Piotr Pierścionek: To jest kapitał, za który nie zapłaci się kartą MasterCard
02.10.2012
Choć wspominał pan o takiej możliwości, czy jest pan zaskoczony, że już dziś został zwolniony z Polonii Bytom?
Piotr Pierścionek: - Absolutnie nie. Widząc, co się dzieje i jakie rozdanie polityczne zaserwowało życie w Bytomiu, wiedziałem, że będą dokonywane zmiany w klubie. Pierwsza zmiana dotyczyła głowy trenera. Tu nie chodzi o pana Pierścionka, czy kogokolwiek innego. Tu chodzi o ten klub, bardzo zasłużony dla piłkarstwa polskiego. Wygląda na to, że te osoby, które kiedyś rządziły klubem, mają pomysł na funkcjonowanie Polonii Bytom i bardzo dobrze. Polonia musi wrócić na zasłużone miejsce na mapie polskiej piłki.
Przyjmuje pan to tak spokojnie?
- Wiele razy gratulowałem zwycięstw przeciwnikom, teraz trzeba pogratulować zwycięstwa politycznego Damianowi Bartyli. To ważne, że Bytom będzie miał prezydenta, który rozumie i czuje sport. Wiele miast może tego zazdrościć. Ja cieszę, że przez jakiś czas byłem częścią tak wspaniałego klubu. Przez krótki okres, ale poznałem wspaniałe osoby, takie jak Jurek Szpernalowski, Jacek Trzeciak, jak Lukasz Killar, ale też choćby panie, które piorą sprzęt zawodnikom - pani Agnieszka i pani Małgosia. Czy choćby osoby, które poznaliśmy na spotkaniu na rynku w Bytomiu. Cieszę się, że współpracowałem z takimi ludźmi. Będę trzymał za Polonię kciuki i życzył powodzenia, żeby wyprowadzanie Polonii na prostą zakończyło się jak najszybciej. Wrogom mówię "żegnaj", przyjaciołom "do widzenia". "Psy szczekają, karawana jedzie dalej". Taka jest proza życia sportowego.
Naprawdę jednak była to decyzja polityczna?
- Może to złe sformułowanie. Porozmawialiśmy z prezesem i ja już nie wchodziłem w szczegóły, czy jest ciśnienie z góry, czy go nie ma. Najważniejsze, żeby wyszło to na dobre Polonii Bytom. Jeżeli jest ktoś, kto będzie miał możliwość postawienia Polonii na nogi pod względem organizacyjnym i finansowym, to jest najbardziej istotne. Nie traktuję tego jako decyzji politycznej i nie wchodzę w szczegóły. Uznaliśmy, że to jest najbardziej właściwy moment na zmianę. To jest tylko jakiś mój domysł. Obserwuję, co się dzieje. Jest bardzo dużo nadziei związanych z prezydentem Bartylą i dobrze się stało, że ta osoba wygrała, bo Polonię ma w sercu i wierzę, że poprzez decyzje podejmowane z fotela prezydenckiego będzie miał spory wpływ na to, co się dzieje w klubie. Kibicuję Polonii Bytom, trzymam za nią kciuki.
A jak pan będzie wspominał zawodników?
- Cieszę się, że postawiłem na grupę młodych graczy, którzy mają spory potencjał. Brakuje im tylko doświadczenia i ogrania. Przyszłość będzie należała do Polonii Bytom. Ci chłopcy dostaną komfort pracy, Jacek Trzeciak poradzi sobie na pewno bardzo dobrze. O tę kwestię w ogóle się nie martwię.
Z jednej strony, to co pan mówi jest godne podziwu, ale z drugiej, aż nie chce mi się wierzyć, że zwolnienie zupełnie pana nie ruszyło. Naprawdę nie ma pan żadnego żalu?
- Ale przecież to jest wkalkulowane w życie człowieka. Jacek Trzeciak jest osobą związaną od lat z Polonią i wszedł już na piedestał. To wspaniała osoba i cieszę się, że miałem możliwość go poznać. Ta koncepcja, którą my ustalaliśmy w klubie dotyczyła ludzi, którzy dzisiaj są w klubie, ale nie było powiedziane, że nie można jej realizować przy pomocy innych osób. To jest tylko i wyłącznie sprawa szefów.
Wyniki sportowe nie były chyba jednak bardzo zaskakujące? Można się było przecież spodziewać, że cudów pan nie będzie dokonywał?
- Zaczynaliśmy z bardzo niskiego pułapu. Mieliśmy nałożony zakaz transferowy i miałem do dyspozycji tylko czterech doświadczonych zawodników - ale też wcale nie jakoś bardzo doświadczonych, bo wszyscy mieli łącznie tylko 75 meczów w ekstraklasie. Bardzo dużo mi jednak Michalak, Baran, Gamla i Kulpaka pomagali. Brakiem doświadczenia przegrywaliśmy w I lidze, ale niczego innego. Mieliśmy pomysł żeby razem wygrywać, ale razem przegrywaliśmy. Nie było wzajemnych pretensji do siebie. Przyjmowaliśmy porażki z honorem. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała możliwości zespołu. Cechy charakterologiczne tego zespołu są dobre. Ci chłopcy będą mieli głowy podniesione do góry. Tacy zawodnicy jak Pietrycha, Krzemień, Banaś, Walesa są przyszłością klubu. Mateusz Mika jest dziś jednym z czołowych bramkarzy I ligi, a w zeszłym roku był tylko rezerwowym. Takim ludziom należy w sporcie dawać szansę, ode mnie dostali zdecydowany krok do piłki seniorskiej. Absolutnie się na nich nie zawiodłem. Cieszę się, że pracowałem z tą grupą ludzi.
Z perspektywy czasu nie uważa pan, że dla Polonii lepiej byłoby przystąpić do II ligi i budować wszystko spokojnie, od nowa. Ta drużyna została od razu rzucona na bardzo głęboką wodę i widać, że chyba na razie na za głęboką...
- Nie zgadzam się. Jeżeli okaże się, że Polonia w tym sezonie spadnie i będzie grać w II lidze, to doświadczenie, które zawodnicy zbiorą w rywalizacjach z takimi postaciami jak Łobodziński, Wołczek, Udarević, Olszar, Arifović czy wiele innych nazwisk klubów I-ligowych, będzie procentowało. Jeżeli ta myśl będzie kontynuowana i ci piłkarze się ograją na boiskach I ligi, to będzie z tego kapitał, za który się nie zapłaci kartą MasterCard. Ale to tylko jeśli okaże się, że będzie spadek. Ja liczę, że pod wodzą Jacka Trzeciaka będzie więcej szczęścia, bo tego nam brakowało. Mielibyśmy siedem-osiem punktów i rozmawialibyśmy dziś zupełnie inaczej. Zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę jako zespół, ale wszystko w klubie i tak zmierza w dobrym kierunku. Tu chodzi o ten klub, a nie o pojedyncze osoby. Jeżeli Polonia ma zyskać, to tak się miało stać. Ja nie czuję się załamany. Jestem gotowy do dalszego działania, a sam głęboko wierzę, że ci zawodnicy troszkę podnieśli swoje umiejętności w pracy ze mną.
Na koniec pytanie, co dalej z panem. Zostaje pan bez klubu i czeka na propozycję, czy odsuwa się pan na jakiś czas od seniorskiej piłki?
- Absolutnie nie. Jestem młodym trenerem, nie bujam w obłokach i nie myślę, że jestem mistrzem świata i okolicy. Najważniejsze w tym zawodzie to pracować. Nieważne, czy to będzie I, II, III czy IV liga. Ważne, żeby propozycja była dobra, jeśli chodzi o rozwój. Żebym mógł poszerzać swój warsztat pracy, miał możliwość trenowania na dobrym boisku, korzystania z dobrego sprzętu, zabrania zespołu na obóz piłkarski. Nie zamierzam się chować, bo chodzę z podniesioną głową. Poza tym, jestem zaangażowany w projekt akademii w Dąbrowie Górniczej, mamy obecnie ponad 160 dzieci. Jest to moje, że tak powiem dziecko. Dopóki nie podejmę pracy, będę miał czas na przypilnowanie tego, co założyliśmy w czerwcu tego roku z moim serdecznym kolegą z Dąbrowy Górniczej.
Rozmawiał Michał Trela.
Piotr Pierścionek: - Absolutnie nie. Widząc, co się dzieje i jakie rozdanie polityczne zaserwowało życie w Bytomiu, wiedziałem, że będą dokonywane zmiany w klubie. Pierwsza zmiana dotyczyła głowy trenera. Tu nie chodzi o pana Pierścionka, czy kogokolwiek innego. Tu chodzi o ten klub, bardzo zasłużony dla piłkarstwa polskiego. Wygląda na to, że te osoby, które kiedyś rządziły klubem, mają pomysł na funkcjonowanie Polonii Bytom i bardzo dobrze. Polonia musi wrócić na zasłużone miejsce na mapie polskiej piłki.
Przyjmuje pan to tak spokojnie?
- Wiele razy gratulowałem zwycięstw przeciwnikom, teraz trzeba pogratulować zwycięstwa politycznego Damianowi Bartyli. To ważne, że Bytom będzie miał prezydenta, który rozumie i czuje sport. Wiele miast może tego zazdrościć. Ja cieszę, że przez jakiś czas byłem częścią tak wspaniałego klubu. Przez krótki okres, ale poznałem wspaniałe osoby, takie jak Jurek Szpernalowski, Jacek Trzeciak, jak Lukasz Killar, ale też choćby panie, które piorą sprzęt zawodnikom - pani Agnieszka i pani Małgosia. Czy choćby osoby, które poznaliśmy na spotkaniu na rynku w Bytomiu. Cieszę się, że współpracowałem z takimi ludźmi. Będę trzymał za Polonię kciuki i życzył powodzenia, żeby wyprowadzanie Polonii na prostą zakończyło się jak najszybciej. Wrogom mówię "żegnaj", przyjaciołom "do widzenia". "Psy szczekają, karawana jedzie dalej". Taka jest proza życia sportowego.
Naprawdę jednak była to decyzja polityczna?
- Może to złe sformułowanie. Porozmawialiśmy z prezesem i ja już nie wchodziłem w szczegóły, czy jest ciśnienie z góry, czy go nie ma. Najważniejsze, żeby wyszło to na dobre Polonii Bytom. Jeżeli jest ktoś, kto będzie miał możliwość postawienia Polonii na nogi pod względem organizacyjnym i finansowym, to jest najbardziej istotne. Nie traktuję tego jako decyzji politycznej i nie wchodzę w szczegóły. Uznaliśmy, że to jest najbardziej właściwy moment na zmianę. To jest tylko jakiś mój domysł. Obserwuję, co się dzieje. Jest bardzo dużo nadziei związanych z prezydentem Bartylą i dobrze się stało, że ta osoba wygrała, bo Polonię ma w sercu i wierzę, że poprzez decyzje podejmowane z fotela prezydenckiego będzie miał spory wpływ na to, co się dzieje w klubie. Kibicuję Polonii Bytom, trzymam za nią kciuki.
A jak pan będzie wspominał zawodników?
- Cieszę się, że postawiłem na grupę młodych graczy, którzy mają spory potencjał. Brakuje im tylko doświadczenia i ogrania. Przyszłość będzie należała do Polonii Bytom. Ci chłopcy dostaną komfort pracy, Jacek Trzeciak poradzi sobie na pewno bardzo dobrze. O tę kwestię w ogóle się nie martwię.
Z jednej strony, to co pan mówi jest godne podziwu, ale z drugiej, aż nie chce mi się wierzyć, że zwolnienie zupełnie pana nie ruszyło. Naprawdę nie ma pan żadnego żalu?
- Ale przecież to jest wkalkulowane w życie człowieka. Jacek Trzeciak jest osobą związaną od lat z Polonią i wszedł już na piedestał. To wspaniała osoba i cieszę się, że miałem możliwość go poznać. Ta koncepcja, którą my ustalaliśmy w klubie dotyczyła ludzi, którzy dzisiaj są w klubie, ale nie było powiedziane, że nie można jej realizować przy pomocy innych osób. To jest tylko i wyłącznie sprawa szefów.
Wyniki sportowe nie były chyba jednak bardzo zaskakujące? Można się było przecież spodziewać, że cudów pan nie będzie dokonywał?
- Zaczynaliśmy z bardzo niskiego pułapu. Mieliśmy nałożony zakaz transferowy i miałem do dyspozycji tylko czterech doświadczonych zawodników - ale też wcale nie jakoś bardzo doświadczonych, bo wszyscy mieli łącznie tylko 75 meczów w ekstraklasie. Bardzo dużo mi jednak Michalak, Baran, Gamla i Kulpaka pomagali. Brakiem doświadczenia przegrywaliśmy w I lidze, ale niczego innego. Mieliśmy pomysł żeby razem wygrywać, ale razem przegrywaliśmy. Nie było wzajemnych pretensji do siebie. Przyjmowaliśmy porażki z honorem. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała możliwości zespołu. Cechy charakterologiczne tego zespołu są dobre. Ci chłopcy będą mieli głowy podniesione do góry. Tacy zawodnicy jak Pietrycha, Krzemień, Banaś, Walesa są przyszłością klubu. Mateusz Mika jest dziś jednym z czołowych bramkarzy I ligi, a w zeszłym roku był tylko rezerwowym. Takim ludziom należy w sporcie dawać szansę, ode mnie dostali zdecydowany krok do piłki seniorskiej. Absolutnie się na nich nie zawiodłem. Cieszę się, że pracowałem z tą grupą ludzi.
Z perspektywy czasu nie uważa pan, że dla Polonii lepiej byłoby przystąpić do II ligi i budować wszystko spokojnie, od nowa. Ta drużyna została od razu rzucona na bardzo głęboką wodę i widać, że chyba na razie na za głęboką...
- Nie zgadzam się. Jeżeli okaże się, że Polonia w tym sezonie spadnie i będzie grać w II lidze, to doświadczenie, które zawodnicy zbiorą w rywalizacjach z takimi postaciami jak Łobodziński, Wołczek, Udarević, Olszar, Arifović czy wiele innych nazwisk klubów I-ligowych, będzie procentowało. Jeżeli ta myśl będzie kontynuowana i ci piłkarze się ograją na boiskach I ligi, to będzie z tego kapitał, za który się nie zapłaci kartą MasterCard. Ale to tylko jeśli okaże się, że będzie spadek. Ja liczę, że pod wodzą Jacka Trzeciaka będzie więcej szczęścia, bo tego nam brakowało. Mielibyśmy siedem-osiem punktów i rozmawialibyśmy dziś zupełnie inaczej. Zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę jako zespół, ale wszystko w klubie i tak zmierza w dobrym kierunku. Tu chodzi o ten klub, a nie o pojedyncze osoby. Jeżeli Polonia ma zyskać, to tak się miało stać. Ja nie czuję się załamany. Jestem gotowy do dalszego działania, a sam głęboko wierzę, że ci zawodnicy troszkę podnieśli swoje umiejętności w pracy ze mną.
Na koniec pytanie, co dalej z panem. Zostaje pan bez klubu i czeka na propozycję, czy odsuwa się pan na jakiś czas od seniorskiej piłki?
- Absolutnie nie. Jestem młodym trenerem, nie bujam w obłokach i nie myślę, że jestem mistrzem świata i okolicy. Najważniejsze w tym zawodzie to pracować. Nieważne, czy to będzie I, II, III czy IV liga. Ważne, żeby propozycja była dobra, jeśli chodzi o rozwój. Żebym mógł poszerzać swój warsztat pracy, miał możliwość trenowania na dobrym boisku, korzystania z dobrego sprzętu, zabrania zespołu na obóz piłkarski. Nie zamierzam się chować, bo chodzę z podniesioną głową. Poza tym, jestem zaangażowany w projekt akademii w Dąbrowie Górniczej, mamy obecnie ponad 160 dzieci. Jest to moje, że tak powiem dziecko. Dopóki nie podejmę pracy, będę miał czas na przypilnowanie tego, co założyliśmy w czerwcu tego roku z moim serdecznym kolegą z Dąbrowy Górniczej.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku