Piast - ŁKS 2-2. Emocje w Wodzisławiu. Zadbał o nie nawet sędzia
18.03.2011
W piątkowy wieczór spotkały się dwa zespoły, które ewidentnie chcą awansować do ekstraklasy. Wiele emocji i bramek tylko może to potwierdzać. Starcie Piasta Gliwice z ŁKS-em Łódź mogłoby być wręcz idealne gdyby nie słaba postawa arbitrów.
Od początku kibice zgromadzeni w Wodzisławiu Śląskim mieli sporo emocji. Radosław Trochimiuk... wstrzymał na trzy minut spotkanie z powodu ograniczonej widoczności, spowodowanej odpaleniem rac przez fanów niebiesko-czerwonych. Chwilę później Mariusz Zganiacz chciał wymusić rzut karny, ale jedyne, co udało mu się wskórać, to... żółtą kartką.
Trudno było przebić się przez defensywę gości, stąd Piast szukał swoich okazji po stałych fragmentach gry. Jeden z nich mógłby zakończyć się bramką, gdyby szybciej na przedpolu ŁKS-u zachował się Łukasz Krzycki. Obrońcę gliwiczan ubiegł jednak Bogusław Wyparło.
Zdecydowanie wyróżniał się Tomasz Podgórski. Popularny "Podgór", kiedy tylko miał sposobność, "wkręcał" obrońców z Łodzi w ziemię, co przyniosło kilka ciekawych sytuacji podbramkowych. Za Podgórskim nie chciał zostawać Maycon. Brazylijczyk również czarował zwodami, które graczy ŁKS-u przyprawiały od dreszcze.
Tyle że Bodzio W. w niewytłumaczalny sposób "zaczarował" swoją bramkę. Nawet najgroźniejsze strzały gliwiczan z najbliższej odległości padały łupem doświadczonego bramkarza, bądź też piłka przelatywała minimalnie obok słupka.
Tymczasem po zamieszaniu w polu karnym gliwiczan w doliczonym czasie gry pierwszej połowy nagle znikąd znalazł się przy piłce Bartosz Romańczuk, który bez skrupułów wpakował futbolówkę do siatki bezradnego Jakuba Szmatuły.
Jak goście zakończyli pierwszą część gry, tak też rozpoczęli drugą - gola zdobył Marcin Mięciel. Gliwiczanie nie zostali jednak dłużni, odpowiadając chwilę później. Wprowadzony z ławki Bartosz Iwan sprytnie minął obrońców i odegrał Biskupa. Były zawodnik łódzkiego klubu bez problemu zmieścił piłkę w siatce.
Sęk w tym, że z boiska wyleciał Zganiacz. Wyleciał za... I tutaj właśnie nasuwa się pytanie - za co? To chyba tylko wie, albo też nie wie, pan Trochimiuk. To jednak nie była jedyna wpadka sędziego w tym meczu. Ewidentnie rozjemca z Ciechanowa nie miał swojego dnia.
Podrażnieni gliwiczanie nie poddali się. Biskup, po świetnej akcji Maycona, po raz drugi trafił na listę strzelców. A mogło być jeszcze lepiej. Iwan znalazł się na czystej pozycji, uderzył technicznie, a piłka zatrzymała się na poprzeczce.
Nawet pod koniec gry z pierwszego planu nie schodził sędzia. Kolejne bezpodstawne żółte kartki wywoływały sporo negatywnych emocji nie tylko na trybunach, ale też wśród trenerów i rezerwowych.
Od początku kibice zgromadzeni w Wodzisławiu Śląskim mieli sporo emocji. Radosław Trochimiuk... wstrzymał na trzy minut spotkanie z powodu ograniczonej widoczności, spowodowanej odpaleniem rac przez fanów niebiesko-czerwonych. Chwilę później Mariusz Zganiacz chciał wymusić rzut karny, ale jedyne, co udało mu się wskórać, to... żółtą kartką.
Trudno było przebić się przez defensywę gości, stąd Piast szukał swoich okazji po stałych fragmentach gry. Jeden z nich mógłby zakończyć się bramką, gdyby szybciej na przedpolu ŁKS-u zachował się Łukasz Krzycki. Obrońcę gliwiczan ubiegł jednak Bogusław Wyparło.
Zdecydowanie wyróżniał się Tomasz Podgórski. Popularny "Podgór", kiedy tylko miał sposobność, "wkręcał" obrońców z Łodzi w ziemię, co przyniosło kilka ciekawych sytuacji podbramkowych. Za Podgórskim nie chciał zostawać Maycon. Brazylijczyk również czarował zwodami, które graczy ŁKS-u przyprawiały od dreszcze.
Tyle że Bodzio W. w niewytłumaczalny sposób "zaczarował" swoją bramkę. Nawet najgroźniejsze strzały gliwiczan z najbliższej odległości padały łupem doświadczonego bramkarza, bądź też piłka przelatywała minimalnie obok słupka.
Tymczasem po zamieszaniu w polu karnym gliwiczan w doliczonym czasie gry pierwszej połowy nagle znikąd znalazł się przy piłce Bartosz Romańczuk, który bez skrupułów wpakował futbolówkę do siatki bezradnego Jakuba Szmatuły.
Jak goście zakończyli pierwszą część gry, tak też rozpoczęli drugą - gola zdobył Marcin Mięciel. Gliwiczanie nie zostali jednak dłużni, odpowiadając chwilę później. Wprowadzony z ławki Bartosz Iwan sprytnie minął obrońców i odegrał Biskupa. Były zawodnik łódzkiego klubu bez problemu zmieścił piłkę w siatce.
Sęk w tym, że z boiska wyleciał Zganiacz. Wyleciał za... I tutaj właśnie nasuwa się pytanie - za co? To chyba tylko wie, albo też nie wie, pan Trochimiuk. To jednak nie była jedyna wpadka sędziego w tym meczu. Ewidentnie rozjemca z Ciechanowa nie miał swojego dnia.
Podrażnieni gliwiczanie nie poddali się. Biskup, po świetnej akcji Maycona, po raz drugi trafił na listę strzelców. A mogło być jeszcze lepiej. Iwan znalazł się na czystej pozycji, uderzył technicznie, a piłka zatrzymała się na poprzeczce.
Nawet pod koniec gry z pierwszego planu nie schodził sędzia. Kolejne bezpodstawne żółte kartki wywoływały sporo negatywnych emocji nie tylko na trybunach, ale też wśród trenerów i rezerwowych.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów