Piotr Misztal: Musimy walczyć, by utrzymac I ligę w Tychach

17.05.2014
Pierwszoligowe rozgrywki wkraczają w decydującą fazę, która zapewne dostarczy wielu emocji. Wszak rozstrzygać się będą kwestie spadków i awansów. Swoim przemyśleniami u progu sezonu podzielił się Piotr Misztal, bramkarz GKS-u Tychy.
Łukasz Laskowski/PressFocus

Na podsumowania przyjdzie czas po zakończeniu sezonu, ale już teraz możecie chyba powiedzieć, że nie tak wyobrażaliście sobie rundę wiosenną?
- Zdecydowanie nie. Dobra końcówka jesieni, solidnie przepracowana zima, wzmocnienia, dlatego też myśleliśmy, że ta runda będzie zdecydowanie łatwiejsza od poprzedniej, przyjdą satysfakcjonujące wyniki. Jeśli chodzi o grę, to zaczęliśmy obiecująco, jednak później nie szło to w parze ze zdobyczami punktowymi. Na razie wygląda to tak, że w tabeli palimy się na czerwono i musimy mocno walczyć, żeby utrzymać I ligę w Tychach.

W obecnej rundzie nie omijają was kontuzje i zawieszenia za kartki. Myślisz, że ma to duży wpływ na położenie drużyny w tabeli?
- Nie wiem, czy ma to wpływ na naszą sytuację, ale na pewno niekomfortowe jest ustawianie składu co tydzień innymi zawodnikami. Tak to wygląda, bo tych spotkań, w których wszyscy byli gotowi do gry nie było wiele. Kadra liczy jednak ponad dwudziestu ludzi, którzy podobnie przepracowali zimę, stąd też każdy wychodząc na boisku musi dać jakość i pomóc drużynie.

W kilku meczach zabrakło wam też szczęścia. Idealnym przykładem jest tutaj ostatnie spotkanie w Płocku...
- Sam nie wiem, czy tu chodzi o szczęście, czy bardziej o koncentrację. Wiadomo też, że graliśmy dwadzieścia minut w osłabieniu, mogło więc zabraknąć sił. W kolejnych meczach musimy starać się doprowadzić do takiej sytuacji, żeby nie trzeba było się bronić w ostatnich minutach i rozstrzygać spotkania wcześniej, niż w 93. minucie.

Wiele osób powtarza, że drugi sezon po awansie zwykle bywa trudniejszy. W przypadku GKS Tychy to stwierdzenie, niestety, sprawdza się idealnie.
- Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że jest to zupełnie inna drużyna, niż w poprzednim sezonie. Jest inny trener, inna kadra, inny styl gry. Bardziej wyrównany poziom jest też w lidze, bo po rundzie jesiennej ubiegłych rozgrywek ta czwórka zespołów do spadku była praktycznie wyłoniona, a reszta odskoczyła. Teraz sprawa zarówno awansu, jak i utrzymania będzie otwarta do samego końca. Nie ma co porównywać, tylko skupić się na tym, żeby zapamiętano nas jako ta drużyna, która utrzymywała I ligę w Tychach.

Obecne rozgrywki są również mniej udane dla Ciebie.
- Nie ma co ukrywać. Mniej meczów rozegranych, dużo więcej bramek puszczonych, dużo więcej błędów popełnionych. Zostało nam jeszcze pięć spotkań, dlatego trzeba dać z siebie maksimum możliwości, postarać się, aby stracić jak najmniej goli, jak najwięcej strzelić. Jeśli skończymy ten sezon utrzymaniem, to mimo wszystko będę go dobrze wspominał.

Patrząc na pozostałe mecze, chyba najważniejsze będą te trzy najbliższe – z Flotą Świnoujście, Sandecją Nowy Sącz i Okocimskim KS Brzesko.
- Tak się myśli, bo te drużyny są w bezpośrednim kontakcie z nami. Ja jednak jestem zdania, że losy utrzymania będą ważyć się do ostatniej kolejki.

Macie w związku z tym jakiś cel minimum na te spotkania?
- Takich rzeczy nie można zakładać, bo one nigdy się nie sprawdzają (śmiech).

Rozmawiał: Mateusz Długasiewicz

 

źródło: gkstychy.info

Przeczytaj również