Piłkarz Piasta Gliwice: Wybitnych umiejętności nie mam
16.11.2012
Wizualnie zawodnik gliwiczan pasuje do stereotypu polskiego piłkarza idealnie. - Lubię się dobrze ubrać, żelu też używam. Często słyszę nawet, że ze mnie to taki typowy "piłkarzyk". Ale nie walczę z tym, bo ludzie, którzy to mówią, mnie nie znają i oceniają tylko po pozorach. Dla mnie liczy się zdanie bliskich. Jeśli przyjdą i powiedzą: "Damian, zachowujesz się źle" wezmę to sobie do serca - twierdzi. Podstaw do tego jednak nie ma, bo tylko styl pozaboiskowy Zbozienia jest stereotypowy. Dystans do siebie i samozaparcie już na pewno nie.
- Kariera piłkarza jest krótka, więc tym bardziej chcę wycisnąć z niej maksa. Wielu było przecież znakomitych graczy, którzy swoje szanse przepili lub roztrwonili w inny sposób. A ja odwrotnie - pracuję po to, by osiągnąć więcej niż powinienem. Wybitnych umiejętności nie mam, ale chcę dojść do momentu, w którym ktoś powie: "ten Zbozień to był zawsze taki trup, zupełny drewniak, w piłkę grać nie potrafił, a tak daleko zaszedł". Dlatego często zostaję po treningach - zdradza.
Gdyby jednak z futbolem mu nie wyszło, poradziłby sobie w innej działce. - Od drugiej klasy podstawówki tańczyłem w zespole regionalnym. Później z kilkoma kolegami wpadliśmy na pomysł, żeby coś "pobrzdąkać" na skrzypcach. Szybko nauczyliśmy się kilku łatwych kawałków, takich typowo biesiadnych. Zaczęło się tak, że mój tata zrobił grilla dla znajomych i zaprosił nas, żebyśmy zagrali. No to wskakujemy w stroje góralskie i jesteśmy. Gościom się spodobało. Idziemy potem przez wieś i mijamy zabawę weselną. Wiadomo - ludzie byli już podpici, więc zawołali nas, żebyśmy i dla nich pograli. Czemu nie?! I znów się spodobało. Potem rozniosło się po okolicy i zaczęliśmy występować już za pieniądze - mówi członek kapeli "Ciupaga".
- Kariera piłkarza jest krótka, więc tym bardziej chcę wycisnąć z niej maksa. Wielu było przecież znakomitych graczy, którzy swoje szanse przepili lub roztrwonili w inny sposób. A ja odwrotnie - pracuję po to, by osiągnąć więcej niż powinienem. Wybitnych umiejętności nie mam, ale chcę dojść do momentu, w którym ktoś powie: "ten Zbozień to był zawsze taki trup, zupełny drewniak, w piłkę grać nie potrafił, a tak daleko zaszedł". Dlatego często zostaję po treningach - zdradza.
Gdyby jednak z futbolem mu nie wyszło, poradziłby sobie w innej działce. - Od drugiej klasy podstawówki tańczyłem w zespole regionalnym. Później z kilkoma kolegami wpadliśmy na pomysł, żeby coś "pobrzdąkać" na skrzypcach. Szybko nauczyliśmy się kilku łatwych kawałków, takich typowo biesiadnych. Zaczęło się tak, że mój tata zrobił grilla dla znajomych i zaprosił nas, żebyśmy zagrali. No to wskakujemy w stroje góralskie i jesteśmy. Gościom się spodobało. Idziemy potem przez wieś i mijamy zabawę weselną. Wiadomo - ludzie byli już podpici, więc zawołali nas, żebyśmy i dla nich pograli. Czemu nie?! I znów się spodobało. Potem rozniosło się po okolicy i zaczęliśmy występować już za pieniądze - mówi członek kapeli "Ciupaga".
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów