Niemcy z Borussii i Schalke zabrali marzenia 15-letnim mistrzom Śląska

23.10.2011
Warto przeczytać ten wywiad, bo obrazuje on, jaka przepaść dzieli polski futbol od niemieckiego. Młodzi zawodnicy ze szkółki Stadionu Śląskiego rozegrali w Zagłębiu Ruhry trzy sparingi. Stracili w nich 20 bramek.
Stadion Śląski zmierzył się z najlepszymi niemieckimi zespołami w tym roczniku. Bartłomiej Zdrzałek, trener zespołu, wiedział, że o korzystne rezultaty będzie trudno. Nie spodziewał się jednak tak wysokich porażek. Schalke 04 Gelsenkirchen wygrało 5-0, Borussia Mönchengladbach 6-1, a Borussia Dortmund 9-0.

- Wiedziałem, że będzie różnica w kulturze gry. Byłem na stażu w Essen, oglądałem mecze reprezentacji narodowych tego rocznika. Optyka zmienia się jednak w momencie, kiedy na boisko wychodzą zawodnicy, których się prowadzi. I którzy nie są ułamkami, bo jesteśmy mistrzami Śląska, mamy trzech reprezentantów kraju. A tymczasem w każdej podstawie abecadła piłkarskiego byliśmy gorsi od naszych rywali. Przepaść jest niesamowita! Motoryka, szybkość gry, technika użytkowa... Nie widziałem w Polsce przez 10 lat, odkąd jestem trenerem, ani jednego takiego zawodnika, jakich tam było 25 w jednym zespole - mówi Zdrzałek.

Co rzuciło się w oczy, jeśli chodzi o organizację pracy z młodzieżą?
- Budżet na młodzież w takim Schalke wynosi 2 mln euro rocznie. Szkolenie odbywa się poza systemem klas sportowych. Zajęcia odbywają się cztery razy w tygodniu + do dyspozycji każdego zawodnika jest trener indywidualny, z którym można ćwiczyć "po godzinach". Busy przywożą i rozwożą chłopaków nawet na odległości rzędu 200 km. Oczywiście wszystko jest za darmo. U nas piłka nożna jest sportem narodowym, a tymczasem rodzic musi płacić za wyjazdy, zgrupowania, sprzęt... Wielu na to po prostu nie stać.

Jak wyglądają sztaby szkoleniowego Schalke czy Borussii w takim roczniku, jak wasz?
- Sztab liczy na ogół pięć osób. Pierwszy trener, dwóch asystentów, specjalista od bramkarzy i lekarz.  Do tego kluby mają oczywiście trenerów od przygotowania motorycznego. U nas mało która drużyna juniorska ma regularnie przeprowadzane badania szybkościowe i wydolnościowe.

Mamy procentowo tyle samo utalentowanych 7-latków co Niemcy. Kiedy oni zaczynają nam uciekać?
- "Odjazd" zaczyna się w wieku 12-13 roku życia. Wtedy na przykład Niemcy uciekają nam i to w niesamowitym tempie. Bo tam najlepsi grają z najlepszymi. Nie ma w zespole słabego zawodnika. Wchodzi któryś z ławki i można się zastanawiać, dlaczego on był tylko rezerwowym.

Jak to możliwe, że w całej kadrze nie ma zawodników po prostu słabszych?
- To zasługa selekcji kierowanej. Za przykład podam Schalke z rocznika 1996. Dziś w tym zespole jest tylko jeden zawodnik, który był w zespole po pierwszym naborze. Reszta odpadła. Dziś są tam już tylko zawodnicy przygotowani do gry na wysokim poziomie. Pokuszę się o stwierdzenie, że drużyny Schalke i Borussii z rocznika 1996 walczyłyby o czołowe lokaty w Śląskiej Lidze Juniorów Starszych, a więc z chłopakami o trzy lata starszymi.



Jak możliwa jest taka rotacja w juniorskich zespołach Schalke czy Borussii?
- Pokażę to na przykładzie śląskiego podwórka. Dziś w ekstraklasie grają Górnik i Ruch. Gdyby były to Schalke i Borussia, to do tych dwóch klubów próbowaliby się załapać najlepsi chłopcy z Polonii Bytom czy Piasta Gliwice. Bo najlepsi chcą grać w najlepszych zespołach. I kluby im tego nie utrudniają. Oczywiście, trzeba płacić za tych zawodników, ale te kluby na to po prostu stać. Zresztą zawodnik, który nie mieści się w kadrze Schalke, jest sprzedawany do takiego Bochum i gra w juniorach tego klubu.

Które spostrzeżenia jesteście w stanie przenieść już teraz na polski grunt?
- Już po wcześniejszych wyjazdach podjęliśmy decyzję, że musi być co najmniej dwóch trenerów, aby jeden człowiek zajmował się grupą 12 chłopaków. Jeśli chodzi o wiedzę trenerską, naprawdę nie wpadamy w kompleksy. Budujemy treningi w podobny sposób, mamy podobny zasób ćwiczeń. Pojawiają się jednak problemy, których nie przeskoczymy. Począwszy od bazy. PZPN i kluby ekstraklasy powinny zrozumieć, że fundamentem jest szkolenie młodzieży na najwyższym poziomie. A ten nasz, na takim na pewno nie jest. Chciałbym, aby Górnik i Ruch przeznaczały co roku na młodzież 2 mln złotych... Albo inaczej! Wystarczyłoby, aby 10-20 procent wynagrodzeń piłkarzy pierwszej drużyny poszło na szkolenie. Zabrzanie cieszą się z pozyskania Arka Milika. To niewątpliwie duży talent. Tylko że w Niemczech mają takich Milików wielu, bardzo wielu...

Czy ta lekcja pokory nie podłamała psychicznie waszych zawodników?
- Wczoraj wygraliśmy 4-0 z Zagłębiem Sosnowiec, więc grać w piłkę potrafimy. Teraz chłopcy po prostu wiedzą, ile jeszcze pracy przed nimi. Nasz bramkarz, który jest reprezentantem Polski, powiedział, że z Borussią czy Schalke nie poradziłaby sobie nawet kadra z rocznika 1996. Kwestią byłoby tylko, jak wysoko wygra jedna z tych niemieckich drużyn. Warto zacytować Tomka Wałdocha, który powiedział naszym zawodnikom, że "muszą oni mieć na życie plan B". Nie mogą się skupić wyłącznie na myśleniu, że zostaną piłkarzami. A tym bardziej piłkarzami czołowych europejskich klubów. Te marzenia pozostaną w sferze marzeń.

Co trenerowi dał ten wyjazd?
- Zmieniła się dla mnie definicja talentu. Na talent polski i zagraniczny.Każdy chłopak w Polsce, który zostanie wypatrzony przez zagraniczny klub, powinien jak najszybciej stąd wyjechać. Poza tym, była to dla nas wszystkich poważna lekcja i nauka. Chciałbym za pomoc podziękować wspomnianemu Tomkowi Wałdochowi oraz Jakubowi Słowikowi, menedżerowi z Niemiec, który zorganizował mecze z Gladbach i Borussią Dortmund.

Rzuca się w oczy, że straciliście w trzech meczach aż 20 goli...
- Podczas kiedy w tym sezonie ligowym w siedmiu meczach rywale strzelili nam tylko dwie bramki. W całym poprzednim sezonie straciliśmy ich tylko siedemnaście!

Można wyciągnąć jakiś pozytyw z tych meczów sparingowych?
- Usłyszeliśmy od trenerów Borussii, że jesteśmy jedyną drużyną, która przegrywając 0-4 nie wybijała piłek na oślep do przodu, tylko starała się konstruować akcje, utrzymywać przy piłce. Oczywiście, nie zawsze to wychodziło, ale to było moje zalecenie. Chciałem, aby obrońcy, będąc pod presją, starali się grać piłką. Bo ta lekcja im się po prostu przyda. Graliśmy przecież z zespołami, które rywalizują w różnych turniejach z najlepszymi na świecie, a więc z Barceloną czy Ajaksem.

- Dodam, że te wyjazdy mają sens. Za rok też pojedziemy do Niemiec! - zapowiada Bartłomiej Zdrzałek. 30-letni trener juniorów szkółki Stadionu Śląskiego dodaje, że tylko rywale się zmienią na takich, z którymi będzie można nawiązać walkę.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również