Piast - SFC Opava 1-1. Gliwiczan ożywiła dopiero ulewa

18.07.2009
Piękna bramkowa akcja to jeden z nielicznych przebłysków Piasta w spotkaniu z czeskim II-ligowcem. - Ten mecz pokazał nam, że mamy jeszcze wiele mankamentów - przyznał Dariusz Fornalak.
Najwięcej pochwał po zakończeniu spotkania zebrały... osoby odpowiadające za stan gliwickiej murawy. - Chylę przed nimi czoła - zaznaczył Dariusz Fornalak. Równie ciepłych słów szkoleniowiec Piasta pod adresem swojego zespołu mieć już nie mógł. Piast - zwłaszcza przed przerwą - raził niedokładnością. - Jeśli każdy z nich stoi w miejscu, to nawet z czeskim II-ligowcem nie wygrają - rzucił jeden z kibiców. I okazał się złym prorokiem. Na chwilę przed zmianą stron kompletnie niepilnowany Mezlik wyprowadził bowiem Opavę na prowadzenie.

Po faulu jednego z Czechów kontuzja odnowiła się Kamilowi Glikowi >

- Nie potrafiliśmy dłużej utrzymywać się przy piłce czy skutecznie wyprowadzać akcji z własnej połowy - analizował Jarosław Kaszowski. - Ale pamiętajmy, że wszyscy mamy w nogach ciężki obóz - Mateusz Kowalski, tym razem oglądający mecz z wysokości trybun, bronił kolegów. Ci zaczęli przypominać samych siebie dopiero, gdy nad stadionem rozhulała się ulewa. W tych nieco anormalnych warunkach pogody wiele ożywienia wniósł Smektała.

To właśnie on rozpoczął piękną kombinację, po której jedenastka z Gliwic wyrównała. Futbolówka jak po sznurku trafiła najpierw do Szarego, a następnie pod nogi Maciejaka. Młodemu snajperowi wystarczyło skierować ją do "pustaka". - Mieliśmy parę dobrych momentów. Największy mankament? Jednego nie jestem w stanie wymienić. Jest ich znacznie więcej - przyznał trener Piasta. W starciu z Opavą największym była mocno ograniczona siła rażenia. Zdecydowanie groźniejsze strzały na bramkę rywali oddawali goście z Czech.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również