Piast - Zagłębie 0-0. Bezbramkowy sparing z dobrym wrażeniem
11.10.2013
Pierwsza połowa sparingowego spotkania nie była jakkolwiek porywająca. Obie drużyny starały się sforsować defensywę rywala, ale nie przekładało się to na celne uderzenia piłką na bramkę. I to tyle, jeśli chodzi o pierwsze czterdzieści pięć minut.
Sytuacja diametralnie zmieniła się w drugiej części meczu. W Zagłębiu wymieniono niemal całą jedenastkę, co przełożyło się na... jeszcze gorszą postawę na murawie. Goście z Lubina całkowicie oddali pole gry Piastowi. Gliwiczanie chcieli atakować, mieli apetyt na gole, ale wciąż był jeden problem - skuteczność. Mimo wielu dobrych okazji bramkowych, jak choćby sytuacja "sam na sam" Damiana Zbozienia, uderzenie piłki głową Rubena z okolicy piątego metra od bramki Gliwy czy niewykorzystana akcja Rabioli, "Niebiesko-czerwoni" mogli z zazdrością wspominać czasy, kiedy co dotknęli futbolówkę, to ta znajdowała się w siatce.
Na nieco ponad kwadrans przed zakończeniem gry na murawie pojawił się Wojciech Kędziora, który ożywił trybuny przy Okrzei. Najpierw samym faktem, że wszedł na boisko, a następnie celnymi dograniami do kolegów, którzy mieli kolejne sposobności do otworzenia wyniku.
Ogólna ocena
Podopieczni trenera Marcina Brosza grali dziś naprawdę dobrze. Szybko, ze strzałami i dobrymi akcjami po kontratakach. Czego zabrakło? Oczywiście bramek... Ale mimo można mieć nadzieję, że ta gra w końcu będzie lepsza, a gliwiczanie zaczną być realnym przeciwnikiem dla innych ekip z ekstraklasy, bo - patrząc na formę z meczu z Ruchem - niewiele na to wskazywało.
Sytuacja diametralnie zmieniła się w drugiej części meczu. W Zagłębiu wymieniono niemal całą jedenastkę, co przełożyło się na... jeszcze gorszą postawę na murawie. Goście z Lubina całkowicie oddali pole gry Piastowi. Gliwiczanie chcieli atakować, mieli apetyt na gole, ale wciąż był jeden problem - skuteczność. Mimo wielu dobrych okazji bramkowych, jak choćby sytuacja "sam na sam" Damiana Zbozienia, uderzenie piłki głową Rubena z okolicy piątego metra od bramki Gliwy czy niewykorzystana akcja Rabioli, "Niebiesko-czerwoni" mogli z zazdrością wspominać czasy, kiedy co dotknęli futbolówkę, to ta znajdowała się w siatce.
Na nieco ponad kwadrans przed zakończeniem gry na murawie pojawił się Wojciech Kędziora, który ożywił trybuny przy Okrzei. Najpierw samym faktem, że wszedł na boisko, a następnie celnymi dograniami do kolegów, którzy mieli kolejne sposobności do otworzenia wyniku.
Ogólna ocena
Podopieczni trenera Marcina Brosza grali dziś naprawdę dobrze. Szybko, ze strzałami i dobrymi akcjami po kontratakach. Czego zabrakło? Oczywiście bramek... Ale mimo można mieć nadzieję, że ta gra w końcu będzie lepsza, a gliwiczanie zaczną być realnym przeciwnikiem dla innych ekip z ekstraklasy, bo - patrząc na formę z meczu z Ruchem - niewiele na to wskazywało.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów