Niepokorny Jaromin

27.12.2008
Hubert Jaromin z Polonii Bytom uwielbia chodzić własnymi ścieżkami. - Przez to omal nie wyrzuciłem go z drużyny - mówi trener Marek Motyka, któremu jednak trudno wyobrazić sobie skład bez tego piłkarza.
Zwolenników jego sprowadzenia było równie wielu, co przeciwników. - To prawda - przyznaje prezes Damian Bartyla. - Zdecydowała jednak klasa sportowa piłkarza. No i fakt, że miał kartę w ręce - dodaje.

29-letni wychowanek Sparty Zabrze latem odchodził w niejasnych okolicznościach z Katowic. - Jan Furtok powiedział mi: "to świetny piłkarz, ale rozbijał szatnię" - wspomina Marek Motyka, który do Polonii przyszedł już po zaangażowaniu Jaromina. - Mam szacunek do prezesa GKS-u, ale zawszę wolę sobie sam wyrobić zdanie o człowieku. Początki były trudne. Po kilku dniach byłem doń bardzo negatywnie nastawiony. Omal... nie wyrzuciłem go z drużyny - zdradza opiekun Polonii.

- Hubert zawsze miał wiele do powiedzenia, coś sobie pod nosem mruczał. Nie wszyscy muszą takie zachowanie akceptować - tłumaczy Rafał Górak, dziś szkoleniowiec Ruchu Radzionków, kilka lat wstecz klubowy kolega Jaromina w Szczakowiance.

Nagle relacje trenera Motyki z niepokornym zawodnikiem drastycznie się zmieniły od momentu, kiedy ten zaczął regularnie grać. - Zrzuciłem mu także na barki trochę odpowiedzialności, powierzając prowadzenie rozegrzewki. I okazało się, że piłkarz dotąd czasami dość lekko traktujący zajęcia, stał się przykładem dla innych - uważa Motyka.
źródło: SPORT

Przeczytaj również