Nowym wyzwaniem Grzyba będzie wypełnienie Stadionu Śląskiego?
25.05.2012
Na razie wiadomo jedno. - Definitywnie kończę grać w Ruchu - mówi Wojciech Grzyb. - A co dalej? Wyniki badań utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie odstaję od młodszych kolegów. Dlatego być może pogram gdzieś dla przyjemności? A być może nadszedł czas, aby odnaleźć się w nowej roli? Spotkałem się w środę z dyrektorem Mosórem i prezesem Smagorowiczem. Powstaje projekt przeprowadzki Ruchu na Stadion Śląski. Miałbym w tym projekcie mieć swoje miejsce - mówi "Grzybek".
Dotąd mówiło się, że miałby on być człowiekiem odpowiedzialnym za kontakty z kibicami. Teraz wiadomo, że zadanie byłoby ambitniejsze. - O konkretnym stanowisku nie mówiliśmy, ale w temacie przeprowadzki na Stadion Śląski zajmowałbym się wszystkim po trochu, a więc: marketingiem, promocją i organizacją. Wizja samego projektu podoba mi się, choć mam wątpliwości, czy uda się ją spełnić w takim wymiarze, o jakim mi mówiono. Sukcesem będzie przecież wypełnienie tak dużego obiektu w połowie czy w 3/4, a pan Dariusz Smagorowicz pewnie myśli już teraz o komplecie widzów - wyjaśnia z uśmiechem Wojtek.
Inna sprawa, że jego samego wciąż ciągnie na boisko. - Nie chcę odcinać kuponów i grać na siłę. Jeśli mam nadal biegać za piłką to dla przyjemności, swojego dobrego samopoczucia. Może uda się zrobić tak, abym pełnił w Ruchu nową funkcję i grał w jakimś ciekawym klubie na niższym szczeblu? Poza tym mam papiery trenera II klasy, więc mógłbym próbować tego fachu. Może nie od razu jako pierwszy szkoleniowiec, ale w roli tego drugiego? - zastanawia się 38-latek.
Na ten temat póki co nie rozmawiał z Waldemarem Fornalikiem. Bo nadal nie jest przesądzone, że Grzyb zostanie na Śląsku. Jest to zależne od wielu czynników. Przede wszystkim od tego, gdzie karierę będzie kontynuowała jego partnerka - Kinga Polenz, która jest piłkarką ręczną. - Coraz więcej wskazuje na to, że zostaniemy na Śląsku. Szanse na to, że Kinga zostanie w Ruchu oceniam 50 na 50 - nakreśla "Grzybek".
Wieczorem opublikujemy szerszy materiał z Wojciechem Grzybem
Dotąd mówiło się, że miałby on być człowiekiem odpowiedzialnym za kontakty z kibicami. Teraz wiadomo, że zadanie byłoby ambitniejsze. - O konkretnym stanowisku nie mówiliśmy, ale w temacie przeprowadzki na Stadion Śląski zajmowałbym się wszystkim po trochu, a więc: marketingiem, promocją i organizacją. Wizja samego projektu podoba mi się, choć mam wątpliwości, czy uda się ją spełnić w takim wymiarze, o jakim mi mówiono. Sukcesem będzie przecież wypełnienie tak dużego obiektu w połowie czy w 3/4, a pan Dariusz Smagorowicz pewnie myśli już teraz o komplecie widzów - wyjaśnia z uśmiechem Wojtek.
Inna sprawa, że jego samego wciąż ciągnie na boisko. - Nie chcę odcinać kuponów i grać na siłę. Jeśli mam nadal biegać za piłką to dla przyjemności, swojego dobrego samopoczucia. Może uda się zrobić tak, abym pełnił w Ruchu nową funkcję i grał w jakimś ciekawym klubie na niższym szczeblu? Poza tym mam papiery trenera II klasy, więc mógłbym próbować tego fachu. Może nie od razu jako pierwszy szkoleniowiec, ale w roli tego drugiego? - zastanawia się 38-latek.
Na ten temat póki co nie rozmawiał z Waldemarem Fornalikiem. Bo nadal nie jest przesądzone, że Grzyb zostanie na Śląsku. Jest to zależne od wielu czynników. Przede wszystkim od tego, gdzie karierę będzie kontynuowała jego partnerka - Kinga Polenz, która jest piłkarką ręczną. - Coraz więcej wskazuje na to, że zostaniemy na Śląsku. Szanse na to, że Kinga zostanie w Ruchu oceniam 50 na 50 - nakreśla "Grzybek".
Wieczorem opublikujemy szerszy materiał z Wojciechem Grzybem
Polecane
Ekstraklasa