Piast - Pogoń 2-1. Ciemności nie przeszkadzały Kędziorze

13.08.2011
Piast Gliwice pokazał po raz kolejny, że w tym sezonie nie będzie "chłopcem do bicia". Gliwiczanie utarli nosa bezbarwnym pretendentom do awansu. Katem "Portowców" okazał się Wojciech Kędziora.
Wydarzenie
Bramka na 1-0. Wojciech Kędziora otrzymał fenomenalną piłkę z prawej strony boiska. Doświadczony napastnik z zimną krwią przelobował bramkarza gości, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie.

Bohater
Pavol Cicman zagrał kolejny bardzo dobry mecz. Nie dość, że walczył w ofensywie i był bardzo groźnym zawodnikiem, to do tego regularnie udzielał się w defensywie. Tak żywiołowego zawodnika w Gliwicach już dawno nie było.

Rozczarowanie
Po zawodniku klasy Vuka Sotirovicia należy spodziewać się czegoś więcej, niż tylko przebywania na boisku. Dobrze znany na polskich boiskach zawodnik był praktycznie niewidoczny, co przełożyło się między innymi na dorobek bramkowy Pogoni Szczecin.

Co ciekawego
- Pod koniec pierwszej części gry Edi Andradina zaatakował od tyłu pędzącego na bramkę gości Wojciecha Lisowskiego. Nie dość, że Brazylijczyk przewrócił młodego defensora, to następnie po nim... przebiegł. Lisowskiego ze stadionu odwiózł ambulans.

- Kibice Pogoni Szczecin nie zakupili na spotkanie z gliwickim Piastem ani jednego biletu.

- Przed meczem Dawid Kucharski powiedział, że obawia się ze strony Piasta "antyfutbolu". Cokolwiek doświadczony zawodnik przez to rozumiał, "Piastunki" przez większość czasu były stroną przeważającą.

- Każdy kontakt Andradiny z piłką był kwitowany gwizdami przez kibiców zgromadzonych na trybunach. Wszystko przez niezwykle brutalną grę pomocnika "Portowców".

- Zdecydowanie nie popisał się wodzisławski MOSiR, czyli właściciel obiektu. Mimo ciemnych, masywnych chmur nas obiektem i rzęsistego deszczu, nikt przez całe spotkanie nie zdecydował się na... włączenie reflektorów. Co więcej, mecz zaczął się o godzinie 18:00, czyli po pierwszej połowie widoczność była znacznie ograniczona. Można powiedzieć, że mecz toczył się w ciemnościach.

- O ile fantastyczne zawody rozgrywał gliwicki Piast, to zdecydowanie nie popisał się Krzysztof Jakubik, arbiter główny spotkania. Miał problemy z racjonalnym ocenieniem sytuacji po faulu i ewentualnemu pokazaniu kartki. Dodatkowo dopatrzył się pod koniec spotkania rzutu karnego dla Pogoni, którego... nie było. Sprytnie zachował się jednak Mateusz Lewandowski, wywracając się w porę na mokrej murawie.

- Po meczu trener Marcin Sasal sugerował arbitrowi, że przedwcześnie zakończył mecz.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również