Piotr Ćwielong: Ruch to mój klub, chciałbym w nim jeszcze zagrać
01.08.2011
Gdybyś grał w Ruchu, pewnie byłbyś wściekły po takiej porażce, jak ta ze Śląskiem...
- Chorzowianie nie są w komfortowej sytuacji. Cóż, nie grali do końca tego meczu. My pokazaliśmy, że trzeba szukać swojej szansy do samego końca. Dobrze, że "Dino" (Cristian Diaz - przyp. red.) wszedł i strzelił ładną bramkę.
Wcześniej sam zostałeś ściągnięty z boiska. Rodzina i znajomi nie mieli cię zatem okazji zbyt długo oglądać w akcji...
- Taka była decyzja trenera. Co tu dużo mówić, mogłem zagrać lepiej. Mieliśmy sporo problemów w środku boiska. Nie "zbieraliśmy" długich piłek, co sprawiało, że Ruch przeważał. Pewnie dlatego trener wpuścił na boisko Darka Sztylkę.
Gol w 88. minucie. Wygrała piłkarska mądrość czy to był po prostu łut szczęścia?
- Sądzę, że pomógł nam fakt, że zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. Każdy czuje się dowartościowanym zawodnikiem, co pokazujemy na boisku. Nie wybijamy piłki przed siebie, tylko staramy się przy niej utrzymać, co pokazała akcja po której zdobyliśmy gola z Ruchem.
Śląsk ma po prostu "patent" na Ruch...
- Może to już rzeczywiście siedzi gdzieś tam w głowach, że jeśli Śląsk przyjeżdża do Chorzowa, to tutaj nie przegrywa. Fajnie, że znów się to potwierdziło, bo zdobyliśmy kolejne ważne punkty. Wiadomo, że trudno pogodzić puchary z ligą, a my udowadniamy, że to możliwe.

No właśnie! Ruch rok temu nie potrafił z powodzeniem połączyć grania w europejskich pucharach oraz w lidze. Śląsk na razie daje sobie radę. Dzięki czemu?
- Mamy silną, wyrównaną kadrę. Dziś gra ta jedenastka, za tydzień druga i nie ma problemów. Dzięki pucharom jest tyle spotkań, że trener może rotować składem. Mamy 25 zawodników i wszyscy są w rytmie meczowym.
Podtrzymujesz słowa, że chciałbyś jeszcze kiedyś w Ruchu zagrać?
- Jestem teraz w Śląsku, moim marzeniem jest, by wyjechać za granicę. Ale rzeczywiście, Ruch to mój klub, tutaj się wychowałem, więc chciałbym jeszcze w nim zagrać.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
- Chorzowianie nie są w komfortowej sytuacji. Cóż, nie grali do końca tego meczu. My pokazaliśmy, że trzeba szukać swojej szansy do samego końca. Dobrze, że "Dino" (Cristian Diaz - przyp. red.) wszedł i strzelił ładną bramkę.
Wcześniej sam zostałeś ściągnięty z boiska. Rodzina i znajomi nie mieli cię zatem okazji zbyt długo oglądać w akcji...
- Taka była decyzja trenera. Co tu dużo mówić, mogłem zagrać lepiej. Mieliśmy sporo problemów w środku boiska. Nie "zbieraliśmy" długich piłek, co sprawiało, że Ruch przeważał. Pewnie dlatego trener wpuścił na boisko Darka Sztylkę.
Gol w 88. minucie. Wygrała piłkarska mądrość czy to był po prostu łut szczęścia?
- Sądzę, że pomógł nam fakt, że zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. Każdy czuje się dowartościowanym zawodnikiem, co pokazujemy na boisku. Nie wybijamy piłki przed siebie, tylko staramy się przy niej utrzymać, co pokazała akcja po której zdobyliśmy gola z Ruchem.
Śląsk ma po prostu "patent" na Ruch...
- Może to już rzeczywiście siedzi gdzieś tam w głowach, że jeśli Śląsk przyjeżdża do Chorzowa, to tutaj nie przegrywa. Fajnie, że znów się to potwierdziło, bo zdobyliśmy kolejne ważne punkty. Wiadomo, że trudno pogodzić puchary z ligą, a my udowadniamy, że to możliwe.
No właśnie! Ruch rok temu nie potrafił z powodzeniem połączyć grania w europejskich pucharach oraz w lidze. Śląsk na razie daje sobie radę. Dzięki czemu?
- Mamy silną, wyrównaną kadrę. Dziś gra ta jedenastka, za tydzień druga i nie ma problemów. Dzięki pucharom jest tyle spotkań, że trener może rotować składem. Mamy 25 zawodników i wszyscy są w rytmie meczowym.
Podtrzymujesz słowa, że chciałbyś jeszcze kiedyś w Ruchu zagrać?
- Jestem teraz w Śląsku, moim marzeniem jest, by wyjechać za granicę. Ale rzeczywiście, Ruch to mój klub, tutaj się wychowałem, więc chciałbym jeszcze w nim zagrać.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa