Piłkarze Rakowa Częstochowa zdenerwowali trenera Jerzego Brzęczka

13.04.2013
- Patrząc na grę w pierwszej połowie, myślę że byliśmy blisko odniesienia zwycięstwa. Gdyby tak się stało, to nasza sytuacja w tabeli byłaby dla nas bardzo ciekawa - przyznał trener Rakowa Częstochowa, Jerzy Brzęczek.
Spotkanie dobrze się zaczęło dla zawodników Rakowa. Częstochowian na prowadzenie wyprowadził Joshua Balogun Kayode. Wynik udało się utrzymać do końca pierwszej połowy. Druga zaczęła się fatalnie - od czerwonej kartki dla bramkarza, Mateusza Kosa i rzutu karnego dla Chojniczanki.

- Kardynalny błąd, który jak się później okazało miał decydujący wpływ na losy całego spotkania. Bardzo denerwujące jest również to, że Mariusz Stępień wchodzi do bramki, broni rzut karny i zaraz tracimy bramkę po dobitce. To świadczy przede wszystkim o braku naszej koncentracji. Zawodnicy może wierzyli, że nasz bramkarz sam zdoła tę piłkę wybić - kręcił głową Jerzy Brzęczek.

- Patrząc na grę w pierwszej połowie, myślę że byliśmy blisko odniesienia zwycięstwa. Gdyby tak się stało, to nasza sytuacja w tabeli byłaby dla nas bardzo ciekawa. Ponieśliśmy porażkę. Teraz będziemy musieli przygotowywać się do następnych spotkań i dalej budować silny klub i naszą drużynę. Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski z dzisiejszego spotkania - ocenił szkoleniowiec Rakowa.

- Taka piłka już niestety jest, kiedy błąd zawodnika na początku drugiej połowy ustawia po części przebieg całego meczu. My takie "piłkarskie wielbłądy" popełniliśmy w Wałbrzychu, kiedy to w Święta Wielkanocne było o nas głośno w całej Polsce. Bardzo się cieszę z trzech punktów, bo z ostatnich dwóch wyjazdów nie przywieźliśmy choćby jednego. W Częstochowie zrobiliśmy swoje - powiedział o meczu trener gości, Mariusz Pawlak.
źródło: sport.czest.pl

Przeczytaj również