"Pobyt w Jagiellonii to miłe wspomnienia. Piast? Stracony okres..."

30.03.2013
- Piast to dla mnie stracony okres. Najbardziej negatywny w mojej przygodzie z piłką, bo gdzie nie poszedłem - grałem. W Gliwicach miałem z tym problemy - wspomina pobyt przy Okrzei Szymon Matuszek.

Zacznę od pytania o Jagiellonię. Do Białegostoku trafiłeś z Hiszpanii?

- Tak, do "Jagi" trafiłem z Madrytu. Sztab szkoleniowy z Białegostoku się mną zainteresował i dosyć szybko, latem 2008 roku, podpisałem kontrakt. Pobyt w Jagiellonii wspominam z sentymentem, gdyż to w tym klubie przeżywałem swoje pierwsze występy w Ekstraklasie i polskiej piłce, już tak na poważnie. Białystok to miła karta w moim życiorysie, choć nieco zepsuta przez moje problemy ze zdrowiem.

Wspominasz o kontuzji, której doznałeś w trakcie swojej gry dla Jagiellonii. To było tak, że przez pierwszą rundę byłeś podstawowym zawodnikiem drużyny, a w przerwie zimowej doznałeś urazu i Twoja kariera nieco przystopowała. Dlatego Cię "odstrzelono" po sezonie?

- Początek sezonu miałem bardzo dobry. Jesienią byłem podstawowym zawodnikiem "Jagi" i zagrałem w większości spotkań. Jednak po powrocie ze Świąt Bożego Narodzenia miałem problemy z kolanem. Jeździłem po lekarzach, a oni nie mogli zdiagnozować mojego problemu i tego, co mi dolega. Przez tę dziwną kontuzję straciłem miesiące gry w piłkę. Właściwie całą rundę, bo pojawiłem się tylko we dwóch albo trzech meczach Jagiellonii na wiosnę. Jednak nie odszedłem z Białegostoku tylko ze względu na moje problemy ze zdrowiem. Było bowiem tak, że "Jaga" w kolejnym sezonie miała mieć odjęte 10 punktów za udział w korupcji. Trener Probierz powiedział więc wprost prezesowi Kuleszy, że Jagiellonia będzie musiała grać ofensywnie. Ja z kolei jestem zawodnikiem defensywnym, szans na grę miałbym mniej, więc doszliśmy wspólnie do wniosku, że lepiej będzie dla mnie jeśli pójdę gdzieś na wypożyczenie.

W ten sposób trafiłeś do Gliwic. Piast wówczas również był w Ekstraklasie i walczył o utrzymanie w tej lidze.

- Nie wspominam tego pobytu dobrze, gdyż ostatecznie spadliśmy z ligi... Niestety, ten czas stanowi teraz "plamę" w moim piłkarskim CV. To wciąż boli, bo zawiedliśmy. Każdy z zawodników dołożył swoją niechlubną "cegiełkę" do tego spadku. Pobytu w Gliwicach nie wspominam również ze szczególnym sentymentem, gdyż nie otrzymywałem tam zbyt wielu szans na grę. Jeśli już wchodziłem na boisko, to grałem po kilkanaście minut, po pół godziny... Pełnych spotkań raczej nie dane było mi rozegrać. Myślę, że przez to nie potrafiłem pokazać pełni swoich umiejętności.

Ale w Gliwicach w końcu zostałeś, już w czasie, gdy Piast musiał grać w I lidze.

- Tak, po spadku zostałem w Piaście. Przyszedł jednak trener Brosz, który widział mnie w składzie... ale na innej pozycji niż moja nominalna. Chciał żebym grał na prawej obronie, co było dla mnie zupełną egzotyką. Źle się tam czułem. Poza tym, straciłem parę tygodni w trakcie okresu przygotowawczego i później to się odbiło na mojej dyspozycji. Do składu wskoczył Jarek Kaszowski, który grał dobrze. Piast wygrywał kolejne spotkania, a ja siedziałem na ławce. Nie udało mi się wskoczyć do składu... a byłem głodny gry. Chciałem więc odejść, aby grać. Nawet ligę niżej. Poszedłem więc na wypożyczenie do Chojnic. Tam przynajmniej grałem. Mogę więc powiedzieć, że Piast to dla mnie stracony okres. Najbardziej negatywny w mojej przygodzie z piłką, bo gdzie nie poszedłem - grałem. W Gliwicach z regularną grą miałem problemy. Dużo spędziłem tam czasu, ale nie mam miłych wspomnień. Sam już nie wiem czy ja nie potrafiłem się przebić w drużynie czy nie dawano mi szansy...

Twój pobyt w Gliwicach zgrał się również z niefortunnym czasem w klubie. Mam na myśli to, że wówczas w Piaście sporo się działo. Dużo zmian organizacyjnych, konflikty z kibicami...

- Faktycznie. Był spadek, zmienili się prezesi... Dużo się działo. Niezbyt spokojny czas w historii klubu.

Teraz sytuacja w Gliwicach jest z goła odmienna. Obserwujesz polską Ekstraklasę, więc powiedz kto wygra starcie Piasta z Jagiellonią?

- Myślę, że Piast. To korzystniej dysponowana drużyna od białostoczan. Są również lepiej zorganizowani w defensywie. Liczę, że wygra Piast.

Wiem, że nie możesz, ale... Postawiłbyś na gliwiczan pieniądze?

- Gdybym musiał na kogoś postawić, to tak (śmiech). Ale ja nie gram. Powiem więc tak: jako faworytów tego meczu stawiam Piasta (śmiech).

A nie boisz się, że "Jaga" jutro czymś zaskoczy Piasta? To dziwna drużyna. W jednym spotkaniu przegrywa 0-4 w Bielsku, aby w następnej kolejce ograć Górnika w Zabrzu...

- Musze się zgodzić - Jagiellonia jest nieprzewidywalna i gra o pełną pulę. Piast jednak również przyzwyczaił do tego, że nie zadowala się remisami. Raczej albo zwycięstwo albo porażka. Kompromisy ich chyba nie urządzają. Gliwiczanie grają otwartą piłkę i to jest fajne. Remisy drużynom walczącym o utrzymanie nic nie dają. Przykładem jest Bełchatów.

Spodziewasz się otwartego spotkania, w którym obie drużyny będą walczyły o zwycięstwo i nawet remis nie zadowoli żadnej ze stron? Dobrze odczytuje Twoje słowa?

- Tak, to będzie ciekawe spotkanie. Jagiellonia traci sporo bramek. Wiosną bodajże dopiero ostatnio nic nie straciła (2-0 z Polonią Warszawa - dop. red.). Obie ekipy potrafią natomiast strzelać gole. Spodziewam się więc otwartego i ciekawego dla oka meczu. Z bramkami. I jeszcze raz powiem - myślę, że wygra Piast. Trener Piasta dobrze przygotowuje drużyny pod względem taktycznym... to ich spory argument przed Jagiellonią.

W jakim sensie dobrze taktycznie? Trener przygotowuje aż tak drobiazgowe analizy taktyczne pod przeciwnika?

- Tak, organizację gry przygotowuje pod przeciwnika. Każdy z chłopaków wie gdzie biegać i wtedy w grze nie widać przypadku. Dodając do tego umiejętności zawodników z Piasta, to myślę, że gliwiczanie wyjdą z tego pojedynku zwycięsko.

Rozmawiał Maciej Smolewski

Piast Gliwice - Jagiellonia Białystok

sobota, 13:30

autor: Maciej Smolewski

Przeczytaj również