"Pędziliśmy na rowerze z góry i nagle ktoś nam włożył kij między szprychy"
15.11.2013
- W jednym tygodniu - po meczu z Jagiellonią - stwierdzamy, że ta drużyna nie potrafi grać w piłkę. Że ten zespół rozchodzi się nam między palcami. Generalnie to nic z tego nie będzie. Mija jednak tydzień, przychodzi kolejny mecz i ta sam grupa ludzi pokazuje, że jednak można. Na pewno wielka w tym rola trenera Jana Kociana, który w tak krótkim czasie potrafił na nowo scalić zespół – mówi Mirosław Mosór, Wiceprezes Ruchu.
Po odejściu z klubu Pavola Sultesa, o sile chorzowskiej drużyny stanowią jedynie Polacy. - Jeżeli przeanalizujemy ostatnie lata, to szybko dojdziemy do wniosku, że Ruch nigdy przesadnie nie stawiał na obcokrajowców. Zawsze staraliśmy się zachować zdrowe proporcje w szatni. Dziś mamy w kadrze tylko Polaków, a wyniki, jakie osiąga tak zbudowany zespół, pokazują, że jednak można. Że to jest dobry kierunek – ocenia dyrektor sportowy klubu z Cichej.
Mosórowi wtóruje Dariusz Smagorowicz, który jednak przyznaje, że o polskości Ruchu, decydują względy ekonomiczne. - Jesteśmy w trakcie trudnego procesu restrukturyzacji. To taka finansowa wojna, a na wojnie trzeba być bogatym, jeżeli chce się stawiać na armię zaciężną – przyznaje Prezes chorzowian.
Trudno nie wracać do momentu, w którym Ruch zdobył wicemistrzostwo. Wydawało się, że w kolejnych rozgrywkach ”Niebiescy” będą ponownie walczyli o miejsce na podium. Odszedł jednak Waldemar Fornalik a forma Ruchu była istną sinusoidą. - Pędziliśmy na rowerze z góry i nagle ktoś nam włożył kij między szprychy. Mieliśmy dobre wyniki sportowe i finansowe. Wszystko się spinało. Przedłużyliśmy kontrakt z trenerem Waldemarem Fornalikiem. Mieliśmy więc szkoleniowca i mocny zespół. Postanowiliśmy, że nikogo nie sprzedajemy, a na dodatek jeszcze się wzmacniamy. Przyszli Maciej Sadlok, Pavel Sultes czy Mindaugas Panka. Wszystko wydawało się zmierzać w piękną stronę i nagle... buum! Tracimy trenera – wspomina Smagorowicz.
W ostatnią środę wyłoniono koncepcję nowego stadionu Ruchu Chorzów, który w przypadku powstania, byłby możliwością rozwoju ekonomicznego dla klubu. - Tu się od dawna nic nie zmienia. Na naszym obiekcie ciągle dokładamy do organizacji meczów – wzdycha wiceprezes chorzowian.
Pojawiło się również sporo opinii odnośnie patrona obiektu, którym mógłby zostać Gerard Cieślik. - Sam pan Gerard często mówił, że patronem stadionu na Cichej powinien być Ernest Wilimowski. Gerard Cieślik był symbolem Ruchu, ale ponad wszystko kochał Śląsk i Polskę. Stadion Śląski to wymarzone miejsce, by uczcić pamięć tej klasy piłkarza – puentuje Mirosław Mosór.
Więcej w Śląsk.sport.pl
Po odejściu z klubu Pavola Sultesa, o sile chorzowskiej drużyny stanowią jedynie Polacy. - Jeżeli przeanalizujemy ostatnie lata, to szybko dojdziemy do wniosku, że Ruch nigdy przesadnie nie stawiał na obcokrajowców. Zawsze staraliśmy się zachować zdrowe proporcje w szatni. Dziś mamy w kadrze tylko Polaków, a wyniki, jakie osiąga tak zbudowany zespół, pokazują, że jednak można. Że to jest dobry kierunek – ocenia dyrektor sportowy klubu z Cichej.
Mosórowi wtóruje Dariusz Smagorowicz, który jednak przyznaje, że o polskości Ruchu, decydują względy ekonomiczne. - Jesteśmy w trakcie trudnego procesu restrukturyzacji. To taka finansowa wojna, a na wojnie trzeba być bogatym, jeżeli chce się stawiać na armię zaciężną – przyznaje Prezes chorzowian.
Trudno nie wracać do momentu, w którym Ruch zdobył wicemistrzostwo. Wydawało się, że w kolejnych rozgrywkach ”Niebiescy” będą ponownie walczyli o miejsce na podium. Odszedł jednak Waldemar Fornalik a forma Ruchu była istną sinusoidą. - Pędziliśmy na rowerze z góry i nagle ktoś nam włożył kij między szprychy. Mieliśmy dobre wyniki sportowe i finansowe. Wszystko się spinało. Przedłużyliśmy kontrakt z trenerem Waldemarem Fornalikiem. Mieliśmy więc szkoleniowca i mocny zespół. Postanowiliśmy, że nikogo nie sprzedajemy, a na dodatek jeszcze się wzmacniamy. Przyszli Maciej Sadlok, Pavel Sultes czy Mindaugas Panka. Wszystko wydawało się zmierzać w piękną stronę i nagle... buum! Tracimy trenera – wspomina Smagorowicz.
W ostatnią środę wyłoniono koncepcję nowego stadionu Ruchu Chorzów, który w przypadku powstania, byłby możliwością rozwoju ekonomicznego dla klubu. - Tu się od dawna nic nie zmienia. Na naszym obiekcie ciągle dokładamy do organizacji meczów – wzdycha wiceprezes chorzowian.
Pojawiło się również sporo opinii odnośnie patrona obiektu, którym mógłby zostać Gerard Cieślik. - Sam pan Gerard często mówił, że patronem stadionu na Cichej powinien być Ernest Wilimowski. Gerard Cieślik był symbolem Ruchu, ale ponad wszystko kochał Śląsk i Polskę. Stadion Śląski to wymarzone miejsce, by uczcić pamięć tej klasy piłkarza – puentuje Mirosław Mosór.
Więcej w Śląsk.sport.pl
Polecane
Ekstraklasa