Piech przełamał się przy Cichej i pokazał serduszko swojej sympatii

02.05.2010
Mierzy ledwie 171 centymetrów, a mógł dwa razy strzałami głową pokonać Jana Muchę! Arkadiusz Piech najpierw postraszył. Za drugim nie miał już litości, dzięki czemu Ruch wygrał z Legią.
- Piłka był trochę za bardzo odchodząca. Inna sprawa, że źle ją uderzyłem. Nie pomogło mi, że jestem raczej niewielkim rozmiarów - tak Piech opisywał pierwszą okazję. Była przerwa spotkania z Legią i utrzymywał się jeszcze remis. - Liczę, że w końcu przełamię się przy Cichej - dodał, bo dotąd w Ruchu strzelił jednego gola, na wyjeździe z Arką Gdynia. Gorzej szło mu w Chorzowie. Niewykorzystanych sytuacji ze spotkania z Pogonią długo jeszcze żałował.

Dlatego wszystkich zaskoczyło, że Waldemar Fornalik przed starciem z Legią posadził na ławce Artura Sobiecha i Andrzeja Niedzielana, a wystawił od pierwszej minuty Piecha. - U nas osiemnasty zawodnik w kadrze może nagle wskoczyć do pierwszego składu. I ten mecz pokazał, że ci, którzy dostają szansę, nie zawodzą trenera, a wręcz prowadzą zespół do zwycięstwa. Wygraliśmy dzięki Arkowi Piechowi i Krzysiowi Pilarzowi - chwalił kolegów Michał Pulkowski, który popisał się wczoraj ładną asystą.

- A Arek zrobił to, co należy w świetny sposób - dodał Wojciech Grzyb, bo Piech ubiegł znacznie bardziej rosłych obrońców Legii. Zresztą już w pierwszej połowie świetnie radził sobie w starciach z rywalami. Mądrze osłaniał piłkę, potrafił ją przytrzymać, rozegrać oraz wygrywał pojedynki powietrzne. Niemniej jego niski wzrost uśpił czujność Wojciecha Szali. - Nie spodziewałem się, że wyskoczy zza moich pleców - przyznał prawy obrońca zespołu ze stolicy.

Zobacz bramkę Arkadiusza Piecha strzeloną Legii >

Ruch zdobył wiosną już 16 bramek! I dzięki temu jest najskuteczniejszą drużyną w lidze na chwilę obecną, bo dzisiaj swój mecz rozegra jeszcze Lech Poznań. Wczoraj "Niebiescy" dopięli swego i pokonali Legię, dzięki czemu ją przeskoczyli i znaleźli się na podium. - Do końca sezonu zostały trzy kolejki. Zrobimy wszystko, aby dotrwać na trzecim miejscu - zapewnia Piech.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również