Oleksy: Po rzucie karnym i czerwonej kartce remis wziąłbym w ciemno...

12.05.2013
Przez ponad 70 minut meczu ze Śląskiem Paweł Oleksy rozgrywał znakomite zawody. Wywalczył rzut karny, strzelił gola... ale wtedy sprokurował rzut karny i otrzymał czerwoną kartkę. Piast, mimo osłabienia, wygrał.

Do feralnej 73. minuty Paweł Oleksy był jednym z najlepszych zawodników na boisku. - Obraz mojej gry psuje sprokurowany rzut karny i czerwona kartonik, który otrzymałem. Kartka wyklucza mnie z kolejnego spotkania i bardzo żałuję, bo chcę grać jak najwięcej - mówił Paweł Oleksy, który przyznawał, że bardzo cieszy się ze zwycięstwa drużyny, ale z drugiej strony jest zły na siebie i sędziego.

- Mam żal, bo arbiter nie przerwał gry, gdy Tomek Podgórski nie podnosił się z boiska. Natomiast piłkarze Śląska nie atakowali, oni rozgrywali piłkę na swojej połowie. Nie wyprowadzali kontry... a gdy w pierwszej połowie my atakowaliśmy - piłkarz wrocławian leżał w swoim polu karnym i Adrian Klepczyński miał już wrzucać piłkę w pole karne rywali - sędzia przerwał nam akcję - kręcił głową Oleksy.

- Gdy zobaczyłem czerwoną kartkę, to nie mogłem w to uwierzyć. Miałem ogromny natłok myśli, ale przede wszystkim byłem na siebie bardzo zły. Myślę, że wtedy wziąłbym remis w spotkaniu w ciemno. Na szczęście na boisko wszedł Radek Murawski i załatwił sprawę. Jestem jego dłużnikiem - uśmiechnął się defensor.

Piłkarz podkreślał, że gdyby arbiter przerwał mecz, Śląsk nie skonstruowałby akcji, w której wrocławianie przebiliby się w pole karne osłabionego Piasta. Obrońca uznał natomiast, że w innej kontrowersyjnej sytuacji, po której arbiter podyktował rzut karny dla Piasta, Marcin Borski się nie pomylił.

- Tam akurat był faul. Skoczyłem do główki i już widziałem piłkę w siatce... ale zostałem popchnięty i przewrócony przez któregoś z piłkarzy Śląska - takimi słowami Oleksy opisywał sytuację, w której mógł strzelić wyrównującego gola. Wtedy jednak bramki nie zdobył... ale dokonał tego już pięć minut później, gdy wykorzystał błąd Waldemara Soboty.

- Wyszedłem na pozycję i zobaczyłem, że bramkarz Śląska odsłonił krótki róg. Nie uderzałem więc na siłę, a skierowałem piłkę w tamto miejsce - opisywał zdobytą bramkę zawodnik wypożyczony z Zagłębia Lubin. Oleksy na koniec podkreślił jednak, że jego bramka nie liczy się tak bardzo jak zwycięstwo Piasta w spotkaniu z Mistrzem Polski. - Ogrom zdrowia, który zostawiliśmy dziś na boisku, opłacił się. Drugi raz w tym sezonie ograliśmy Śląsk i zasłużyliśmy na wskoczenie na podium tabeli - uśmiechnął się Oleksy.

autor: Maciej Smolewski

Przeczytaj również