Piast nie lubi nieregularności - nasza analiza

14.12.2015
Już nikt i nic nie odbierze „Piastunkom” pozycji lidera Ekstraklasy w tym roku kalendarzowym. Nawet porażka w ostatnim meczu z Lechem, przy równoczesnych wygranych drużyn ścigających gliwiczan, nie zmieni faktu że to śląski zespół zakończy 2015 rok na pierwszym miejscu w tabeli.
Łukasz Sobala/pressfocus.pl
Nie o tym jednak będziemy dzisiaj pisać. Nie o wygranych Piasta, a o meczach w których gliwicka rewelacja rozgrywek punkty tej jesieni traciła. Dlaczego tak? Ano dlatego, że dostrzegliśmy akurat w tym aspekcie pewną prawidłowość, której warto naszym zdaniem poświęcić nieco więcej miejsca.

Na 20 rozegranych w lidze spotkań „Piastunkom” nie udało się wygrać tylko 7 z nich. 3 z tych potyczek zremisowali, w 4 musieli uznać wyższość przeciwników. Na co wyjątkowo warto zwrócić w tym miejscu uwagę? Na to, że niemal za każdym razem gdy „Banda Latala” traciła punkty, pojawiało się w kwestii danego spotkania coś co – ujmijmy to tak – odbiegało od standardu.

Przejdźmy do konkretów. Kolejka nr 2 – Piast jedzie do Chorzowa i traci komplet punktów z Ruchem, mając wcześniej zaledwie 4 dni na regenerację po meczu z Termalicą. Zdecydowanie krócej niż zazwyczaj, a to jeszcze nie wszystko w tym przypadku. Na boisku brakuje bowiem przez 90 minut Heberta Silvy Santosa, jednego z filarów defensywy gliwiczan, co w kolejnych spotkaniach zdarzy się jeszcze tylko raz i o czym napiszemy nieco niżej.

Kolejka nr 8 – po pięciu zwycięstwach z rzędu „Piastunki” przegrywają w Szczecinie z Pogonią, dysponując co prawda wszystkimi swoimi kluczowymi graczami, równocześnie grając jednak, po raz pierwszy w tym sezonie, po dwutygodniowej przerwie na kadrę. Podopieczni Radoslava Latala takiego wybicia z rytmu nie lubią, co wkrótce potwierdzą kolejną stratą punktów.

Wspomnieliśmy o kluczowych zawodnikach klubu z Okrzei. W naszej opinii o sile gliwickiego zespołu stanowi aktualnie oś rozpoczynająca się od Jakuba Szmatuły i przechodząca dalej wzdłuż całego boiska przez – kolejno – wspomnianego Heberta, kapitana zespołu Murawskiego oraz reprezentanta Czech Vacka, na jego rodaku, a zarazem najlepszym snajperze Piasta Neszporze, skończywszy. 

Tego ostatniego zabrakło w Bielsku podczas zremisowanego spotkania z Podbeskidziem w ramach kolejki nr 12. Na dodatek mecz ten, tak jak wcześniejszą rywalizację z Pogonią, rozegrano po dłuższej przerwie na gry reprezentacji narodowych, w których uczestniczyli zarówno Vacek, jak i Murawski.

Co dalej? Dalej mamy kolejki nr 18, 19 oraz 20. Od trzech serii lider nie wygrał, mówi się o kryzysie drużyny, tymczasem powody mogą być dużo bardziej prozaiczne.
W Zabrzu przeciwko Górnikowi zabrakło brazylijskiego stopera Piasta, identycznie jak wcześniej miało to miejsce w Chorzowie. Z Cracovią, po raz pierwszy w sezonie, lider musiał sobie radzić bez młodzieżowego reprezentanta Polski, a zarazem swego kapitana. Na dodatek te dwa mecze dzieliło do siebie zaledwie 4 dni.
Wreszcie wczoraj, przy Łazienkowskiej, niby goście rozpoczęli konfrontację w optymalnym składzie, wkrótce jednak Neszpor musiał opuścić plac z gry z powodu urazu, a we wcześniejszych meczach przebywał na boisku, przez co najmniej 59 minut (przeciwko Zagłębiu Lubin).

Za dużo tych podobnych sobie wydarzeń żeby nie dostrzec w nich regularności. Wprowadzający w Gliwicach „niemiecką myśl szkoleniową” były zawodnik Schalke, zaszczepił swoim zawodnikom regularność w grze oraz zapewnił stabilizację składu. Zespół tak bardzo przyzwyczaił się do tych standardów, że jeśli tylko cokolwiek odbiega od normy – mecze następują po sobie w nieregularnych odstępach czasowych lub brakuje kluczowego ogniwa drużyny – Piast natychmiast zalicza słabszy występ. Wyjątkiem od tej reguły była tylko, jedyna porażka lidera przed własną publicznością z Koroną, w którym to meczu były trener Piasta – Marcin Brosz – wykorzystał chyba swoją znajomość Gliwic i nie dał się ograć faworytom.

Żarty, żartami, lecz w kontekście zbliżającej się rywalizacji z poznańskim Lechem powyższa analiza nie wygląda zbyt dobrze. Przeciwko „Kolejorzowi” nie zagra bowiem wykartkowany Kamil Vacek, a los Martina Neszpora na dzień dzisiejszy pozostaje niepewny. Bardzo byśmy nie chcieli być „złymi prorokami” i oczywiście życzymy Piastowi wygranej, co nie zmienia faktu, iż będzie o nią, wobec zaistniałej sytuacji, naprawdę ciężko.
źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również