Odra - Jagiellonia 2-2. Dramat w Wodzisławiu. Winny sędzia?

05.12.2009
- To, co zrobił sędzia, przekroczyło wszelkie granice! - grzmiał po dramatycznie zremisowanym pojedynku z Jagiellonią golkiper Odry, Michał Buchalik. Wodzisławianie kończyli mecz w dziewiątkę!
Niesamowity mecz zobaczyli kibice w Wodzisławiu Śląskim. Pojedynek dwóch ostatnich zespołów w ligowej tabeli dostarczył gigantycznych emocji. Swoją "cegłę" dołożyła trójka sędziowska, choć przez długi czas nic nie wskazywało na tak nerwowy przebieg spotkania.

Wszystko układało się po myśli miejscowych. Jeszcze w pierwszej połowie pojedynek w powietrzu wygrał Piechniak. Wodecki kapitalnie zgrał piłkę klatką piersiową do Bueno, a Brazylijczyk pięknym strzałem z kilkunastu metrów posłał ją "za kołnierz" Szamotulskiego. Prowadzenie podwyższyć mógł Piechniak, ale futbolówka po jego strzale odbiła się od dwóch graczy i jakimś cudem wpadła do rąk golkipera "Jagi". Gdy tuż po przerwie Bueno na raty, z bliskiej odległości strzelił drugiego gola, zanosiło się, że miejscowi spokojnie będą kontrolować spotkanie.

Wtedy Odra straciła pierwszego zawodnika. Wychodzącego sam na sam z bramkarzem Jezierskiego sfaulował Pielorz, za co otrzymał czerwoną kartkę. Z rzutu wolnego o centymetry pomylił się Bruno. Po chwili arbiter w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach podyktował rzut karny dla gości. Wpierw wskazał na rzut wolny, ale po sygnalizacji asystenta zmienił zdanie. - To było nieprawdopodobne. Absolutnie nie było "jedenastki" - wściekał się skrzydłowy Odry, Marcin Wodecki. I miał rację, bo jak wykazały telewizyjne powtórki do faulu doszło pół metra przed linią pola karnego.

Pewnym egzekutorem jedenastki był wprowadzony po przerwie Frankowski. Później, co chwilę  iskrzyło na murawie. Głównie ze względu na kolejne dyskusyjne decyzje sędziego. Kilkoma świetnymi interwencjami gospodarzy uratował Buchalik. Napór gości trwał do ostatnich sekund, ale to miejscowi mogli postawić kropkę nad "i". W dogodnej sytuacji znalazł się rezerwowy Radzinevicius. Litewski napastnik został jednak zablokowany, a futbolówka przeleciała tuż nad bramką białostoczan.

W doliczonym czasie gry wodzisławianie przeżyli prawdziwy dramat. Kowalczyk zagrał ręką w polu karnym, za co otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Arbiter nie miał wątpliwości i po raz drugi wskazał na "wapno". Do piłki ponownie podszedł Frankowski i z zimną krwią doprowadził do wyrównania. - Odległość bliska, bramka jest szeroka, więc noga nie ma prawa zadrżeć w takiej sytuacji - skomentował zadowolony strzelec.

- To, co zrobił sędzia, przekroczyło wszelkie granice! Przez cały mecz graliśmy dobrze, prowadziliśmy 2-0, a arbiter dyktuje karnego "z kapelusza". Drugi też kontrowersyjny, bowiem zagranie ręką było przypadkowe. Nie wiem, jak mógł podjąć tak krzywdzące dla nas decyzje i odebrać nam trzy punkty - wściekał się Buchalik.

Konferencja prasowa

Michał Probierz (trener Jagiellonii): Wiedziałem, że zmiana sztabu szkoleniowego zmobilizuje gospodarzy. W pierwszej połowie chcieliśmy się bronić i grać z kontry. Tę "połówkę" biorę na siebie. Pewni zawodnicy mnie jednak zawiedli. Później musieliśmy grać atakiem pozycyjnym. Ten punkt może dać nam utrzymanie. Pełnia szczęścia byłaby, gdybyśmy w doliczonym czasie gry zdobyli zwycięskiego gola.

Marcin Brosz (trener Odry): Sytuacje w tym spotkaniu były przedziwne. Po to przychodzimy na mecze, aby podniosła nam się adrenalina. Było jak u Hitchcocka. Wielka szkoda, że akurat straciliśmy gola w 90 minucie. Wierzę jednak, że po raz 14 uda się Odrze utrzymać w ekstraklasie. Teraz najważniejsze dla nas będzie wymazanie tego pojedynku z pamięci. Pracy arbitra nie będę komentował. Mogą zrobić to inni. Ja koncentruję się na stronie sportowej.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również