Piłkarz Wisły: Polonii Bytom nie ma co porównywać do Arki. Jest lepsza

28.03.2010
Przez dwa lata nastawienie faworyzowanych drużyn przyjeżdżających na Olimpijską zmieniło się absolutnie. Bytom z miejsca, gdzie dzieją się sensacje, stał się "gorącym terenem".
- Lech i Legia nie potrafiły tu wygrać, nam się udało - odetchnęli z ulgą po meczu krakowianie. Wisła z Polonią wygrała (3-1) zasłużenie. - Ale mieliśmy kilka trudnych momentów - zauważył Henryk Kasperczak, nowy trener krakowskiego zespołu. Pierwszym z nich był gol Davida Kotrysa, który dał gospodarzom prowadzenie. - To żadna radość - zachowywał po spotkaniu kamienną twarz zdobywca bramki. Urodzony w Czeskim Cieszynie obrońca trafił do siatki w Polsce po raz pierwszy, ale humor całkowicie popsuła mu porażka.

Przy odrobinie szczęścia, niebiesko-czerwoni mogli wywalczyć remis. - Miałem piłkę meczową - kajał się Marcin Radzewicz. Skrzydłowy w końcówce meczu został idealnie obsłużony przez Miroslava Barczika. Zmarnował kapitalne dośrodkowanie. - Piłka zeszła mi z czoła, nie trafiłem czysto - tłumaczył zasmucony "Radza". - Powinien był to strzelić - żałował trener Jurij Szatałow.

Bytomianie byli niepocieszeni, bo w ostatnich latach przyzwyczaili do urywania punktów na Olimpijskiej drużynom z pierwszej trójki. Jednocześnie zmienia się nastawienie tych zespołów do Polonii. Dwa lata temu Wisła kręciła nosem, że... wygrała tylko 2-1. W zeszłym sezonie pluła sobie w brodę z remisu. Wczoraj krakowianie odetchnęli z ulgą. - Bo Bytom to gorący teren - zapewniał Patryk Małecki, napastnik Wisły, która po sensacyjnej porażce u siebie z Arką Gdynia, wraca na właściwe tory.

- O tamtej wpadce zadecydował nasz słabszy dzień. Polonii do Arki nie ma co porównywać. Ślązacy są lepszym zespołem - stwierdził reprezentant Polski.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również