Obrońca ze Śląska, któremu debiut w ekstraklasie uniemożliwił... kolega z drużyny, dziś „poszedł pod nóż” w Bieruniu. Dla Mateusza Bodziocha pocieszający może być jednak przykład jego ojca Janusza.
Ojciec po kontuzji nie grał 9 miesięcy. Synowi grozi półroczna przerwa
28.05.2013
Rok temu wydawało się, że przed 22-letnim wówczas Mateuszem Bodziochem otwiera się ciekawa ekstraklasowa perspektywa. I-ligowy sezon kończył jako zawodnik podstawowej jedenastki Piasta Gliwice, świętując z nim awans do elity. Kilka tygodni później jednak został zawodnikiem Korony. Tam - czekając na swą szansę - grywał przede wszystkim w Młodej Ekstraklasie i czekał na swą szansę. Takowa pojawiła się przed meczem 24. kolejki, z Pogonią w Szczecinie. Wobec nieobecności aż trzech defensorów, Bodzioch znalazł się w meczowej osiemnastce. Ba; przewidywany był nawet do wyjściowej jedenastki.
- Niestety, nieszczęśliwy przypadek sprawił, że do debiutu nie doszło - mówi Janusz Bodzioch, ojciec Mateusza. Były ligowy obrońca Górnika Zabrze i Rakowa Częstochowa opowiada nam o okolicznościach, w jakich jego syn nabawił poważnego urazu. - W ostatniej przedmeczowej gierce, już w drodze do Szczecina, w starciu z kolegą z drużyny, Łukaszem Jamrozem, Mateusz doznał zerwania więzadeł w lewym kolanie. Sytuacja zupełnie niecodzienna, zdarzająca się raz na tysiąc przypadków - Bodzioch-senior ma oczywiście na myśli udział partnera z zespołu w całym tym nieszczęściu.
Cała rzecz miała miejsce 25 kwietnia. Dziś kielczanin „poszedł pod nóż” w klinice w Bieruniu, gdzie operował go doktor Krzysztof Ficek. - Co będzie dalej? Półroczna rehabilitacja - mówi Janusz Bodzioch. I przypomina sobie własnego pecha, na nieco podobnym etapie przygody z piłką. - Dostałem szansę na grę w ekstraklasie, w barwach Górnika Zabrze - wspomina wydarzenia z jesieni 1993 roku. - Nieźle mi szło. Miałem poczucie, że jestem w życiowej formie. Ale w meczu 6. kolejki, z Wartą Poznań, zerwałem mięsień dwugłowy! Przerwa w grze trwała prawie 9 miesięcy!
Jego rodzinnemu następcy tak długiego rozbratu z boiskiem oczywiście nie życzymy. Inna rzecz, że ojciec - po zakończeniu rekonwalescencji - z powodzeniem jeszcze przez 10 lat grywał na poziomie ekstraklasy i jej zaplecza. Przed „juniorem” więc - wciąż nadzieja na karierę solidnego ligowca. A gdzie? Być może w którymś ze śląskich klubów. Kontrakt z Koroną wygasa mu bowiem z końcem czerwca...
- Niestety, nieszczęśliwy przypadek sprawił, że do debiutu nie doszło - mówi Janusz Bodzioch, ojciec Mateusza. Były ligowy obrońca Górnika Zabrze i Rakowa Częstochowa opowiada nam o okolicznościach, w jakich jego syn nabawił poważnego urazu. - W ostatniej przedmeczowej gierce, już w drodze do Szczecina, w starciu z kolegą z drużyny, Łukaszem Jamrozem, Mateusz doznał zerwania więzadeł w lewym kolanie. Sytuacja zupełnie niecodzienna, zdarzająca się raz na tysiąc przypadków - Bodzioch-senior ma oczywiście na myśli udział partnera z zespołu w całym tym nieszczęściu.
Cała rzecz miała miejsce 25 kwietnia. Dziś kielczanin „poszedł pod nóż” w klinice w Bieruniu, gdzie operował go doktor Krzysztof Ficek. - Co będzie dalej? Półroczna rehabilitacja - mówi Janusz Bodzioch. I przypomina sobie własnego pecha, na nieco podobnym etapie przygody z piłką. - Dostałem szansę na grę w ekstraklasie, w barwach Górnika Zabrze - wspomina wydarzenia z jesieni 1993 roku. - Nieźle mi szło. Miałem poczucie, że jestem w życiowej formie. Ale w meczu 6. kolejki, z Wartą Poznań, zerwałem mięsień dwugłowy! Przerwa w grze trwała prawie 9 miesięcy!
Jego rodzinnemu następcy tak długiego rozbratu z boiskiem oczywiście nie życzymy. Inna rzecz, że ojciec - po zakończeniu rekonwalescencji - z powodzeniem jeszcze przez 10 lat grywał na poziomie ekstraklasy i jej zaplecza. Przed „juniorem” więc - wciąż nadzieja na karierę solidnego ligowca. A gdzie? Być może w którymś ze śląskich klubów. Kontrakt z Koroną wygasa mu bowiem z końcem czerwca...
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów