Piast - Korona 1-0. Kamil Wilczek bezcenny dla zespołu z Gliwic

03.04.2010
Gliwiczanie udanie wrócili na stadion przy Okrzei. - Jesteśmy zadowoleni ze zwycięstwa, ale nie z gry i zdecydowanie nie ze skuteczności. Powinniśmy wygrać różnicą kilku goli! - ocenił Maciej Nalepa.
Potrzebny był gol, aby ten mecz się tak naprawdę rozpoczął. - Do tego momentu na boisku niewiele się działo. Potem obie drużyny zaczęły atakować i były wreszcie emocje - przyznał Krzysztof Gajtkowski z Korony. On na boisku pojawił się dopiero w drugiej połowie. Wydarzenia z pierwszej można byłoby przemilczeć, gdyby nie kontrowersyjna sytuacja, po której Jakub Biskup umieścił piłkę w siatce, lecz sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. - Bramka została zdobyta prawidłowo - przekonywał Kamil Wilczek, który zaliczyłby ładną asystę.

Ostatecznie to on otworzył wynik spotkania. Wilczek strzelił swojego trzeciego gola w tym roku. Ładnym dograniem na głowę partnera popisał się Sławomir Szary. - Korona grała w pierwszej połowie lepiej. Zostawiała nam niewiele miejsca. Potem się to zmieniło i w końcu udało się znaleźć sposób na jej bramkarza - cieszył się autor, jak się okazało, jedynego gola. Pod drugą bramką niewiele pracy miał Maciej Nalepa, który zachował czyste konto i zaliczył tym samym udany powrót między słupki bramki Piasta.

- Nie jestem jednak do końca zadowolony, bo ten mecz powinniśmy wygrać różnicą 3-4 goli! Przecież w końcówce mieliśmy takie okazje, że wystarczyło dołożyć tylko nogę - Nalepa nie dowierzał, obserwując co wyczyniają jego koledzy z ataku. Dwie wyborne okazje zmarnował rezerwowy Adrian Paluchowski. Najpierw w sytuacji sam na sam trafił wprost w Zbigniewa Małkowskiego, a potem fatalnie skiksował, będąc siedem metrów od bramki! - Na szczęście niewykorzystane szanse nie zemściły się - odetchnął Wilczek, który brał udział jeszcze w kilku innych sytuacjach, po których gol musiał wręcz paść.

I choć Korona nie oddała groźnego strzału, to mogła wpędzić gliwiczan w rozpacz po tym, jak w polu karnym przewrócił się Gajtkowski. - Nawet kibic siedzący na drugim krańcu stadionu widział, że był faul! To co zrobił sędzia, to... Nie chcę kończyć - wściekał się napastnik zespołu z Kielc, bo Artur Radziszewski z Warszawy nie wskazał na jedenasty metr, lecz pokazał "Gajtkowi” żółtą kartkę za próbę wymuszenia.

Szkoleniowiec Piasta po końcowym gwizdku wyraźnie odetchnął. - Okazuje się, że Ryszard Wieczorek nie przegrywa z Korona. Było tak z Odrą, Górnikiem, a teraz z Piastem - cieszył się. To są wesołe święta w Gliwicach.

Konferencja prasowa

Marcin Sasal (trener Korony):  Musimy szukać punktów w następnych meczach. Nasza gra na wyjazdach nadal pozostawia wiele do życzenia.

Ryszard Wieczorek (trener Piasta): Patrząc na rozkład gier, było to bardzo ważne zwycięstwo. Wszystko rodzi się w ogromnych bólach. Jednak za serce i zdrowie zostawione na boisku, należy się piłkarzom uznanie i dwudniowy odpoczynek. Ci chłopcy są chłonni na wiedzę. Liczę, że strachu w ich poczynaniach będzie coraz mniej. 
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również