Obrońca Polonii: Przynajmniej koledzy mają się z kogo pośmiać

06.03.2012
- Doktor przy mojej ostatniej wizycie był zaskoczony, jak wyglądam po takim czasie od operacji, ale to wszystko tylko i wyłącznie ciężka praca - mówi Daniel Tanżyna, wracający po kontuzji obrońca Polonii.
- Oj, kosztowało to bardzo dużo wyrzeczeń. Wiele ciężkich, żmudnych ćwiczeń. Dziennie poświęcałem na to przynajmniej 3 godziny. Co ważne,  mogłem trenować  indywidualnie obok zespołu. Najgorzej by było, gdybym sam gdzieś siedział i po 6 miesiącach wrócił na treningi z drużyną. Tak przynajmniej koledzy mieli się z kogo pośmiać - uśmiecha się ciężko kontuzjowany gracz bytomian, który w zaskakującym tempie wraca do zdrowia.

Zawodnik ogląda swoich kolegów z boku i jest pod wrażeniem. - Widać, że wszystko idzie do przodu. Mamy dużo nowych zawodników, nowych korekt i mam nadzieję, że dzięki temu utrzymamy I ligę dla Bytomia - przyznaje. Jednocześnie podkreśla znakomite warunki na zgrupowaniu w tureckiej Alanyi. - Jestem tutaj pierwszy raz i wszystko wywarło na mnie spore wrażenie. Koledzy nie wrzucili mnie - jako nowicjusza - do wody tylko dlatego, że... ja sam jako pierwszy zawsze tam wskakuję - dodaje.

Były gracz Odry Wodzisław jest na bieżąco z wszystkimi meczami swoich kolegów. - Tak, co prawda na każdą grę kontrolną jadę w roli kamerzysty, jednak Tomek Nierada zawsze ściąga mnie do siebie i trenujemy indywidualnie, z czego ja akurat jestem bardzo zadowolony. Już nie mogę się doczekać, aż będę w pełni zdrów i pomogę chłopakom. Poprzez tę kontuzję patrzę na piłkę z nieco innej strony. Dzwonił do mnie jakiś czas temu Janek Woś, mój dobry przyjaciel  i powiedział, żebym się niczym nie przejmował. Po takiej kontuzji 90% ludzi staje się lepszymi - kończy Daniel Tanżyna.
źródło: poloniabytom.com.pl/SportSlaski.pl

Przeczytaj również