko Chmiela można w bielskich szeregach wyróżnić. Od 1. minuty w zespole "Górali" był testowany Baran - niezmiennie niepewny - i Tomasz Górkiewicz. Tego akurat w Bielsku-Białej wszyscy dobrze znają i zaprezentował to, co wszyscy o nim wiemy, czyli głównie waleczność.
Po przerwie trener Dariusz Kubicki wpuścił na boisko więcej młodzieży, jednak to nie ona jest przyczyną, że Podbeskidzie zaczęło grać jeszcze gorzej. Ba, to wychowankowie "Górali" - Mateusz Janeczko, Dawid Nagi, Daniel Gołuch - prezentowali się najżwawiej. Fatalnie grał za to Jakub Zieliński, testowany przez "Górali". To po jego stracie w środku pola Deniss Rakels popędził na bramkę i ładnym strzałem w górny róg pokonał kolejnego testowanego bramkarza - Libora Hrdliczkę. Łotysz mógł strzelić gola już kilka chwil wcześniej, gdy w sytuacji sam na sam dobrze przelobował Słowackiego golkipera. Minimalnie jednak chybił.
Gospodarzy trzecią bramką dobił chwilę później Adrian Napierała, strzelając gola głową. Podbeskidzie miało problemy z wymienieniem kilku podań, nie potrafiło dojść do sytuacji bramkowej. Udało się to dopiero w końcówce meczu, gdy po wrzutce Sebastiana Ziajki - oczywiście z rzutu wolnego - Fabian Pawela wepchnął piłkę do siatki.
Gdyby nie było wiadomo, która drużyna gra w wyższej lidze, po dzisiejszym meczu wskazalibyśmy GKS Katowice. Można mówić, że to tylko pierwszy sparing, że mecz nie ma znaczenia, ale po tym, co bielszczanie zaprezentowali naprawdę warto się zastanowić czy jest sens mówić, że ta drużyna może wiosną w ekstraklasie zdobyć 25 punktów i utrzymać się w najwyższej lidze. W Podbeskidziu póki co widać bardzo mało jasnych punktów, w których można by pokładać jakąś nadzieję na wiosnę.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku