Ostatnie rozstrzygnięcia, czyli... szczęśliwi są operatorzy komórkowi
15.05.2010
- Kiedyś z wiadomych względów można byłoby z dużym prawdopodobieństwem wytypować wyniki ostatniej kolejki. Dziś bym się nie odważył postawić jakiejś większej sumy pieniędzy na to, aby przewidzieć dzisiejsze rozstrzygnięcie. A wystarczyło, że sędziowie zaczęli w miarę normalnie gwizdać. Przecież już w ubiegłym roku wszystko kotłowało się do końca i trudno było przewidzieć końcowy kształt tabeli. Dziś cieszą się przede wszystkim operatorzy komórkowi, bo będą mieli niezły utarg. Nie wierzę, że ławki rezerwowych nie będą znały na bieżąco wyników z innych stadionów - uśmiecha się Marek Motyka, były trener naszych drużyn.
Utrzymanie Odry i Piasta w dużej mierze jest uzależnione od Śląska, który nie może rozpocząć wakacji już dzisiaj, bo inaczej spadną oba śląskie kluby. Czy wrocławianie dadzą z siebie wszystko? - Istnieje ryzyko, że niektórzy piłkarze tego zespołu stwierdzą, że ten sezon jest już "odfajkowany". Śląsk czy Bełchatów zagrają jednak o premię i dobre imiona. Gdyby ktoś się teraz "podłożył", to musi się liczyć z falą krytyki. Za przestrogę niech służy mecz Lechii z Piastem. Nie wiem, czy doszło tam do "układania", ale odbiór kibiców był jednoznaczny, a oni są pamiętliwi - mówi Motyka.
Można i dodatkowo wpłynąć na postawę zespołów, które grają "o pietruszkę". Co należy sądzić o ekstra premii na przykład dla graczy Śląska w zamian za pokonanie Arki? - Inaczej jest wziąć pieniądze za porażkę, a inaczej za wygranie meczu. Nie słyszałem co prawda, aby na Zachodzie w taki sposób działano, ale nie widzę w tym nic nagannego. Nie ma człowieka, który nie chciałby otrzymać dodatkowej sumy pieniędzy. Medal ma jednak dwie strony. Nie lubiłem jako piłkarz rozmów o finansach przed meczem. Młodym piłkarzom może to nawet przeszkadzać. Biegając po boisku mają w głowie sumę, którą mogą otrzymać, i już kombinują, co za nią kupią, zamiast strzelać gole rywalowi - tłumaczy Motyka. Dodajmy, że nie udało się nam potwierdzić, czy Piast lub Odra w taki sposób starały się zmotywować drużynę z Wrocławia.
Wodzisławianie są w najtrudniejszej sytuacji, ale przeszłość pokazała, że nie należy tracić nadziei do samego końca. Górnik wychodził kiedyś cało z podobnych opresji, w jakich dziś są Piast czy Odra. - Kiedy byłem trenerem klubu z Zabrza, rozegraliśmy ostatni mecz w Łęcznej. Przegraliśmy i byliśmy załamani. Byliśmy przekonani, że spadliśmy. Jednak wtedy jeden z kibiców zaczął krzyczeć: "panie Marku, głowa do góry! Polonia Warszawa wygrała w Gdyni z Arką. Utrzymaliśmy się". I rzeczywiście. Zdegradowana Polonia odebrała punkty naszemu głównemu rywalowi. Posłaliśmy wtedy do stolicy skrzynkę szampanów, jako podziękowanie za sportową postawę - wspomina Motyka.
Utrzymanie Odry i Piasta w dużej mierze jest uzależnione od Śląska, który nie może rozpocząć wakacji już dzisiaj, bo inaczej spadną oba śląskie kluby. Czy wrocławianie dadzą z siebie wszystko? - Istnieje ryzyko, że niektórzy piłkarze tego zespołu stwierdzą, że ten sezon jest już "odfajkowany". Śląsk czy Bełchatów zagrają jednak o premię i dobre imiona. Gdyby ktoś się teraz "podłożył", to musi się liczyć z falą krytyki. Za przestrogę niech służy mecz Lechii z Piastem. Nie wiem, czy doszło tam do "układania", ale odbiór kibiców był jednoznaczny, a oni są pamiętliwi - mówi Motyka.
Można i dodatkowo wpłynąć na postawę zespołów, które grają "o pietruszkę". Co należy sądzić o ekstra premii na przykład dla graczy Śląska w zamian za pokonanie Arki? - Inaczej jest wziąć pieniądze za porażkę, a inaczej za wygranie meczu. Nie słyszałem co prawda, aby na Zachodzie w taki sposób działano, ale nie widzę w tym nic nagannego. Nie ma człowieka, który nie chciałby otrzymać dodatkowej sumy pieniędzy. Medal ma jednak dwie strony. Nie lubiłem jako piłkarz rozmów o finansach przed meczem. Młodym piłkarzom może to nawet przeszkadzać. Biegając po boisku mają w głowie sumę, którą mogą otrzymać, i już kombinują, co za nią kupią, zamiast strzelać gole rywalowi - tłumaczy Motyka. Dodajmy, że nie udało się nam potwierdzić, czy Piast lub Odra w taki sposób starały się zmotywować drużynę z Wrocławia.
Wodzisławianie są w najtrudniejszej sytuacji, ale przeszłość pokazała, że nie należy tracić nadziei do samego końca. Górnik wychodził kiedyś cało z podobnych opresji, w jakich dziś są Piast czy Odra. - Kiedy byłem trenerem klubu z Zabrza, rozegraliśmy ostatni mecz w Łęcznej. Przegraliśmy i byliśmy załamani. Byliśmy przekonani, że spadliśmy. Jednak wtedy jeden z kibiców zaczął krzyczeć: "panie Marku, głowa do góry! Polonia Warszawa wygrała w Gdyni z Arką. Utrzymaliśmy się". I rzeczywiście. Zdegradowana Polonia odebrała punkty naszemu głównemu rywalowi. Posłaliśmy wtedy do stolicy skrzynkę szampanów, jako podziękowanie za sportową postawę - wspomina Motyka.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów