Obrońca Ruchu: Jak profesorowie? To niepotrzebne gadanie

20.03.2012
Rafał Grodzicki, stoper Ruchu Chorzów, nie będzie dobrze wspominał meczu z Podbeskidziem. - Choć jeśli chodzi o samobójczą bramkę, gdybym nie strzelił ja, to już czekali inni - twierdzi.
Przede wszystkim jednak Grodzicki w doliczonym czasie gry złamał nos. - Nie pamiętam samego zajścia. Po prostu zrobiło mi się ciemno przed oczami i niedobrze. Przypominam sobie tylko, jak przy linii bocznej trener Waldemar Fornalk mówił do mnie "Grodek wchodź", ale liniowy nie pozwolił mi na to, bo byłem zakrwawiony. Ja nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. Muszę przyznać, że ból przy nastawianiu był nie do opisania, ale jeszcze wieczorem wróciłem po torbę na Cichą - opisuje piłkarz.

Stoper "Niebieskich" nadal jest jednak wściekły o to, jak jego drużyna straciła punkty z bielszczanami. - Nie mieliśmy prawa tego zrobić. Goście nie stwarzali pod bramką żadnego zagrożenia. W drugiej połowie dwa razy byli w "szesnastce", dwa razy wrzucili piłkę w nasze pole karne z rzutów wolnych, oddali jeden strzał i zdobyli dwa gole. Piłka jest niesprawiedliwa, ale to dla nas nauczka na przyszłość - uważa "Grodek".

Środkowy obrońca odniósł się też do słów swojego kolegi po fachu z Podbeskidzia, Bartłomieja Koniecznego, które publikowaliśmy wczoraj na naszym portalu. Przypomnijmy, że stoper "Górali" stwierdził, iż zawodnicy Ruchu chcieli grać jak profesorowie i za to zostali pokarani. - To niepotrzebne gadanie, bo nikogo nie zlekceważyliśmy.  Wręcz uważam, że rozgrywaliśmy dobre zawody. Niestety, podarowaliśmy Podbeskidziu dwie bramki i zremisowaliśmy po trosze na własne życzenie - kończy Rafał Grodzicki.
źródło: Sport

Przeczytaj również