Piast - „samobójcy” są wśród nas
06.12.2015
Czy po tego typu rywalizacji możemy wysnuć jakieś wnioski na przyszłość, dotyczące w szczególności gliwickiego lidera rozgrywek? Naszym zdaniem tak.
Zgodnie z przewidywaniami Cracovia nie zagrała tak jak w miniony wtorek Górnik. Trener Zieliński nie motywował swoich zawodników do agresywniejszej postawy wobec rywala. Nie modyfikował również ustawienia drużyny, co wcześniej uczynił Leszek Ojrzyński odbijając niczym w lustrze przydział pozycji zawodników Piasta.
Górnik zaskoczył „Piastunki” mocą zaangażowania w derbową potyczkę i zmianą swojego wyjściowego schematu gry. Krakowianie, postanowili wczoraj grać po prostu swoje. Dziwić to oczywiście nie może – w Zabrzu wciąż muszą przecież szukać optymalnych rozwiązań aby cokolwiek poprawić (czy czasem już nie znaleźli?). Pod Wawelem natomiast wprost przeciwnie – tam stawia się na coś, co do tej pory się świetnie sprawdza.
Jak na tym tle wypadł Piast? Otóż banda Latala zdecydowanie lepiej radziła sobie wobec boiskowej jakości „Pasów”, niż wcześniej w konfrontacji z „gryzącym trawę” Górnikiem. We wtorkowej potyczce widać jednak było, pomimo porażki teamu z Okrzei, ich dojrzałość, mądrość taktyczną oraz ogólnie dobre przygotowanie do rozgrywek. Wczoraj, nie bójmy się tego powiedzieć wprost, goście byli piłkarsko lepsi. To zespół Jacka Zielińskiego dyktował warunki gry w Gliwicach. Przeważał i jak sam szkoleniowiec zauważył podczas konferencji prasowej, powinien był ten mecz wygrać.
Futbol jest jednakże jedną z dyscyplin sportowych gdzie stosunkowo często lepszy team nie zostaje w ostatecznym rozrachunku zwycięzcą. Przeciwko zabrzanom Piast przeważał, ale przegrał. Z Cracovią więcej z gry mieli goście, skończyło się jednak podziałem punktów.
Oba te spotkania suma sumarum dają nam... pozytywny obraz zespołu Radoslava Latala. Przy Okrzei wciąż mają tą jakość, która pojawiła się wraz z przyjściem czeskiego szkoleniowca. Tak było w obydwu meczach rozegranych w tym tygodniu i to pomimo faktu, że gliwiczanie zdobyli w nich tylko jeden punkt.
Trener Piasta zwracał jednak uwagę na fakt, że jego zespół traci bramki po indywidualnych błędach, a nie w wyniku słabej postawy całej jedenastki. Wypada się z tym zgodzić. Jeżeli wziąć również pod uwagę, iż lider zremisował wczoraj z będącą naprawdę „w gazie” Cracovią pozostaje jasnym, że póki co prezes Sarkowicz może spać spokojnie.
Przed „Piastunkami” dwa kolejne spotkania z gatunku tych najtrudniejszych. Ekipę z Okrzei czeka teraz konfrontacja z najlepszymi drużynami poprzedniego sezonu. Najpierw z Legią w Warszawie, tydzień później z poznańskim Lechem. Do gry wrócili już jednak, zarówno Hebert, którego tak brakowało w Zabrzu, jak i Żivec. Za tydzień dostępny będzie również, nieobecny wczoraj Murawski, a pewnikiem także i Badia.
W tej sytuacji powinno być dobrze. Gliwiccy kibice mogą raczej spać spokojnie, oczekując dobrych wieści ze stolicy. Tym bardziej, że defensorzy rywali Piasta, są ostatnio jakoś wyjątkowo hojni. W trzech poprzednich spotkaniach z udziałem lidera Ekstraklasy, jakiś obrońca przeciwników gliwiczan zawsze pakował sobie piłkę do własnej bramki. Najpierw uczynił to Cichocki, następnie powtórzył Słodowy, wczoraj „podstemplował” Rymaniak. To kto teraz – Lewczuk, Broź, Brzyski? A może Pazdan strzeli sobie „samobója”?
Zgodnie z przewidywaniami Cracovia nie zagrała tak jak w miniony wtorek Górnik. Trener Zieliński nie motywował swoich zawodników do agresywniejszej postawy wobec rywala. Nie modyfikował również ustawienia drużyny, co wcześniej uczynił Leszek Ojrzyński odbijając niczym w lustrze przydział pozycji zawodników Piasta.
Górnik zaskoczył „Piastunki” mocą zaangażowania w derbową potyczkę i zmianą swojego wyjściowego schematu gry. Krakowianie, postanowili wczoraj grać po prostu swoje. Dziwić to oczywiście nie może – w Zabrzu wciąż muszą przecież szukać optymalnych rozwiązań aby cokolwiek poprawić (czy czasem już nie znaleźli?). Pod Wawelem natomiast wprost przeciwnie – tam stawia się na coś, co do tej pory się świetnie sprawdza.
Jak na tym tle wypadł Piast? Otóż banda Latala zdecydowanie lepiej radziła sobie wobec boiskowej jakości „Pasów”, niż wcześniej w konfrontacji z „gryzącym trawę” Górnikiem. We wtorkowej potyczce widać jednak było, pomimo porażki teamu z Okrzei, ich dojrzałość, mądrość taktyczną oraz ogólnie dobre przygotowanie do rozgrywek. Wczoraj, nie bójmy się tego powiedzieć wprost, goście byli piłkarsko lepsi. To zespół Jacka Zielińskiego dyktował warunki gry w Gliwicach. Przeważał i jak sam szkoleniowiec zauważył podczas konferencji prasowej, powinien był ten mecz wygrać.
Futbol jest jednakże jedną z dyscyplin sportowych gdzie stosunkowo często lepszy team nie zostaje w ostatecznym rozrachunku zwycięzcą. Przeciwko zabrzanom Piast przeważał, ale przegrał. Z Cracovią więcej z gry mieli goście, skończyło się jednak podziałem punktów.
Oba te spotkania suma sumarum dają nam... pozytywny obraz zespołu Radoslava Latala. Przy Okrzei wciąż mają tą jakość, która pojawiła się wraz z przyjściem czeskiego szkoleniowca. Tak było w obydwu meczach rozegranych w tym tygodniu i to pomimo faktu, że gliwiczanie zdobyli w nich tylko jeden punkt.
Trener Piasta zwracał jednak uwagę na fakt, że jego zespół traci bramki po indywidualnych błędach, a nie w wyniku słabej postawy całej jedenastki. Wypada się z tym zgodzić. Jeżeli wziąć również pod uwagę, iż lider zremisował wczoraj z będącą naprawdę „w gazie” Cracovią pozostaje jasnym, że póki co prezes Sarkowicz może spać spokojnie.
Przed „Piastunkami” dwa kolejne spotkania z gatunku tych najtrudniejszych. Ekipę z Okrzei czeka teraz konfrontacja z najlepszymi drużynami poprzedniego sezonu. Najpierw z Legią w Warszawie, tydzień później z poznańskim Lechem. Do gry wrócili już jednak, zarówno Hebert, którego tak brakowało w Zabrzu, jak i Żivec. Za tydzień dostępny będzie również, nieobecny wczoraj Murawski, a pewnikiem także i Badia.
W tej sytuacji powinno być dobrze. Gliwiccy kibice mogą raczej spać spokojnie, oczekując dobrych wieści ze stolicy. Tym bardziej, że defensorzy rywali Piasta, są ostatnio jakoś wyjątkowo hojni. W trzech poprzednich spotkaniach z udziałem lidera Ekstraklasy, jakiś obrońca przeciwników gliwiczan zawsze pakował sobie piłkę do własnej bramki. Najpierw uczynił to Cichocki, następnie powtórzył Słodowy, wczoraj „podstemplował” Rymaniak. To kto teraz – Lewczuk, Broź, Brzyski? A może Pazdan strzeli sobie „samobója”?
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów