"Odporność psychiczna nie jest mocną stroną naszej drużyny"
29.10.2017
GKS Katowice miał swój plan na derbowe spotkanie z GKS-em Tychy. Ten jednak posypał się dosyć szybko, bo już w 23. minucie gospodarze objęli prowadzenie. - Było to typowe derbowe spotkanie, nie stojące na najwyższym poziomie, ale bardzo zacięte. Mecz ustawił rzut karny. Moi zawodnicy zaklinają się, że faulu nie było, ale sędzia podjął inną decyzję. Przeciwnik ją wykorzystał i kontrolował mecz w pierwszej połowie - powiedział trener Piotr Mandrysz.
Jaki był ten plan na Tychy? - Chcieliśmy wpuścić GKS na własną połowę i spróbować skontrować. Plan się zawala w momencie, gdy traci się gola, bo wtedy przeciwnik może przyjąć wariant gry, jaki mu pasuje - przyznał Mandrysz. To spowodowało, że w drugiej połowie GieKSa musiała zagrać odważniej.
- Po przerwie ruszyliśmy do odrabiania strat. Mieliśmy przewagę optyczną, stworzyliśmy więcej sytuacji. Może nie 100-procentowych, ale inicjatywa była po naszej stronie - stwierdził trener katowiczan. - Mecz miał dwa oblicza. Pierwsza połowa była podobna jak z Ruchem Chorzów, w drugiej wzięliśmy się do odrabiania strat. Niestety, nie starczyło czy to umiejętności, czy to szczęścia. Trudno powiedzieć. Nie było to porywające spotkanie w naszym wykonaniu, zdajemy sobie z tego sprawę - dodał.
Od dłuższego czasu pojawiają się zarzuty, że piłkarze z Katowic wyglądają na boisku tak, jakby nie do końca im się chciało walczyć do upadłego. - Do przerwy może tak to wyglądało, ale po przerwie nie zgadzam się, że nie chcieliśmy zdobyć bramkę. Może nie starczyło umiejętności. Były strzały, ale niecelne. Celnie uderzył głową Tomasz Foszmańczyk, niewiele zabrakło do zdobycia wyrównania Arminowi Ćerimagiciowi z rzutu wolnego - wymieniał Mandrysz.
Może więc problem jest w głowach piłkarzy? - Od połowy sierpnia pracujemy z osobą, która wspiera zawodników w pracy nad psychiką. Wnioski płynące są różne, ale zachowujemy je dla siebie. Na pewno odporność psychiczna nie jest mocną stroną naszej drużyny. To też w jakiś sposób przekłada się na reakcje zespołu w momencie niepowodzenia - powiedział trener ekipy z Bukowej.
Jaki był ten plan na Tychy? - Chcieliśmy wpuścić GKS na własną połowę i spróbować skontrować. Plan się zawala w momencie, gdy traci się gola, bo wtedy przeciwnik może przyjąć wariant gry, jaki mu pasuje - przyznał Mandrysz. To spowodowało, że w drugiej połowie GieKSa musiała zagrać odważniej.
- Po przerwie ruszyliśmy do odrabiania strat. Mieliśmy przewagę optyczną, stworzyliśmy więcej sytuacji. Może nie 100-procentowych, ale inicjatywa była po naszej stronie - stwierdził trener katowiczan. - Mecz miał dwa oblicza. Pierwsza połowa była podobna jak z Ruchem Chorzów, w drugiej wzięliśmy się do odrabiania strat. Niestety, nie starczyło czy to umiejętności, czy to szczęścia. Trudno powiedzieć. Nie było to porywające spotkanie w naszym wykonaniu, zdajemy sobie z tego sprawę - dodał.
Od dłuższego czasu pojawiają się zarzuty, że piłkarze z Katowic wyglądają na boisku tak, jakby nie do końca im się chciało walczyć do upadłego. - Do przerwy może tak to wyglądało, ale po przerwie nie zgadzam się, że nie chcieliśmy zdobyć bramkę. Może nie starczyło umiejętności. Były strzały, ale niecelne. Celnie uderzył głową Tomasz Foszmańczyk, niewiele zabrakło do zdobycia wyrównania Arminowi Ćerimagiciowi z rzutu wolnego - wymieniał Mandrysz.
Może więc problem jest w głowach piłkarzy? - Od połowy sierpnia pracujemy z osobą, która wspiera zawodników w pracy nad psychiką. Wnioski płynące są różne, ale zachowujemy je dla siebie. Na pewno odporność psychiczna nie jest mocną stroną naszej drużyny. To też w jakiś sposób przekłada się na reakcje zespołu w momencie niepowodzenia - powiedział trener ekipy z Bukowej.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku