Piast jesienny vs Piast wiosenny. Mówimy jak jest
24.03.2016
Gliwiczanie wiosną wygrywają rzadziej, nie prezentują się również tak okazale, jak miało to miejsce jesienią. Dość szybko odezwały się głosy wieszczące rychły koniec tegorocznego objawienia rozgrywek oraz powolny zjazd niebiesko-czerwonych w ligowej klasyfikacji.
Krytykować jest łatwo, my – Polacy słyniemy generalnie z tego typu podejścia, tymczasem wydaje się, że sytuacja w Gliwicach wcale nie różni się od tej sprzed zimowej przerwy w rozgrywkach w znaczący sposób. I właśnie temu zagadnieniu postanowiliśmy przejrzeć się nieco bliżej.
Bramkarze
Aby było bardziej przejrzyście, przeanalizujemy postawę drużyny aktualnego wicelidera Ekstraklasy, formacja po formacji. Zaczynając oczywiście od newralgicznej pozycji golkipera.
Tutaj, przez ostatnich parę miesięcy, nie zmieniło się praktycznie nic. Mamy, będącego wciąż w znakomitej dyspozycji, Jakuba Szmatułę oraz dwóch równorzędnych dublerów – Rusova i Leszczyńskiego, którzy naprzemiennie zasiadają na ławce rezerwowych w pierwszym zespole, bądź też występują w rezerwach Piasta. Jedyna dostrzegalna różnica, względem jesiennej części zmagań to fakt, iż doświadczony bramkarz niebiesko-czerwonych ma aktualnie nieco więcej pracy na swojej pozycji niż miało to miejsce w drugiej połowie ubiegłego roku. Co nie zmienia faktu, że zarówno wówczas, jak i w tej chwili Szmatuła broni doskonale, ratując nie raz cenne punkty dla swojego zespołu.
Defensywa
A może golkiper ma nieco więcej zajęcia, gdyż słabiej prezentuje linia obrony „Piastunek”? Absolutnie nie powinno się w tej kwestii wysnuwać tego rodzaju wniosków! Podopieczni Radoslava Latala przegrali w ostatnich tygodniach zaledwie jedno spotkanie, nie zmienił się także ani na jotę sposób, w jaki Czech ustawia swoją drużynę w tyłach. Nadal jest to najczęściej gra trójką stoperów z możliwością elastycznego przejścia w formację z duetem obrońców w środku oraz dwójką na bokach. Skład osobowy – to samo – w uproszczeniu jedyną zmianą jest zastąpienie Kornela Osyry chorwackim, zimowym wzmocnieniem zespołu – Kristijanem Ipszą.
Druga linia
W kluczowej formacji drużyny, czyli w linii pomocy, także wielkich zmian nie uświadczymy. Szkoleniowiec gliwiczan nieprzerwanie opiera skład drugiej linii na duecie Radosław Murawski – Kamil Vacek i ciężko w tym miejscu nie przyznać racji Radoslavowi Latalowi. Zarówno nasz młodzieżowy reprezentant kraju, jak i czeski lider niebiesko-czerwonych nie zawodzą.
Pomimo tego, jeśli już mielibyśmy doszukiwać się jakichś problemów w grze ekipy z Okrzei, widzielibyśmy je właśnie tutaj. Otóż podczas pierwszej rundy bieżącego sezonu „Piastunki” słynęły z zabójczego wręcz pressingu, który prezentowały od samego początku rozgrywanych spotkań i częstokroć potrafiły zastosować go z powodzeniem także i pod koniec danej konfrontacji.
Teraz tego nie ma, to znaczy jest – w porównaniu z większością rywali Piasta – wyraźnie jednak widać, że drużyna nie gra aż tak agresywnie jak miało to miejsce przed zimową pauzą. Jaka jest tego przyczyna oczywiście nie wiemy, można jednak przypuszczać, że wyraźne zmniejszenie presji wywieranej w trakcie gry na przeciwniku, ma negatywny wpływ na całokształt poczynań, jakby nieco mniej strasznej „Bandy Latala”.
Atak
No właśnie: druga linia nie gra teraz tak często wysokim pressingiem jak mogliśmy oglądać jeszcze jakiś czas temu, w wyniku czego i napastnicy wicelidera biegają nieco mniej. Przynajmniej w czasie gdy zespół broni się przed naporem oponentów.
Powyższe nie wyjaśnia jednakże spadku skuteczności zawodników linii ataku Piasta, a zwłaszcza jej do niedawna najlepszego strzelca, Martina Neszpora, który póki co wiosną ani razu nie dał rady wpisać się na listę strzelców. Między innymi z tego powodu zespół ma aktualnie na koncie tylko siedem bramek, w siedmiu tegorocznych spotkaniach. Jesienią natomiast niebiesko-czerwoni zdobywali średnio 1,86 gola na mecz. Taki spadek bramkostrzelności na pewno może martwić, zarówno sztab szkoleniowy, jak i fanów „Piastunek”.
Podsumujmy zatem. Mamy w Piaście nadal świetnie przygotowanego oraz pewnego w swych interwencjach Jakuba Szmatułę, ustabilizowaną formację defensywną, która doskonale wie co i jak powinna robić, będących w dobrej formie rozgrywających. Ale równocześnie mamy także i nieco mniej biegający zespół, który nie potrafi poprawnie wyregulować celowników swoich kluczowych napastników, choć ma ich w kadrze więcej niż miało to miejsce przed ostatnim okienkiem transferowym (doszli przecież Jankowski oraz Karaszausks).
Jeżeli dodamy do tego zupełnie inne nastawienie ligowych rywali, którzy teraz dodatkowo „spinają” się w trakcie meczów z gliwiczanami, w myśl zasady pokażmy faworytom, że z nami tak łatwo im nie pójdzie, otrzymamy jak na tacy odpowiedź na nasze początkowe wątpliwości.
Reasumując Piast jest wciąż tym samym zespołem, który podziwialiśmy jesienią 2015 roku. Oni nadal chcą w tym sezonie osiągnąć coś, czego jeszcze nikomu w Gliwicach nie udało się dokonać. Teraz jest im po prostu dużo trudniej, ale kto wie czy w momencie gdy Neszporowi i kolegom piłka znowu zacznie nieco częściej wpadać do siatki, na koniec sezonu nie będziemy jeszcze świętować przy Okrzei mistrzostwa Polski.
Krytykować jest łatwo, my – Polacy słyniemy generalnie z tego typu podejścia, tymczasem wydaje się, że sytuacja w Gliwicach wcale nie różni się od tej sprzed zimowej przerwy w rozgrywkach w znaczący sposób. I właśnie temu zagadnieniu postanowiliśmy przejrzeć się nieco bliżej.
Bramkarze
Aby było bardziej przejrzyście, przeanalizujemy postawę drużyny aktualnego wicelidera Ekstraklasy, formacja po formacji. Zaczynając oczywiście od newralgicznej pozycji golkipera.
Tutaj, przez ostatnich parę miesięcy, nie zmieniło się praktycznie nic. Mamy, będącego wciąż w znakomitej dyspozycji, Jakuba Szmatułę oraz dwóch równorzędnych dublerów – Rusova i Leszczyńskiego, którzy naprzemiennie zasiadają na ławce rezerwowych w pierwszym zespole, bądź też występują w rezerwach Piasta. Jedyna dostrzegalna różnica, względem jesiennej części zmagań to fakt, iż doświadczony bramkarz niebiesko-czerwonych ma aktualnie nieco więcej pracy na swojej pozycji niż miało to miejsce w drugiej połowie ubiegłego roku. Co nie zmienia faktu, że zarówno wówczas, jak i w tej chwili Szmatuła broni doskonale, ratując nie raz cenne punkty dla swojego zespołu.
Defensywa
A może golkiper ma nieco więcej zajęcia, gdyż słabiej prezentuje linia obrony „Piastunek”? Absolutnie nie powinno się w tej kwestii wysnuwać tego rodzaju wniosków! Podopieczni Radoslava Latala przegrali w ostatnich tygodniach zaledwie jedno spotkanie, nie zmienił się także ani na jotę sposób, w jaki Czech ustawia swoją drużynę w tyłach. Nadal jest to najczęściej gra trójką stoperów z możliwością elastycznego przejścia w formację z duetem obrońców w środku oraz dwójką na bokach. Skład osobowy – to samo – w uproszczeniu jedyną zmianą jest zastąpienie Kornela Osyry chorwackim, zimowym wzmocnieniem zespołu – Kristijanem Ipszą.
Druga linia
W kluczowej formacji drużyny, czyli w linii pomocy, także wielkich zmian nie uświadczymy. Szkoleniowiec gliwiczan nieprzerwanie opiera skład drugiej linii na duecie Radosław Murawski – Kamil Vacek i ciężko w tym miejscu nie przyznać racji Radoslavowi Latalowi. Zarówno nasz młodzieżowy reprezentant kraju, jak i czeski lider niebiesko-czerwonych nie zawodzą.
Pomimo tego, jeśli już mielibyśmy doszukiwać się jakichś problemów w grze ekipy z Okrzei, widzielibyśmy je właśnie tutaj. Otóż podczas pierwszej rundy bieżącego sezonu „Piastunki” słynęły z zabójczego wręcz pressingu, który prezentowały od samego początku rozgrywanych spotkań i częstokroć potrafiły zastosować go z powodzeniem także i pod koniec danej konfrontacji.
Teraz tego nie ma, to znaczy jest – w porównaniu z większością rywali Piasta – wyraźnie jednak widać, że drużyna nie gra aż tak agresywnie jak miało to miejsce przed zimową pauzą. Jaka jest tego przyczyna oczywiście nie wiemy, można jednak przypuszczać, że wyraźne zmniejszenie presji wywieranej w trakcie gry na przeciwniku, ma negatywny wpływ na całokształt poczynań, jakby nieco mniej strasznej „Bandy Latala”.
Atak
No właśnie: druga linia nie gra teraz tak często wysokim pressingiem jak mogliśmy oglądać jeszcze jakiś czas temu, w wyniku czego i napastnicy wicelidera biegają nieco mniej. Przynajmniej w czasie gdy zespół broni się przed naporem oponentów.
Powyższe nie wyjaśnia jednakże spadku skuteczności zawodników linii ataku Piasta, a zwłaszcza jej do niedawna najlepszego strzelca, Martina Neszpora, który póki co wiosną ani razu nie dał rady wpisać się na listę strzelców. Między innymi z tego powodu zespół ma aktualnie na koncie tylko siedem bramek, w siedmiu tegorocznych spotkaniach. Jesienią natomiast niebiesko-czerwoni zdobywali średnio 1,86 gola na mecz. Taki spadek bramkostrzelności na pewno może martwić, zarówno sztab szkoleniowy, jak i fanów „Piastunek”.
Podsumujmy zatem. Mamy w Piaście nadal świetnie przygotowanego oraz pewnego w swych interwencjach Jakuba Szmatułę, ustabilizowaną formację defensywną, która doskonale wie co i jak powinna robić, będących w dobrej formie rozgrywających. Ale równocześnie mamy także i nieco mniej biegający zespół, który nie potrafi poprawnie wyregulować celowników swoich kluczowych napastników, choć ma ich w kadrze więcej niż miało to miejsce przed ostatnim okienkiem transferowym (doszli przecież Jankowski oraz Karaszausks).
Jeżeli dodamy do tego zupełnie inne nastawienie ligowych rywali, którzy teraz dodatkowo „spinają” się w trakcie meczów z gliwiczanami, w myśl zasady pokażmy faworytom, że z nami tak łatwo im nie pójdzie, otrzymamy jak na tacy odpowiedź na nasze początkowe wątpliwości.
Reasumując Piast jest wciąż tym samym zespołem, który podziwialiśmy jesienią 2015 roku. Oni nadal chcą w tym sezonie osiągnąć coś, czego jeszcze nikomu w Gliwicach nie udało się dokonać. Teraz jest im po prostu dużo trudniej, ale kto wie czy w momencie gdy Neszporowi i kolegom piłka znowu zacznie nieco częściej wpadać do siatki, na koniec sezonu nie będziemy jeszcze świętować przy Okrzei mistrzostwa Polski.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów