Piast - Śląsk 2-2. Przebudzenie się Olszara nie wystarczyło
08.05.2010
Ryszard Wieczorek namieszał w składzie. Nie chodzi jednak o dobór zawodników, a o ich pozycje. Sebastian Olszar, nominalny napastnik, grał bowiem na prawej pomocy. To miało być zaskoczenie dla Śląska. Gliwiczanie trenowali taki wariant na krótkim obozie w Wiśle. Na szpicy natomiast został ustawiony Kamil Wilczek, najlepszy zawodnik "Niebiesko-Czerwonych" w rundzie rewanżowej.
To właśnie Wilczek wysłał pierwszy sygnał ostrzegawczy. Po ładnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Mariusza Muszalika, fatalnie spudłował z 10 metrów. Piast za wszelką cenę od samego początku chciał ustawić sobie mecz. - Kamil był bez krycia, wielka szkoda, że nie trafił w bramkę - żałował trener Ryszard Wieczorek. Pierwszy kwadrans to zdecydowana przewaga gospodarzy. Gracze z Okrzei stworzyli sobie trzy świetne okazje, ale nieoczekiwanie do siatki trafili goście z Wrocławia.
To była pierwsza składna akcja Śląska, a mijały dwa kwadranse! Sebastian Mila popisał się boiskowym cwaniactwem, zagrywając prostopadle między Glikiem, a Gamlą. Para stoperów popełniła juniorski błąd, a Vuk Sotirović obiegł Macieja Nalepę i z kilku metrów trafił do pustej bramki. - Mam patent na Piasta, bo jesienią tej drużynie strzeliłem dwie bramki. A co do dzisiejszego trafienia, to "Seba" kapitalnie mi dograł i grzechem byłoby to zmarnować - uśmiechał się serbski napastnik.
Gliwiczanie na przerwę udali się do szatni, a wyszli z niej odmienieni. Od razu ruszyli do ataku. Mariusz Muszalik przedarł się prawą stroną, zagrał w szesnastkę, a straszliwą gafę popełnił Piotr Celeban, co wykorzystał Olszar. 29-latek huknął z 14 metrów i nie pozostawił złudzeń Marianowi Kelemenowi. - W szatni mówiliśmy sobie, że musimy za wszelką cenę zdobyć gola - przyznał Jakub Biskup.
Nie minęło 180 sekund, a Piast objął prowadzenie. Wilczek wyłożył Olszarowi piłkę jak na tacy, a ten wepchnął ją do pustej bramki. Gliwiczanie kontrolowali przebieg spotkania do momentu, kiedy katastrofalny błąd popełnił Maciej Michniewicz. Doświadczony defensor stracił futbolówkę w okolicach środka boiska, Mila dośrodkował z lewej flanki w pole karne, a Tomasz Szewczuk świetnym uderzeniem z woleja pokonał słabo dysponowanego Macieja Nalepę. - Potem nie brakowało walki, a zdecydowanie mniej było grania. Liga będzie wyglądała tak do samego końca - przewiduje Mila. - Nam remis wywieziony z Gliwic tak naprawdę nic nie daje - dodał.
Konferencja prasowa:
Ryszard Tarasiewicz (trener Śląska): - Nikt się nie nastawiał na grę obronną. Najważniejszym celem dla mnie jest to, żeby chłopcy zregenerowali jak najszybciej swoje siły. Jeśli tak się stanie, powalczymy o korzystny wynik w Wodzisławiu Śląskim. Wielkie słowa uznania dla moich zawodników, że się podnieśli w momencie, kiedy straciliśmy dwa gole w przeciągu 3-4 minut.
Ryszard Wieczorek (trener Piasta): - Oglądaliśmy różne fazy meczu. Zaczęliśmy, tak jak sobie założyliśmy w szatni, czyli graliśmy agresywnie, nieźle operowaliśmy piłką. Często obserwuję w tej drużynie, że po stracie bramki schodzi powietrze, spada morale. Reakcja zawodników po wyjściu na drugą połowę to było to, co chciałoby się widzieć zawsze, kiedy jest niekorzystny wynik.
To właśnie Wilczek wysłał pierwszy sygnał ostrzegawczy. Po ładnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Mariusza Muszalika, fatalnie spudłował z 10 metrów. Piast za wszelką cenę od samego początku chciał ustawić sobie mecz. - Kamil był bez krycia, wielka szkoda, że nie trafił w bramkę - żałował trener Ryszard Wieczorek. Pierwszy kwadrans to zdecydowana przewaga gospodarzy. Gracze z Okrzei stworzyli sobie trzy świetne okazje, ale nieoczekiwanie do siatki trafili goście z Wrocławia.
To była pierwsza składna akcja Śląska, a mijały dwa kwadranse! Sebastian Mila popisał się boiskowym cwaniactwem, zagrywając prostopadle między Glikiem, a Gamlą. Para stoperów popełniła juniorski błąd, a Vuk Sotirović obiegł Macieja Nalepę i z kilku metrów trafił do pustej bramki. - Mam patent na Piasta, bo jesienią tej drużynie strzeliłem dwie bramki. A co do dzisiejszego trafienia, to "Seba" kapitalnie mi dograł i grzechem byłoby to zmarnować - uśmiechał się serbski napastnik.
Gliwiczanie na przerwę udali się do szatni, a wyszli z niej odmienieni. Od razu ruszyli do ataku. Mariusz Muszalik przedarł się prawą stroną, zagrał w szesnastkę, a straszliwą gafę popełnił Piotr Celeban, co wykorzystał Olszar. 29-latek huknął z 14 metrów i nie pozostawił złudzeń Marianowi Kelemenowi. - W szatni mówiliśmy sobie, że musimy za wszelką cenę zdobyć gola - przyznał Jakub Biskup.
Nie minęło 180 sekund, a Piast objął prowadzenie. Wilczek wyłożył Olszarowi piłkę jak na tacy, a ten wepchnął ją do pustej bramki. Gliwiczanie kontrolowali przebieg spotkania do momentu, kiedy katastrofalny błąd popełnił Maciej Michniewicz. Doświadczony defensor stracił futbolówkę w okolicach środka boiska, Mila dośrodkował z lewej flanki w pole karne, a Tomasz Szewczuk świetnym uderzeniem z woleja pokonał słabo dysponowanego Macieja Nalepę. - Potem nie brakowało walki, a zdecydowanie mniej było grania. Liga będzie wyglądała tak do samego końca - przewiduje Mila. - Nam remis wywieziony z Gliwic tak naprawdę nic nie daje - dodał.
Konferencja prasowa:
Ryszard Tarasiewicz (trener Śląska): - Nikt się nie nastawiał na grę obronną. Najważniejszym celem dla mnie jest to, żeby chłopcy zregenerowali jak najszybciej swoje siły. Jeśli tak się stanie, powalczymy o korzystny wynik w Wodzisławiu Śląskim. Wielkie słowa uznania dla moich zawodników, że się podnieśli w momencie, kiedy straciliśmy dwa gole w przeciągu 3-4 minut.
Ryszard Wieczorek (trener Piasta): - Oglądaliśmy różne fazy meczu. Zaczęliśmy, tak jak sobie założyliśmy w szatni, czyli graliśmy agresywnie, nieźle operowaliśmy piłką. Często obserwuję w tej drużynie, że po stracie bramki schodzi powietrze, spada morale. Reakcja zawodników po wyjściu na drugą połowę to było to, co chciałoby się widzieć zawsze, kiedy jest niekorzystny wynik.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów