Obrońca Piasta Gliwice: Naszej drużynie potrzebna była stabilizacja

04.08.2010
- Poprzedni sezon był dla mnie kompletnie nieudany - mówi Jarosław Kaszowski, który z Adrianem Klepczyńskim, Janem Buryanem i Bartłomiejem Sielewskim ma stanowić o sile obronnej Piasta.
Blok defensywny gliwiczan w ostatnich dwóch sezonach zaliczył upadek z nieba do piekła. Przed dwoma laty formacja obronna Piasta była piątą w ekstraklasie pod względem najmniejszej liczby straconych goli, żeby rok później spaść w tej klasyfikacji na ostatnie miejsce... Mimo braku Kamila Glika, który piątkowy pojedynek z GKS-em Katowice ma oglądać z wysokości trybun, obecne rozgrywki mogą okazać się powrotem do lepszych czasów. - Tym bardziej że na pozycję środkowego obrońcy zostali sprowadzeni Adrian Klepczyński i Jan Buryan - wskazuje Jarosław Kaszowski, który w spotkaniu z Odrą spisał się bez zarzutu.

- Nie oznacza to, że nie ustrzegliśmy się błędów. Całe szczęście, że zagraliśmy na zero z tyłu. Jak na razie współpraca między nami układa się pomyślnie. Zresztą nie mówię jedynie o linii obrony, bo każdy z zawodników wiedział dokładnie, co ma robić na boisku. W następnych potyczkach powinno być jeszcze lepiej - podkreśla 32-latek. Inauguracja ligi dla wychowanka Piasta była poważnym sprawdzianem. - Bo cały poprzedni sezon był dla mnie kompletnie nieudany. Najpierw borykałem się z kontuzją kolana, później z kolei za wcześnie wszedłem w trening. Dopiero ostatni okres przygotowawczy pozwolił mi się odbudować - przypomina.

Zawodnik w sezonie 2009/2010 wystąpił zaledwie pięć razy. Ostatnio grając w pomocy... - I już przyzwyczaiłem się do tej pozycji. Teraz również sądziłem, że będę ustawiany w drugiej linii. Najbardziej cieszę się jednak z tego, że wywalczyłem sobie miejsce w pierwszym składzie. Naszej drużynie potrzebna była stabilizacja. Mamy Krzysztofa Kozika w bramce i nie powinno dziać się tak, jak sezon wstecz. Rzadko przecież zdarza się, żeby w trakcie rozgrywek między słupkami broniło aż czterech golkiperów - kończy ulubieniec gliwickich kibiców.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również