Odra zatrudniła napastnika, który ma pecha do kontuzji

13.01.2010
- Powiem szczerze, że gdy doznałem urazu, to ręce mi opadły. Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy też płakać - mówi wypożyczony z Cracovii do Odry napastnik, Jakub Grzegorzewski.
Snajper sprowadzony z ekipy "Pasów" miał niesamowitego pecha już na pierwszym treningu drużyny z Wodzisławia Śląskiego. Piłkarz w niesamowitych okolicznościach skręcił kostkę. Podczas badań siły wykonywał podskok i spadł na przypadkowo odkopniętą piłkę. - Nie chce mi się nawet tego komentować - złości się zawodnik. - Powiem szczerze, że gdy doznałem kontuzji, to ręce mi opadły. Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy też płakać - dodaje.

"Gonzo" nie miał szczęścia również w Krakowie, gdzie wyjątkowo trudno było mu wywalczyć miejsce w podstawowym składzie. Przeszkodziło mu w tym naderwanie więzadła pobocznego w okresie przygotowawczym. - Wypadłem w najważniejszym okresie z treningów, bo był to środek przygotowań do rundy. Jeśli miałbym teraz szukać jakiegoś pozytywu, to jest taki, że to dopiero początek zajęć. Obóz zaczynamy w poniedziałek i do tego dnia zrobię wszystko, aby być gotowym do pracy na sto procent - mówi Grzegorzewski.

Napastnik jest już po wizycie u lekarza. - Doktor prześwietlił mi nogę i na szczęście nie jest to nic poważnego. Wszystkie ścięgna są stałe. Teraz musi zejść obrzęk. Na razie będę chodził na zabiegi, a o tym, kiedy wrócę do treningów, zadecyduje klubowy masażysta - mówi 28-latek.

Grzegorzewski ma nadzieję, że w najbliższym czasie pech go wreszcie opuści. - Przez tyle lat nie miałem żadnego poważnego urazu. Jedynie były jakieś "agrafki". Przychodzę do Cracovii i najpierw jedna kontuzja, a potem druga. Pierwsze zajęcia w Odrze i znów padło na mnie. Mam ostatnio tego "szczęścia" naprawdę sporo, więc mogłem się tego spodziewać… - ironizuje nowy napastnik klubu znad czeskiej granicy. 
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również