Piast - Lech 1-2. Podwójne nieszczęście beniaminka
11.04.2009
Mecz miał dwa diametralnie różne oblicza. Jedne - na szczęście dla wszystkich kibiców - zakończyło się wraz z gwizdkiem oznaczającym przerwę. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał przy Okrzei, miał miejsce po przeszło pół godzinie gry! Z uderzeniem Peszki problemów nie miał Kasprzik. W odpowiedzi Muszalik wpakował piłkę w ręce Kotorowskiego, niczym pisankę do wielkanocnego koszyka.
Druga - i zarazem ostatnia - celna próba w pierwszej połowie zakończyła się golem. Po akcji Kikuta interweniował co prawda bramkarz Piasta, ale do bezpańskiej piłki doszedł Stilić i otworzył wynik meczu. Gospodarze grali wówczas w dziesiątkę, bo przy próbie ratowania piłki przed opuszczeniem przez nią placu gry, kontuzji nabawił się Bojarski. - Marcina straciliśmy do końca sezonu. Zawodnik tak niefortunnie upadł, że złamał nogę - mówił po meczu Dariusz Fornalak, trener gliwiczan.
Po przerwie oglądaliśmy już na szczęście zupełnie inne widowisko. Gospodarze przypomnieli sobie, że w piłce nożnej chodzi oto, by strzelać bramki. Głęboka defensywa z pierwszej połowy "została w szatni" i za sprawą Wilczka dwukrotnie było gorąco pod "świątynią" Kotorowskiego. Swoją okazję miał też Lewandowski, ale na posterunku był Kasprzik.
Chwilę później: euforia w Gliwicach! Podanie Olszara znakomicie wykończył zza szesnastki Smektała. Ten sam piłkarz mógł okazać się bohaterem Piasta i "dżokerem z przymusu" jednocześnie. To on bowiem zmienił kontuzjowanego "Bojara". Tym razem po znakomitej zespołowej akcji, posłał piłkę obok golkipera Lecha.
Fani beniaminka przecierali oczy ze zdumienia, widząc metamorfozę "Piastunek". Ci, tak bardzo dążyli do sprawienia sensacji, że na moment zapomnieli o defensywie. Z opresji ratował ich jednak Kasprzik. Przy uderzeniu Cueto poderwała się natomiast ławka poznaniaków, która przekonana była, że piłka przeszła linię bramkową. Arbiter nakazał grać dalej.
Gdy spotkanie nieuchronnie zbliżało się do końca, znakomitej sytuacji sam na sam z Kotorowskim nie wykorzystał Smektała. W ostatnim, rozpaczliwym ataku Lecha, po uderzeniu Kikuta futbolówka znalazła jednak drogę do siatki i w Gliwicach zapanowała grobowa cisza. - Świetnie, że na święta zrobiliśmy sobie prezent. Było nerwowo, bo nie spodziewaliśmy się tak otwartej gdy Piasta w drugiej połowie - powiedział strzelec zwycięskiego gola.
Pod szatniami
[b]Sebastian Olszar[/b] (napastnik Piasta): Mieliśmy swoje sytuacje, które mogliśmy zamienić na bramki. Szkoda, że w ostatnich sekundach przydarzyło się nam takie nieszczęście.
[b]Bartosz Bosacki[/b] (obrońca Lecha): Nie spodziewaliśmy się, że Piast postawi nam tak trudne warunki. Nie jest to ten sam Lech, który grał w pierwszej części sezonu. Drużyny znają już sposób naszej gry i lepiej się przygotowują do rywalizacji z nami.
[b]Mariusz Muszalik[/b] (pomocnik Piasta): Ciężko cokolwiek powiedzieć po takiej końcówce. Przeważaliśmy w drugiej połowie, ale Lech pokazał, że jest naprawdę klasowym zespołem.
[b]Robert Lewandowski[/b] (napastnik Lecha): Było dzisiaj widać trudy całego tygodnia. Brakowało nam sił, ale dopisało nam szczęście. Po serii remisów zwycięstwo było nam bardzo potrzebne.
[b]Kamil Glik[/b] (obrońca Piasta): Szczególnie dobry mecz kibice oglądali dopiero w drugiej połowie. Mieliśmy kilka "setek", ale ich nie wykorzystaliśmy. Pozostał natomiast duży niedosyt.
[b]Sławomir Peszko [/b](pomocnik Lecha): W pierwszej połowie dominowaliśmy, ale po przerwie oddaliśmy pole gry przeciwnikowi. Wynik brzmiałby inaczej, gdyby Smektała miał więcej doświadczenia i do końca zachował zimną krew.
Konferencja prasowa
[b]Franciszek Smuda[/b] (trener Lecha): To, że ze spokojnego meczu zrobił się horror to wyłącznie nasza wina. W drugiej połowie Piast poszedł na całość i niewiele zabrakło, żeby zdobył dziś jeden, a może nawet trzy punkty.
[b]Dariusz Fornalak [/b](trener Piasta): Słyszałem, że Piast zabija polską piłkę. Myślę, że nie jest to prawda, co udowodniliśmy w drugiej połowie. Będziemy mieć z pewnością smutne Święta Wielkanocne.
Druga - i zarazem ostatnia - celna próba w pierwszej połowie zakończyła się golem. Po akcji Kikuta interweniował co prawda bramkarz Piasta, ale do bezpańskiej piłki doszedł Stilić i otworzył wynik meczu. Gospodarze grali wówczas w dziesiątkę, bo przy próbie ratowania piłki przed opuszczeniem przez nią placu gry, kontuzji nabawił się Bojarski. - Marcina straciliśmy do końca sezonu. Zawodnik tak niefortunnie upadł, że złamał nogę - mówił po meczu Dariusz Fornalak, trener gliwiczan.
Po przerwie oglądaliśmy już na szczęście zupełnie inne widowisko. Gospodarze przypomnieli sobie, że w piłce nożnej chodzi oto, by strzelać bramki. Głęboka defensywa z pierwszej połowy "została w szatni" i za sprawą Wilczka dwukrotnie było gorąco pod "świątynią" Kotorowskiego. Swoją okazję miał też Lewandowski, ale na posterunku był Kasprzik.
Chwilę później: euforia w Gliwicach! Podanie Olszara znakomicie wykończył zza szesnastki Smektała. Ten sam piłkarz mógł okazać się bohaterem Piasta i "dżokerem z przymusu" jednocześnie. To on bowiem zmienił kontuzjowanego "Bojara". Tym razem po znakomitej zespołowej akcji, posłał piłkę obok golkipera Lecha.
Fani beniaminka przecierali oczy ze zdumienia, widząc metamorfozę "Piastunek". Ci, tak bardzo dążyli do sprawienia sensacji, że na moment zapomnieli o defensywie. Z opresji ratował ich jednak Kasprzik. Przy uderzeniu Cueto poderwała się natomiast ławka poznaniaków, która przekonana była, że piłka przeszła linię bramkową. Arbiter nakazał grać dalej.
Gdy spotkanie nieuchronnie zbliżało się do końca, znakomitej sytuacji sam na sam z Kotorowskim nie wykorzystał Smektała. W ostatnim, rozpaczliwym ataku Lecha, po uderzeniu Kikuta futbolówka znalazła jednak drogę do siatki i w Gliwicach zapanowała grobowa cisza. - Świetnie, że na święta zrobiliśmy sobie prezent. Było nerwowo, bo nie spodziewaliśmy się tak otwartej gdy Piasta w drugiej połowie - powiedział strzelec zwycięskiego gola.
Pod szatniami
[b]Sebastian Olszar[/b] (napastnik Piasta): Mieliśmy swoje sytuacje, które mogliśmy zamienić na bramki. Szkoda, że w ostatnich sekundach przydarzyło się nam takie nieszczęście.
[b]Bartosz Bosacki[/b] (obrońca Lecha): Nie spodziewaliśmy się, że Piast postawi nam tak trudne warunki. Nie jest to ten sam Lech, który grał w pierwszej części sezonu. Drużyny znają już sposób naszej gry i lepiej się przygotowują do rywalizacji z nami.
[b]Mariusz Muszalik[/b] (pomocnik Piasta): Ciężko cokolwiek powiedzieć po takiej końcówce. Przeważaliśmy w drugiej połowie, ale Lech pokazał, że jest naprawdę klasowym zespołem.
[b]Robert Lewandowski[/b] (napastnik Lecha): Było dzisiaj widać trudy całego tygodnia. Brakowało nam sił, ale dopisało nam szczęście. Po serii remisów zwycięstwo było nam bardzo potrzebne.
[b]Kamil Glik[/b] (obrońca Piasta): Szczególnie dobry mecz kibice oglądali dopiero w drugiej połowie. Mieliśmy kilka "setek", ale ich nie wykorzystaliśmy. Pozostał natomiast duży niedosyt.
[b]Sławomir Peszko [/b](pomocnik Lecha): W pierwszej połowie dominowaliśmy, ale po przerwie oddaliśmy pole gry przeciwnikowi. Wynik brzmiałby inaczej, gdyby Smektała miał więcej doświadczenia i do końca zachował zimną krew.
Konferencja prasowa
[b]Franciszek Smuda[/b] (trener Lecha): To, że ze spokojnego meczu zrobił się horror to wyłącznie nasza wina. W drugiej połowie Piast poszedł na całość i niewiele zabrakło, żeby zdobył dziś jeden, a może nawet trzy punkty.
[b]Dariusz Fornalak [/b](trener Piasta): Słyszałem, że Piast zabija polską piłkę. Myślę, że nie jest to prawda, co udowodniliśmy w drugiej połowie. Będziemy mieć z pewnością smutne Święta Wielkanocne.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów