Piast - Zagłębie 4-1. Historyczna wygrana w cieniu tragedii

15.08.2009
Piast odniósł najwyższe zwycięstwo w swoim niedługim pobycie w ekstraklasie! Ojcami sukcesu zostało dwóch Kamilów: Wilczek i Glik, bez których trudno wyobrazić sobie drużynę z Gliwic.
Na taką chwilę kibice przy Okrzei czekali od początku kwietnia. Mecz z Górnikiem Zabrze był ostatnim, w którym "Piastunki" wygrały na stadionie w Gliwicach, choć i tym razem nie zanosiło się, że fatalna seria może zostać przerwana. - Zaczęło się dla nas bardzo źle. Najważniejsze, że na dość przypadkową bramkę Zagłębia zdołaliśmy odpowiedzieć czterema - cieszył się po meczu Kamil Glik. Bo w pierwszym kwadransie, to lubinianie niepodzielnie rządzili na boisku, a gol Micanskiego był najmniejszym wymiarem kary dla gospodarzy. Chwilę wcześniej, po precyzyjnej "główce" Świerczewskiego, piłkę z linii bramkowej wybił Muszalik...

Miejscowi dali się "wyszumieć" rywalowi i w odpowiednim momencie wzięli sprawy w swoje ręce. Najpierw umiejętności Ptaka sprawdził Chylaszek. Chwilę później golkiper przyjezdnych był już bezradny po pięknym uderzeniu Wilczka. Futbolówka otarła się o ręce bramkarza, uderzyła w wewnętrzną część słupka i zatrzepotała w siatce. Od tego momentu inicjatywę przejęli gliwiczanie, a ukoronowaniem ambitnej gry Piasta była akcja, w której dośrodkowanie Chylaszka na gola zamienił Glik. Jeszcze przed przerwą "Niebiesko-Czerwoni" mogli rozstrzygnąć wynik rywalizacji, jednak po kolejnym - dobrze wykonanym - rzucie wolnym, piłka trafiła w słupek. Ale co się odwlecze...

Po przerwie napór Piasta nie osłabł, w przeciwieństwie do beniaminka. Dzięki temu padła historyczna - po strzale Olszara, formalności dopełnił Wilczek - bramka dla gospodarzy. Dlaczego historyczna? Bo jeszcze nigdy Piast w najwyższej klasie rozgrywkowej nie wbił przeciwnikowi więcej, niż dwóch goli! - Nie traktuję jej specjalnie, bo dzisiaj udało nam uzyskać cztery trafienia, a za tydzień możemy stracić sześć - śmiał się Dariusz Fornalak, opiekun Piasta.

Jego vis-a-vis, Andrzej Lesiak, nie miał żadnych powodów do zadowolenia. - Trudno mi to przyznać, ale nasza kadra, zarówno fizycznie, jak i psychicznie na chwilę obecną jest jeszcze na poziomie I-ligowym - żalił się szkoleniowiec.

To nie był koniec złych wieści dla obozu Zagłębia. Najpierw dzieła zniszczenia dopełnił Olszar, wykorzystując świetne podanie Smektały, a na kilka minut przed końcem meczu doszło do nieszczęścia. - Po dośrodkowaniu w pole karne, Wojtek Kędziora nie spodziewał się, że jestem tuż za nim. W efekcie czego zderzyliśmy się głowami i niezbędna była pomoc karetki, która wjechała na murawę - relacjonował niefortunne zdarzenie Glik. - Pamiętamy, że po podobnym urazie dochodził do siebie przez cztery miesiące. Miejmy nadzieję, że tym razem kontuzja nie okaże się poważna - dodał trener "Miedziowych".

Byłego zawodnika Piasta pożegnały brawa fanów obydwu drużyn, a napastnik został przewieziony do szpitala. Według wstępnej diagnozy piłkarz doznał wstrząśnienia mózgu.

Konferencja prasowa

Andrzej Lesiak (trener Zagłębia): W kolejnym spotkaniu straciliśmy cztery bramki, chociaż od początku to my prowadziliśmy grę. Niepotrzebnie "zapraszaliśmy" Piasta we własne pole karne i w efekcie czego schodziliśmy na przerwę z bagażem dwóch bramek. Dodatkowo straciliśmy Wojtka Kędziorę i nie byliśmy w stanie w dziesiątkę odwrócić wyniku rywalizacji. Przegraliśmy na własne życzenie.

Dariusz Fornalak (trener Piasta): Sukces Piasta odbył się w cieniu tragedii. Trafiło na piłkarza, który dla naszego klubu zrobił bardzo wiele. Wzięliśmy głęboki oddech, który pozwoli nam pracować w przyszłym tygodniu. Wygraną dedykujemy prezesowi Krzyżanowskiemu, który w poniedziałek będzie obchodził swoje święto.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również