Piłkarze przywiązani do barw klubowych? Są tacy. Jeszcze...

02.02.2011
Coraz mniej jest piłkarzy, których kibice szanują nie tylko za umiejętności, ale też za to, że robi im różnicę, dla jakiego klubu grają. Czy wkrótce o takiej miłości będziemy czytać tylko w archiwach?
Świat idzie do przodu, a razem z nim futbol. Ale są też rzeczy, za którymi kibic tęskni... Na przykład przywiązanie do klubowych barw. Takie prawdziwe, które sprawia, że zawodnik, choć czasem piłkarsko niczym specjalnym się nie wyróżnia, staje się ulubieńcem fanów. Ile mamy jeszcze takich przypadków na naszym podwórku?

Nikt nie przebije "stażem" Jarosława Kaszowskiego, który legendą Piasta Gliwice stał się już kilka lat temu. W końcu marsz gliwiczan z B-klasy na salony polskiej piłki to jednocześnie marsz "Kaszy". Wyobrazić go sobie w koszulce innego klubu? Niemożliwe...

Wojciech Grzyb nie kojarzy się kibicom Ruchu z największymi sukcesami w historii chorzowian, nie pochwali się nawet jakąś oszałamiającą liczbą występów w niebieskich barwach. Zawsze jednak podkreślał, że ma "niebieskie serce". To ono kazało mu porzucić grę w ekstraklasie na rzecz występującego szczebel niżej Ruchu. Również za to fani z Cichej uznali go ostatnio największą osobowością dekady w Ruchu.

Czy na taki tytuł w Górniku Zabrze mógłby liczyć Jacek Wiśniewski? Szanse na pewno miałby spore. I to mimo tego, że "Wiśni" na Roosevelta przecież już od kilku lat nie ma. Szczery, charakterny i przede wszystkim "trójkolorowy" - za to cenią go zabrzańscy fani. - Do Górnika poszedłbym nawet, gdybym musiał dopłacić - mówi "Wiśnia".

Przykładów jest więcej. Chociaż o zatrzęsieniu trudno mówić. A gdzie następcy?
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również