Odra W. - ŁKS 0-1

01.03.2009
Grająca niemal cały mecz w osłabieniu Odra poległa w starciu z ŁKS-em. - Po przerwie powinniśmy dobić rywala, wykorzystując jedną z kilku doskonałych okazji - przyznał Tomasz Hajto, obrońca gości.
Decydująca akcja meczu miała miejsce już w ósmej minucie. Fatalny błąd popełnił debiutujący w Odrze Markowski, który głową próbował podać piłkę do swojego bramkarza. Zagranie było zbyt lekkie, a wychodzący z bramki Stachowiak sfaulował przed polem karnym Drumlaka. Sędzia nie miał wątpliwości i pokazał golkiperowi Odry czerwoną kartkę. Trener gospodarzy, Ryszard Wieczorek, zdjął z boiska Gierczaka i między słupkami stanął Bensz.

Do momentu, gdy siły na murawie były wyrównane, o dziwo, lepsze wrażenie sprawiali piłkarze z Łodzi. Bliski szczęścia był Djenić. Hajto dośrodkował piłkę z prawej strony wprost na głowę serbskiego napastnika, ale ta poszybowała minimalnie nad poprzeczką.

Pierwsze trzy kwadranse, to bardzo słaba i nieporadna gra Odry oraz ataki ŁKS-u, które nie przynosiły efektów. Bramkowa akcja została przeprowadzona tuż przed gwizdkiem na przerwę. Po kolejnym błędzie Markowskiego, Goworgian zagrał "klepkę" ze Świerczewskim i ładnym strzałem w długi róg trafił do siatki.

W drugiej odsłonie powinno paść przynajmniej kilka bramek, jednak piłkarze obu drużyn byli bardzo nieskuteczni. Najpierw Drumlak zamiast strzelać, podał do Geworgiana. Gracz ŁKS-u zdobył gola, ale był na pozycji spalonej. Najlepszą sytuację do wyrównania miał Bagnicki, jednak po wrzutce Wosia, napastnik Odry trafił wprost w bramkarza.

Kolejne minuty to trzy stuprocentowe sytuacje dla łodzian. Fatalny błąd popełnił Bensz, który podał piłkę wprost pod nogi Smolińskiego. Ten miał pustą bramkę, jednak futbolówka po strzale z około 35 metrów minimalnie minęła słupek. Jeszcze lepszą okazję miał wprowadzony po przerwie Czerkas. Ograł golkipera Odry i miał przed sobą pustą bramkę. Zamiast uderzać z kilkunastu metrów, postanowił zagrać sobie jeszcze raz piłkę do przodu i dopiero oddać strzał. Piłka zamiast do bramki, trafiła we wracającego Bensza. Swojego drugiego gola mógł zdobyć Geworgian. Futbolówka po uderzeniu z siedmiu metrów trafiła jednak wprost w golkipera wodzisławian.

Niewykorzystane sytuacje mogły się zemścić, ale debiutującemu w Odrze Matuleviciusowi zabrakło kilku centymetrów. W końcowych sekundach siły na boisku się wyrównały. Drugą żółtą kartkę zobaczył Papeczkys, jednak trzy punkty pojechały do Łodzi.

Pod szatniami

[b]Tomasz[/b] Hajto (obrońca ŁKS-u): Przyjechaliśmy na gorący teren, gdzie punkty tracą drużyny z czołówki. My mamy jednak solidną drużynę i w pełni zasłużenie zdobyliśmy trzy "oczka". W drugiej połowie powinniśmy dobić rywala, wykorzystując jedną z kilku stuprocentowych okazji.

[b]Piotr Bagnicki [/b](napastnik Odry): Nie tak miał wyglądać mój debiut, ani występ całego zespołu. Mieliśmy grać spokojnie i powoli rozpracowywać drużynę ŁKS-u. Czerwona kartka trochę ustawiła mecz. Pomimo tego, mieliśmy sytuacje, aby te spotkanie przynajmniej zremisować. Szkoda, że przegraliśmy pojedynek za sześć punktów. Trzeba przełknąć porażkę i postarać się o niespodziankę w Warszawie z Legią.

[b]Jacek Kowalczyk [/b](obrońca Odry): Za wszelką cenę chcieliśmy zdobyć trzy punkty. Na początku spotkania popełniliśmy błąd i dostaliśmy czerwoną kartkę. Od tego momentu nasza taktyka legła w gruzach. Próbowaliśmy coś zrobić, ale nic nam nie wychodziło. Wynik jest w pełni zasłużony. Grając w dziesięciu nie potrafiliśmy się przeciwstawić ŁKS-owi.

Wahan Geworgian (pomocnik ŁKS-u): Wszystkie drużyny z dołu wygrały. My nie chcieliśmy być gorsi. Dlatego z tych trzech punktów cieszymy się podwójnie. W drugiej odsłonie zamiast dobić Odrę i wygrać spokojnie 3-0, mogliśmy zremisować. Jednak szczęście było z nami.

Konferencja prasowa

[b]Grzegorz Wesołowski [/b](trener ŁKS-u): Przyjechaliśmy na ten mecz z dużą niepewnością. Nie wiedzieliśmy na co nas stać. Czerwona kartka Stachowiaka trochę zdezorientowała nasze szyki. Moi zawodnicy nie wiedzieli jak się zachować. Czy walczyć o zwycięstwo, czy o remis, który nas zadowalał. Bramka pozwoliła nam grać, to, co sobie zakładaliśmy przed meczem. W pełni zasłużenie zdobyliśmy trzy punkty.

[b]Ryszard Wieczorek [/b](trener Odry): Jest mi bardzo przykro z powodu nieudanej inauguracji. Nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Wszystko rozegrało się w głowach. Czerwona kartka zachwiała równowagę pomiędzy atakiem, a obroną. Fatalny błąd Krzysztofa Markowskiego sprawił, że straciliśmy bramkę. Nie mieliśmy nic do stracenia i próbowaliśmy szarpać. Stworzliśmy sobie sytuacje, by wyrównać, ale to było za mało. Poważnie zaplątaliśmy się w dół tabeli. Nie ma co się jednak załamywać. Należy grać dalej i walczyć o utrzymanie się w lidze do samego końca.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również