Piast żyje dzięki pieniądzom ze sprzedaży Glika oraz Wilczka

22.11.2010
Brak możnego sponsora, duże wydatki związane z najmem stadionu w Wodzisławiu Śląskim i zawodnicy z niemałymi wymaganiami finansowymi, to sprawia, że Piast liczy każdą złotówkę.
Jeden z zawodników zdradził nam, że w Piaście krótko mówiąc nie przelewa się w ostatnim czasie. - Mnie już serce boli, kiedy słyszę, że w klubie jest fatalnie. Może się nam nie przelewa, ale mówienie, że z pieniędzmi jest bardzo źle, to lekka przesada. Zachowujemy płynności, pracownicy klubu dostają pieniążki na czas. Póki co, tylko tyle może zapewnić Piast.  Wciąż poszukujemy sponsora, buduje się stadion. Rokowania na przyszłość są dobre. O problemach krążą plotki, sam je słyszałem. Niestety rozpowszechniają je osoby, którym najwyraźniej zależy na tym, aby klub zniszczyć. Stąd mój apel, aby takim pomówieniom nie ulegać - zaznacza Józef Drabicki.

Prezes Piasta przyznaje jednocześnie, że obecny budżet jest zbudowany w dużej mierze za sprawą pieniędzy z transferów Kamilów: Glika i Wliczka. - Na sprzedaży tych zawodników zarobiliśmy sporo pieniędzy, ale wszystko jest pożytkowane na wydatki bieżące. Nawet nie ma możliwości odłożenia części tych rat na konto. Tutaj mówimy o astronomicznych kwotach utrzymaniu klubu. Wynajem stadionu i opłacenie piłkarzy. Następnie zapewnienie ochrony na każdym spotkaniu, dojazdy zawodników w wyznaczone miejsca, utrzymanie personelu, trenerów. Oczywiście to nie wszystko. Bez większej liczby sponsorów trzeba ratować się innymi sposobami - tłumaczy.

Jak więc wygląda pomoc ze strony miasta? W końcu po wykupieniu ponad połowy udziałów w Piaście, to miasto jest głównym udziałowcem. - Miasto daje pieniądze, ale to kropla w morzu potrzeb - krótko komentuje Drabicki.

- Sytuacja finansowa jest póki co stabilna. Nie mamy ogromnego budżetu, ale na to składa się kilka czynników. Nie jest łatwo prowadzić klub piłkarski! Niestety, niewielu ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Przeciętny laik nawet nie ma pojęcia, jak wygląda codzienne egzystowanie takiej firmy - dodaje.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również