Piast - Kolejarz 2-0. Wynik lepszy niż gra.

06.11.2010
Gliwiczanie zmazali plamę po trzybramkowej porażce w Radzionkowie. Dzisiaj pokonali w Wodzisławiu Śląskim Kolejarz Stróże, choć ich gra daleka była jeszcze od oczekiwań kibiców.
Mecz 'Piastunek' z Kolejarzem Stróże można podzielić na dwie części. Pierwsza, która patrząc na wydarzenia boiskowe, mogła się równie dobrze nie odbyć. I druga, pełna komicznych wydarzeń, lecz znów uboga w  piękna futbolu. Śmiało można powiedzieć, że wynik lepszy od gry.

O ile pierwsza połowa zeszłotygodniowego spotkania z Ruchem Radzionków była w wykonaniu Piasta bardzo dobra, o tyle ta w meczu przeciwko Kolarzowi Stróże była chyba najsłabszą w tym sezonie.

Po dwudziestu minutach gry pierwszą dogodną okazje na zdobycie gola mieli gospodarze, ale uderzona z 17. metra futbolówka zatrzymała się na Szufrynie. Chwilę później bardzo dobry kontratak przeprowadzili przyjezdni ze Stróż. Piasta uratował Szmatuła kapitalnie broniąc uderzenie Madejskiego z najbliższej odległości. To był dopiero początek ciekawych interwencji grających między słupkami zawodników.

Minęły dwa kwadranse gry, a wtedy doszło do niecodziennej sytuacji, kiedy trener Brosz dokonał pierwszej zmiany. Za Romana Maciejaka wszedł Bartosz Iwan. Na pytanie skąd wzięła się ta zmiana, trener Brosz wolał nie bezpośrednio nie odpowiadać. - A Panu podobał się występ Maciejaka? Proszę sobie odpowiedzieć samemu dlaczego go zmieniłem - powiedział Brosz.

Kolejna akcja Kolejarza znów pozwoliła Szmatule wykazać się nieprzeciętnymi umiejętnościami. Z piątego metra przed bramką piłkę dobijał Mężyć, a bramkarz po raz kolejny wyłapał futbolówkę, sprawiając przyjezdnym niemały ból głowy. Na chwilę przed końcem pierwszej części gry znakomitym podaniem popisał się Jan Buryan. Czech posłał dolną piłkę między obrońców Kolejarza. Tam grasował Jakub Biskup. Pomocnik dobrze przyjął futbolówkę, jednak nie zdecydował się na strzał, co zostało bezwzględnie wykorzystane przez defensywę gości.

Początek drugiej odsłony, następny atak Kolejarza - znów bohaterem Szmatuła. Na boisku wiało nudą - do czasu.  Po trafieniu Jakuba Smektały fani przy Bogumińskiej oszaleli z radości. Bardzo dokładnie w pole karne futbolówkę skierował nie kto inny, jak Jakub Biskup. To On w sobotnim meczu był motorem napędowym ‘Niebiesko-czerwonych’. W osłupienie wszystkich zgromadzonych na stadionie obserwatorów wprowadził Zarychta. Bramkarz najpierw zatrzymał piłkę zmierzająca w pole karne, a sekundę później skierował ją do własnej siatki. Gola zapisano na konto Marcina Pietronia.

Zważając na zmarnowane sytuacje przez gości, do roboty postanowił wziąć się Adrian Klepczyński, ale nawet defensor nie zaskoczył swojego golkipera, choć dość niefartownie skierował piłkę w kierunku bramki znajdując się pięć metrów od Szmatuły.<strong>
</strong>
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również