Odra - Legia 1-0. Stachowiak "zaczarował" napastników ze stolicy

23.08.2009
Piękny sen śląskiej piłki trwa! Odra podtrzymała dobrą passę i tak, jak Ruch, Polonia i Piast, wygrała 1-0. W dodatku z Legią Warszawa. Gola na wagę zwycięstwa zdobył Piotr Piechniak.
- Niestety nie ma takiej opcji, abym sam wszedł na boisko. Dzisiaj pewnie bym ze dwie bramki strzelił - powiedział naszemu portalowi bardzo rozczarowany nieskutecznością swoich napastników trener Legii Warszawa, Jan Urban.

Faktycznie jego zespół już do przerwy powinien zapewnić sobie na Bogumińskiej trzy punkty. Najbardziej nieskuteczny był Szałachowski, który nie potrafił w idealnych sytuacjach pokonać Stachowiaka. Najpierw, będąc oko w oko z golkiperem Odry trafił wprost w niego. Później udało mu się posłać futbolówkę obok bramkarza, ale ta trafiła w słupek i znów znalazła się pod jego nogami. Napastnik ze stolicy nie potrafił skierować jej do pustej bramki! W międzyczasie idealną okazję na gola miał Mięciel, ale chyba zbyt szybko zdecydował się na strzał będąc sam przed Stachowiakiem i posłał piłkę nad poprzeczką.

Legia dopięła swego tuż przed przerwą, ale bramka nie została uznana. Stachowiak sparował mocny strzał Mięciela, ale przy dobitce Szałachowskiego nie miał już szans. Sędzia liniowy dopatrzył się jednak spalonego. - Brakowało nam zimnej krwi i trochę szczęścia. Powinienem był dziś coś strzelić - smucił się po spotkaniu napastnik gości, Sebastian Szałachowski.

Podopieczni Ryszarda Wieczorka zaczęli dopiero "coś" grać po przerwie, gdyż wcześniej byli tłem dla wyżej notowanego rywala. Choć jeszcze na samym starcie Paluchowski powinien był wykorzystać nieporozumienie Dymkowskiego ze Stachowiakiem. Wodzisławianie mieli furę szczęścia, o czym dobitnie świadczy sytuacja z 65 minuty. Po rzucie rożnym i główce Paluchowskiego, futbolówka odbiła się od słupka. Interweniujący Dymkowski wybijając piłkę... ponownie trafił w tę samą część konstrukcji bramki!

Dopiero wejście Kwieka rozruszało ofensywę gospodarzy. Wcześniej najwięcej krwi defensywie Legii napsuł znakomicie dysponowany tego dnia Wodecki. Akcja meczu była jednak dziełem Malinowskiego i Piechniaka. Ten drugi ładnie przyjął podanie od "Maliny” w polu karnym i pewnym strzałem pokonał Muchę.

Warszawiacy byli na kolanach, ale mieli jeszcze swoją okazję do wyrównania. Ładna dwójkowa akcja Gizy ze Smolińskim zakończyła się strzałem zza pola karnego tego drugiego. Stachowiak byłby bez szans... ale jego "świątynia" była tego dnia jak zaczarowana. - Gdy graliśmy ładnie, to przegrywaliśmy. Teraz prezentujemy się efektywnie i z tego należy się cieszyć - podsumował z uśmiechem Piotr Piechniak, skrzydłowy miejscowych.

Pod szatniami

Adam Stachowiak (bramkarz Odry): Sprzyjało nam szczęście, ale jemu trzeba pomóc. Trzeba się cieszyć, że my wykorzystaliśmy tę najlepszą okazję po przerwie. Kilka moich interwencji odebrało zawodnikom Legii pewności siebie. Choć po sytuacjach, w których ratowały mnie słupki po rogu mogłem się lepiej zachować. Goście do końca byli bardzo groźni.

Jakub Rzeźniczak (obrońca Legii): Brak skuteczności to nasza największa bolączka. Gramy dobrze, ale nie przekłada się to na wynik. Stachowiak miał dzień konia. Bronił wszystko i miał przy tym szczęście. Pudło Szałachowskiego do pustej bramki to już ogromny pech.

Konferencja prasowa

Jan Urban (trener Legii): Pamiętaliśmy porażkę z minionego sezonu i dlatego tak często od samego początku meczu stałem przy linii boiska, gdyż chciałem być blisko z drużyną. Nasza gra dzisiaj wyglądała dobrze, a momentami bardzo dobrze. Nie mam zamiaru dopatrywać się tutaj braku szczęścia. To jest brak umiejętności. Po prostu potrzebujemy zbyt wielu okazji, żeby strzelić jedną bramkę. Takie mecze często źle się kończą, bo przeciwnik ma jedną sytuację, którą wykorzystuje. Nie wiem czy zasłużenie, ale trzy punkty zostały w Wodzisławiu. Możemy mówić co chcemy na Chinyamę, ale kiedy grał, strzelał bramki. Niestety, nasi napastnicy nie potrafią tego robić

Ryszard Wieczorek (trener Odry): Mieliśmy trochę szczęścia. Choć jeszcze dwa tygodnie temu powinniśmy wygrać z Jagiellonią, a później nie przegrać z Polonią Bytom. Teraz limit szczęścia i pecha się wyrównał. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu nie wyglądała najlepiej. Mieliśmy problem w drugiej linii. Po przerwie ustawiliśmy się dobrze z tyłu. Legia miała sytuacje tylko po stałych fragmentach gry. Chciałbym pochwalić Aleksandra Kwieka, który bardzo przeżywał przegrany mecz z Polonią Bytom. Zrobił dziś to, co trzeba. Był bardzo mocnym ogniwem po wejściu na murawę.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również