Oto architekci drużyn z Bytomia i Gliwic
10.09.2009
- Jak to się rozpoczęło?
Damian Bartyla (prezes Polonii): Pracowałem w urzędzie miejskim kiedy, przyszło do mnie kilku piłkarzy Polonii. Niebawem startowała III liga. Powiedzieli, że jest ich w kadrze tylko pięciu. Nie było strojów. Drużyna miała nie przystąpić do rozgrywek. Kiedy przyjechałem i zobaczyłem klub od środka, to chwyciłem się za głowę. Po dwóch dniach namysłu postanowiłem jednak pomóc, nie pozwolić, aby Polonia zniknęła z piłkarskiej mapy Polski.
Jacek Krzyżanowski (prezes Piasta): Wiele lat temu zostałem członkiem zarządu Piasta. Później stworzyła się grupa około 15 osób, która wspomagała klub organizacyjnie.
- Ile czasu wymagało poznanie tego środowiska?
Damian Bartyla: Grałem w piłkę, chodziłem na mecze, więc poszło całkiem sprawnie.
Jacek Krzyżanowski: Tak naprawdę poznałem je dopiero po wyborze na prezesa.Wcześniej pełniłem funkcję w Zarządzie, a później w tak zwanym Prezydium Zarządu. Od około pięciu lat radzę sobie dość dobrze, choć przyznaję, ze dalej się uczę.
- Jak się panowie czują, kiedy określa się panów mianem działaczy? Niektórzy nie lubią tego słowa...
Damian Bartyla: Nie boję się słowa "działacz", choć z uwagi na korupcję ma ono negatywny wydźwięk.
Jacek Krzyżanowski: Funkcję działacza można też pełnić w znaczeniu pozytywnym, choć w Polsce kojarzy się ona nieco inaczej, głównie z działalnością społeczną. Czynności wykonywane za darmo również można wykonywać dobrze, choćby z tak prozaicznych przyczyn jak pasja czy zaangażowanie.
- Czy był lub jest działacz, który budzi panów szacunek i na którym w jakimś sensie się Panowie wzorujecie?
Damian Bartyla: Jest ich zbyt wielu, dlatego nie pokuszę się o wymienienie nazwisk. Wielu z nich jest niewidocznych, bo wykonuje "mrówczą" pracę. Bardzo szanuję ludzi, którzy dbają o kluby z niższych lig, poświęcając swój prywatny czas i pieniądze.
Jacek Krzyżanowski: Takim człowiekiem jest pan Antoni Piechniczek. Oprócz tego, że był wspaniałym trenerem, to od lat jest zaangażowany w działalność społeczną w sporcie. Nie sądzę, żeby rozdzielał czas na taki, za który mu płacą, od tego, w którym pracuje bezpłatnie.
- Które momenty dały Panom najwięcej radości?
Damian Bartyla: Minuta z doliczonego czasu gry w meczu ze Szczakowianką w Jaworznie. Był to baraż o ówczesną II ligę. Od gola Gackiego rozpoczął się nasz marsz w górę.
Jacek Krzyżanowski: Czas powrotu z wygranego meczu z Polonią Warszawa, który dał nam upragniony awans do ekstraklasy.
- Były chwile zwątpienia, kiedy chcieli Panowie rzucić piłkę?
Jacek Krzyżanowski: Owszem, już w momencie, kiedy pełniłem funkcję prezesa klubu. Wiązało się to z aferą korupcyjną. Po jakimś czasie udało nam się to wyprostować. Ponieśliśmy karę finansową i odebrano nam punkty. Później nastąpiło odejście trenera Zielińskiego i miałem przed oczyma wizję kłopotów w Gliwicach. Na szczęście udało się ich zażegnać.
Damian Bartyla: Polonia zawsze była biedna. Stykałem się więc z megaproblemami. Nie sypiałem, zastanawiając się, skąd wziąć pieniądze na autokar, który zawiezie piłkarzy na mecz, albo wynajęcie ochrony następnego dnia. Warto było jednak zagryźć zęby i przeżyć te sześć lat, aby zobaczyć 10 tysięcy ludzi na trybunach, jupitery i podgrzewaną murawę.
- Najtrudniejsza decyzja?
Damian Bartyla: Może powiem o dwóch. A dokładnie tych dotyczących rozstań z trenerami, którzy wywalczyli awans. Mam na myśli Marcina Brosza i Darka Fornalaka.
Jacek Krzyżanowski: Akceptacja woli większości związana z pożegnaniem trenera Wieciałowskiego. Trzeba było podjąć decyzję: doprowadzić do konfliktu w środowisku, w którym działam, czy je jednoczyć. Wybrałem to drugie rozwiązanie.
- Jak oceniają Panowie pracę siebie nawzajem?
Damian Bartyla: Jacek był osobą anonimową w środowisku sportowym, a tymczasem osiągnął ogromny sukces. To tylko świadczy o tym, że jest świetnym szefem. Mogę się o nim wypowiadać w samych superlatywach.
Jacek Krzyżanowski: Damian jest człowiekiem bardzo pracowitym i energicznym. Robi to, co należy we właściwym dla siebie czasie. W Polonii wykonuje ogromną pracę, dzięki czemu ten klub coraz bardziej urasta w moich oczach.
- Czy władze śląskich klubów mają ze sobą kontakt poza stadionami? Spotykacie się, rozmawiacie, wymieniacie poglądami?
Jacek Krzyżanowski: Do spotkań dochodzi nie tylko podczas meczów ekstraklasy. Mamy ze sobą dobre kontakty. Tworzymy niezły śląski team, jeśli chodzi o władze klubów. To są ludzie, którzy chcą i nie boją się współpracować.
Damian Bartyla: Mówimy jednym głosem, bo zjednoczony Śląsk ma siłę. Razem sprawiliśmy, że szefem PALP-u swego czasu został Józek Drabicki. Wyniki ostatnich wyborów PZPN i silna pozycja naszego regionu, to też w dużej mierze sprawka naszej solidarności. Przed meczem przywitam serdecznie Jacka, ale potem liczę na komplet punktów.
Damian Bartyla (prezes Polonii): Pracowałem w urzędzie miejskim kiedy, przyszło do mnie kilku piłkarzy Polonii. Niebawem startowała III liga. Powiedzieli, że jest ich w kadrze tylko pięciu. Nie było strojów. Drużyna miała nie przystąpić do rozgrywek. Kiedy przyjechałem i zobaczyłem klub od środka, to chwyciłem się za głowę. Po dwóch dniach namysłu postanowiłem jednak pomóc, nie pozwolić, aby Polonia zniknęła z piłkarskiej mapy Polski.
Jacek Krzyżanowski (prezes Piasta): Wiele lat temu zostałem członkiem zarządu Piasta. Później stworzyła się grupa około 15 osób, która wspomagała klub organizacyjnie.
- Ile czasu wymagało poznanie tego środowiska?
Damian Bartyla: Grałem w piłkę, chodziłem na mecze, więc poszło całkiem sprawnie.
Jacek Krzyżanowski: Tak naprawdę poznałem je dopiero po wyborze na prezesa.Wcześniej pełniłem funkcję w Zarządzie, a później w tak zwanym Prezydium Zarządu. Od około pięciu lat radzę sobie dość dobrze, choć przyznaję, ze dalej się uczę.
- Jak się panowie czują, kiedy określa się panów mianem działaczy? Niektórzy nie lubią tego słowa...
Damian Bartyla: Nie boję się słowa "działacz", choć z uwagi na korupcję ma ono negatywny wydźwięk.
Jacek Krzyżanowski: Funkcję działacza można też pełnić w znaczeniu pozytywnym, choć w Polsce kojarzy się ona nieco inaczej, głównie z działalnością społeczną. Czynności wykonywane za darmo również można wykonywać dobrze, choćby z tak prozaicznych przyczyn jak pasja czy zaangażowanie.
- Czy był lub jest działacz, który budzi panów szacunek i na którym w jakimś sensie się Panowie wzorujecie?
Damian Bartyla: Jest ich zbyt wielu, dlatego nie pokuszę się o wymienienie nazwisk. Wielu z nich jest niewidocznych, bo wykonuje "mrówczą" pracę. Bardzo szanuję ludzi, którzy dbają o kluby z niższych lig, poświęcając swój prywatny czas i pieniądze.
Jacek Krzyżanowski: Takim człowiekiem jest pan Antoni Piechniczek. Oprócz tego, że był wspaniałym trenerem, to od lat jest zaangażowany w działalność społeczną w sporcie. Nie sądzę, żeby rozdzielał czas na taki, za który mu płacą, od tego, w którym pracuje bezpłatnie.
- Które momenty dały Panom najwięcej radości?
Damian Bartyla: Minuta z doliczonego czasu gry w meczu ze Szczakowianką w Jaworznie. Był to baraż o ówczesną II ligę. Od gola Gackiego rozpoczął się nasz marsz w górę.
Jacek Krzyżanowski: Czas powrotu z wygranego meczu z Polonią Warszawa, który dał nam upragniony awans do ekstraklasy.
- Były chwile zwątpienia, kiedy chcieli Panowie rzucić piłkę?
Jacek Krzyżanowski: Owszem, już w momencie, kiedy pełniłem funkcję prezesa klubu. Wiązało się to z aferą korupcyjną. Po jakimś czasie udało nam się to wyprostować. Ponieśliśmy karę finansową i odebrano nam punkty. Później nastąpiło odejście trenera Zielińskiego i miałem przed oczyma wizję kłopotów w Gliwicach. Na szczęście udało się ich zażegnać.
Damian Bartyla: Polonia zawsze była biedna. Stykałem się więc z megaproblemami. Nie sypiałem, zastanawiając się, skąd wziąć pieniądze na autokar, który zawiezie piłkarzy na mecz, albo wynajęcie ochrony następnego dnia. Warto było jednak zagryźć zęby i przeżyć te sześć lat, aby zobaczyć 10 tysięcy ludzi na trybunach, jupitery i podgrzewaną murawę.
- Najtrudniejsza decyzja?
Damian Bartyla: Może powiem o dwóch. A dokładnie tych dotyczących rozstań z trenerami, którzy wywalczyli awans. Mam na myśli Marcina Brosza i Darka Fornalaka.
Jacek Krzyżanowski: Akceptacja woli większości związana z pożegnaniem trenera Wieciałowskiego. Trzeba było podjąć decyzję: doprowadzić do konfliktu w środowisku, w którym działam, czy je jednoczyć. Wybrałem to drugie rozwiązanie.
- Jak oceniają Panowie pracę siebie nawzajem?
Damian Bartyla: Jacek był osobą anonimową w środowisku sportowym, a tymczasem osiągnął ogromny sukces. To tylko świadczy o tym, że jest świetnym szefem. Mogę się o nim wypowiadać w samych superlatywach.
Jacek Krzyżanowski: Damian jest człowiekiem bardzo pracowitym i energicznym. Robi to, co należy we właściwym dla siebie czasie. W Polonii wykonuje ogromną pracę, dzięki czemu ten klub coraz bardziej urasta w moich oczach.
- Czy władze śląskich klubów mają ze sobą kontakt poza stadionami? Spotykacie się, rozmawiacie, wymieniacie poglądami?
Jacek Krzyżanowski: Do spotkań dochodzi nie tylko podczas meczów ekstraklasy. Mamy ze sobą dobre kontakty. Tworzymy niezły śląski team, jeśli chodzi o władze klubów. To są ludzie, którzy chcą i nie boją się współpracować.
Damian Bartyla: Mówimy jednym głosem, bo zjednoczony Śląsk ma siłę. Razem sprawiliśmy, że szefem PALP-u swego czasu został Józek Drabicki. Wyniki ostatnich wyborów PZPN i silna pozycja naszego regionu, to też w dużej mierze sprawka naszej solidarności. Przed meczem przywitam serdecznie Jacka, ale potem liczę na komplet punktów.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów