Piłkarz Piasta po operacji serca. "Ciągnie mnie już do piłki"

28.09.2012
Wojciech Lisowski miał być ważnym ogniwem w defensywie gliwickiego Piasta. Tymczasem zmagał się z kontuzją, która przeobraziła się w... wykrycie wrodzonej wady serca. Wszystko jednak wraca do normy.
- Czuję się już dobrze, ale wciąż muszę odpoczywać. Stąd na jakiś czas wyjechałem do rodzinnego miasteczka, by ten okres dobrze spożytkować z rodziną. Wcześniej nie miałem możliwości poświęcić najbliższym wystarczająco czasu, więc teraz to nadrabiam - opowiada Lisowski.

Jakiś czas temu w mediach pojawiła się informacja, że Lisowski przeszedł operację serca. W świetle niedawnych wydarzeń, kiedy zawodnicy upadali na murawę jak porażeni, a następnie nie byli wstanie wrócić do profesjonalnej piłki, istniało zagrożenie, że i Lisowski ze swoją wadą serca do futbolu nie wróci.

Czy wada jest na tyle niebezpieczna, że istnieje zagrożenie banicji piłkarskiej? -Nie mam żadnych przeciwwskazań do uprawiania sportu. Nie jest to jeden z tych groźnych urazów, przez który zawodnicy musieli kończyć kariery - zaznacza na początku "Lisu".

Jak dokładnie u młodego obrońcy wygląda uraz? - Jest to wrodzona wada serca. Nie jest ona groźna, choć przeważnie wykrywana jest u dzieci. U mnie jakoś to umknęło, a operację, którą przeszedłem niedawno, powinienem był odbyć w wieku dziecięcym. Ale wszystko już jest w porządku, a ludzie po tym specjalistycznym zabiegu normalnie żyją.

Lisowski przeszedł już operację i teraz wszyscy w klubie czekają, kiedy wróci do piłki. Jak jednak wyglądał sam zabieg? - Operacja polegała mniej więcej na uzupełnieniu ubytku, który znajdował się w sercu. Przez to nie wszystko w organizmie pracowało jak należy. W tej chwili trwa proces zrastania się pooperacyjnych ran. Najlepszym lekiem na to jest po prostu odpoczynek.

Mimo nieobecności fizycznej, młokos wciąż jest z gliwickimi kolegami mentalnie. - Najchętniej wróciłbym już do gry, ciągnie mnie strasznie do tego. Ale cały czas jestem w kontakcie z chłopakami. Dzwonię do nich przed meczem, po nim. Na bieżąco wiem, co się w szatni dzieje. Choć przyznam, że to nie to samo...
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również