Piłkarz Odry Wodzisław ma wybór: Zagłębie Sosnowiec albo I liga
11.01.2011
- Jestem wdzięczny władzom Zagłębia i trenerowi Ojrzyńskiemu, że pozwolili mi brać udział w zajęciach. Kontrakt? Rozmawiamy - mówi Krzysztof Markowski. Ale ma też alternatywę, bo w międzyczasie zgłosiły się jeszcze dwa inne kluby. - Z dolnej części tabeli I ligi - zdradza 32-latek, który formalnie wciąż jest jeszcze zawodnikiem Odry Wodzisław.
Piszemy "jeszcze", bo za kilka dni dojdzie do rozwiązania kontraktu. - Odra to dla mnie już definitywnie zamknięty rozdział. Otrzymałem co prawda propozycję pozostania w Wodzisławiu, ale wiązała się ona z obniżeniem kontraktu - tłumaczy "Maro". Gdyby się zgodził, zaliczyłby drugie takie "cięcie" w ciągu ledwie kilku miesięcy. Przypomnijmy bowiem, że już w lecie przystał na znaczne obniżenie zarobków. - Ta ostatnia oferta działaczy było o 60-70 procent niższa od kontraktu, jaki miałem, gdy przychodziłem do klubu - wskazuje.
Jak będzie wspominał okres spędzony na Bogumińskiej? - Sam klub i kibiców bardzo miło. Byłem pod wrażeniem tego, jak zachowywali się jesienią. Potrafili zrozumieć to, że nie wychodzimy na trening czy opóźniamy rozpoczęcie meczu. To było dla nas bardzo ważne. Mało tego. Jeździli za nami po Polsce. Byli w Świnoujściu, Stróżach... Może nie w jakiejś ogromniej liczbie, ale czasem mniejsza grupa potrafi zgotować lepszy doping niż tłum. Szkoda, że ludzie zarządzający klubem to już całkiem inna bajka...
Piszemy "jeszcze", bo za kilka dni dojdzie do rozwiązania kontraktu. - Odra to dla mnie już definitywnie zamknięty rozdział. Otrzymałem co prawda propozycję pozostania w Wodzisławiu, ale wiązała się ona z obniżeniem kontraktu - tłumaczy "Maro". Gdyby się zgodził, zaliczyłby drugie takie "cięcie" w ciągu ledwie kilku miesięcy. Przypomnijmy bowiem, że już w lecie przystał na znaczne obniżenie zarobków. - Ta ostatnia oferta działaczy było o 60-70 procent niższa od kontraktu, jaki miałem, gdy przychodziłem do klubu - wskazuje.
Jak będzie wspominał okres spędzony na Bogumińskiej? - Sam klub i kibiców bardzo miło. Byłem pod wrażeniem tego, jak zachowywali się jesienią. Potrafili zrozumieć to, że nie wychodzimy na trening czy opóźniamy rozpoczęcie meczu. To było dla nas bardzo ważne. Mało tego. Jeździli za nami po Polsce. Byli w Świnoujściu, Stróżach... Może nie w jakiejś ogromniej liczbie, ale czasem mniejsza grupa potrafi zgotować lepszy doping niż tłum. Szkoda, że ludzie zarządzający klubem to już całkiem inna bajka...
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku