Obrońca Piasta Gliwice będzie grał z... pękniętą czaszką

10.11.2012
Wydawało się, że po kontuzji głowy Damian Zbozień, obrońca Piasta Gliwice, będzie musiał pauzować przez ponad miesiąc. Tymczasem do gry wraca już teraz w specjalnym kasku.
- Zaraz po tym, jak okazało się, że doszło do pęknięcia czaszki, pojechałem na wizytę do neurochirurga z Opola, fachowca w tego typu urazach, którego polecił mi trener Dudek. Usłyszałem, że jeśli założę ochronny kask, to mogę grać - mówi Damian Zbozień.

Czy nie ma jednak ryzyka dla jego zdrowia? - Mecz z Widzewem rozpoczynałem będąc zdrowy, a kończyłem z pękniętą czaszką, więc ryzyko jest zawsze, bo to kontaktowy sport. Obaw nie mam jednak żadnych. Bardziej mają je ci, którzy obserwują sytuację z boku, bo wtedy jest więcej czasu na myślenie. Na murawie nie ma go w ogóle - twierdzi.

Co to w ogóle za kask? - Kupowałem go w internecie, bo w normalnych sklepach nie znalazłem, ale wystarczyło zmierzyć obwód głowy, bym dostał kask idealnie do mnie dopasowany. Zawsze jest też możliwość regulacji o centymetr w każdą stronę. To zwykły kask do rugby, tylko nie jego twarda, ale miękka wersja. Trenuję w nim już od tygodnia i wszystko gra. Wcześniej, kiedy go jeszcze nie miałem, też nie miałem wolnego. Wykonywałem wszystkie ćwiczenia, które nie wymagały ode mnie kontaktu z przeciwnikiem - kończy.
źródło: Sport

Przeczytaj również